Chociaż rząd nie zachęca do działania w Polsce, a konkurenci z Hiszpanii i Danii straszą wycofaniem się z naszego rynku, Portugalczycy otwierają worek z pieniędzmi. – Jesteśmy zdecydowani inwestować w Polsce w morską i lądową energetykę wiatrową.
Polski rynek energetyki wiatrowej / DGP
Nie chcemy deklarować konkretnych kwot, ale będą one liczone w setkach milionów euro – mówi DGP Grzegorz Szymczak, przedstawiciel EDP Renewables w Polsce.
Nasz kraj, obok Brazylii i Rumunii, to inwestycyjny cel numer jeden portugalskiego koncernu, który w energetyce wiatrowej jest dziś graczem numer trzy na świecie, a w Polsce może się pochwalić wybudowaniem blisko 200 MW w lądowych elektrowniach wiatrowych. EDP Renewables ma ochotę na więcej.
To zaskakujące, bo polski rząd szykuje ograniczenie finansowego wsparcia dla zielonej energetyki i z tego powodu Iberdrola i Dong straszą wyjściem z Polski.
– Klamka jeszcze nie zapadła, ale firmy zawiesiły nowe inwestycje i szukają inwestorów gotowych przejąć wybudowane farmy – mówi nam osoba z branży wiatrowej doskonale rozeznana w polskich interesach zagranicznych koncernów.
EDP Renewables zamierza w Polsce zostać, bo pieniędzy na rozwój jej nie brakuje. To zielone ramię koncernu energetycznego EDP. W Polsce – jeden z kluczowych graczy na rynku farm wiatrowych. Skąd Portugalczycy z ogarniętego kryzysem Półwyspu Iberyjskiego mają środki na inwestycje w innych krajach? Zza Wielkiego Muru. China Three Gorges, energetyczny kolos z aktywami sięgającymi 300 mld euro, w grudniu 2011 r. został inwestorem EDP, wykładając za 21 proc. akcji okrągłą sumkę 2,7 mld euro. O wyborze azjatyckiego giganta zadecydowały jednak nie tylko pieniądze. China Three Gorges pokonał w staraniach o EDP m.in. niemiecki E.ON obietnicą zredukowania zadłużenia spółki, ale i zwiększeniem inwestycji koncernu. Główne kierunki to według jednego z szefów EDP Brazylia, Rumunia i Polska.
Spore zasoby gotówki na rozwój nie oznaczają, że Portugalczycy nie widzą zagrożeń płynących z planu ograniczenia wsparcia dla zielonych inwestycji w naszym kraju.
– Drugi projekt ustawy jest znacznie lepszy od pierwszego, ale wciąż burzy stabilność projektów – ocenia Szymczak. Zielona branża domaga się poprawienia sześciu kluczowych zapisów zawartych w dokumencie, m.in. wprowadzenia corocznej waloryzacji wysokości finansowego wsparcia dla producentów czystej energii.
– Inwestor musi mieć pewność 15-letniego wsparcia na przewidywalnym poziomie. Zamrożenie opłaty powoduje jej realny spadek w kolejnych latach o poziom inflacji. Rozwiązaniem jest przywrócenie indeksacji lub powrót do dyskusji nad poziomem współczynników, które określają poziom wsparcia, bo dziś resort gospodarki zakłada ich stopniowe obniżanie – mówi Janusz Prasałek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.
Ministerstwo Gospodarki nie chce indeksować opłaty, bo celem nowej ustawy jest obniżanie wsparcia dla OZE. Branża przyznaje, że część krajów powoli ogranicza wsparcie dla OZE, ale zwraca uwagę na odmienną sytuację Polski. – Niemcy już wybudowali ponad 27 GW energii wiatrowej i nie potrzebują na razie więcej. Podobnie jest w innych krajach europejskich. Stąd obcięcie wsparcia – mówi Bogdan Gutkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej. Jego zdaniem Polska jest natomiast w przededniu deficytu energii. Z czegoś musimy produkować energię – mówi Gutowski.
Dziś w Polsce mamy 2,3 tys. MW mocy zainstalowanej w lądowych farmach wiatrowych. Cel na 2020 r. to 6 tys. Do tego czasu powinna już funkcjonować pierwsza wiatrowa elektrownia na morzu do 500 MW. Według PSE do 2025 r. przyłączonych do sieci będzie 8,9 tys. MW mocy w lądowych i 2,2 tys. MW morskich wiatraków.