Mama zawsze mi powtarza: Jak coś robisz, rób to dobrze, bo jeśli masz zrobić źle, to lepiej nie rób wcale. Miałam nadzieję, że podobną zasadą pokierują się posłowie przy okazji nowelizacji „ustawy prądowej”, ale jak widać byłam optymistką. Owszem, pisaną w grudniu na kolanie i uchwaloną w kilkanaście godzin i głosowaną w nocy ustawę rzeczywiście zmienili, ale nie wydaje mi się jednak, że ta poprawiona wersja usatysfakcjonuje Komisję Europejską, która miała do dokumentu wiele zastrzeżeń.
Co nam daje nowelizacja (także głosowana w nocy), którą teraz jeszcze musi się zająć Senat?
Najważniejsza ze zmian dotyczy problemu, który jako pierwsi opisaliśmy w styczniu w DGP, czyli podważenia niezależności prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. W starej wersji ustawy był zapis o zamrożeniu taryf dystrybucyjnych (pieniądze z nich służą modernizacji i rozbudowie sieci) na poziomie z 31 grudnia 2018 r. Sęk w tym, że poziom tych taryf, zgodnie z ustawą – Prawo energetyczne powinien ustalać prezes URE, nie ustawa. W nowelizacji tego najbardziej kontrowersyjnego dla Brukseli zapisu już nie ma.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.