Spór między rządem a Urzędem Regulacji Energetyki w sprawie przyszłorocznych cen prądu nie traci na ostrości.
– Nadchodzące miesiące będą dla energetyki bardzo trudnym okresem. Będzie musiała się ona zmierzyć z oczekiwaniami wynikającymi z kampanii wyborczej. Musimy pamiętać, że to czas wielkich deklaracji, nierzadko nierealnych. Przyjmujmy i realizujmy to, co jest możliwe do spełnienia, nie zapominajmy o tym, że niechcący możemy stać się narzędziem w czyichś rękach i deklaracjach – powiedział wczoraj prezes URE Maciej Bando podczas warszawskiej konferencji Europower.
Śledząc ostatnie wydarzenia w branży, nietrudno odgadnąć, co miał na myśli. Minister energii z politycznych względów chce zablokować wzrost cen prądu dla gospodarstw domowych od początku przyszłego roku, mimo że w hurcie jest on o ponad połowę droższy niż rok wcześniej. Stąd sugestia prezesa URE, że państwowe spółki wykorzystywane są jako narzędzie kampanii wyborczej. Taryfy dla najmniejszych klientów są zatwierdzane przez URE. Maciej Bando powtarza, że powinny być od stycznia wyższe. Ale jak powiedział minister energii Krzysztof Tchórzewski, przyszłoroczne stawki powinny wzrosnąć o nie więcej niż 5 proc. Zapowiedział też wsparcie dla najuboższych i ulgi dla firm energochłonnych.
Reklama
O tym, że podwyżki są nieuniknione, świadczą ceny oferowane przez niezależnych sprzedawców energii, które już teraz rosną o kilkadziesiąt procent. Nawet państwowy PGNiG, jak informowaliśmy niedawno, jest zmuszony od grudnia podnieść stawkę za prąd dla indywidualnych odbiorców o ponad połowę.
Na sprzecznych wypowiedziach ministra energii i prezesa URE się nie kończy. Resort przedstawił projekt zmian w prawie energetycznym, które zmieniają status szefa urzędu, dokładając mu dwóch wiceprezesów. Obecnie Maciej Bando nie ma ani jednego zastępcy, choć jednego, w świetle przepisów, mógłby powołać.

Reklama
Uzasadnienie zmian zawiera bardzo krytyczną ocenę dotychczasowej działalności regulatora.
„Wzmocnienie Prezesa URE dwoma zastępcami gwarantuje większą skuteczność wykonywania obowiązków oraz mniejszą podatność na wpływy przy podejmowaniu decyzji w sektorze energetyki. Rozwiązanie takie pozostaje w zgodzie z prawem UE i jest zbliżone do rozwiązań przyjętych w wielu innych państwach, w których występuje wręcz organ kolegialny pełniący nadzór nad rynkiem energii, by przywołać chociażby przykład Francji, Belgii, Bułgarii, Irlandii, Łotwy, Litwy czy Niemiec” – czytamy w ocenie skutków regulacji.
W jaki sposób powołani mają zostać wiceprezesi URE? Zgodnie z proponowanymi przez resort energii przepisami w ciągu sześciu miesięcy od przyjęcia ustawy regulator powinien przeprowadzić konkurs na te dwa stanowiska. Jeśli tego nie zrobi, ME ma prawo wskazać jednego własnego kandydata.
Prawnicy zwracają uwagę, że zaproponowane przepisy są bardzo ogólne. Przyszłym wiceprezesom nie zostają przypisane konkretne kompetencje. Wiadomo tylko, że mają wspierać działania zwierzchnika. W rzeczywistości nie widać kolosalnych zmian w stosunku do obecnego stanu faktycznego – Maciej Bando i tak deleguje sporą część zadań, tyle że nie wiceprezesom URE, lecz zatrudnionym w nich dyrektorom.
Propozycja resortu jest łagodniejsza, niż proponowano na etapie założeń. Ministerstwo zapowiadało wręcz, że zamiast jednego prezesa URE stworzone zostanie analogicznie do Komisji Nadzoru Finansowego kolegialne ciało regulacyjne dla energetyki. Czy rząd nie mógłby niewygodnego dla siebie szefa urzędu po prostu odwołać? Otóż nie. Zgodnie z unijnymi przepisami prezes URE jest powoływany w trybie kadencyjnym. Lista przypadków, w których można legalnie usunąć go ze stanowiska, jest enumeratywnie wskazana w ustawie. Maciej Bando musiałby np. złamać prawo lub poważnie zachorować.
Zaproponowaną przez resort energii zmianę można zatem potraktować dzisiaj bardziej w kategorii pogrożenia URE palcem w gorącym okresie. Kwestia cen prądu dla gospodarstw domowych musi się rozstrzygnąć w ciągu najbliższych tygodni. Główni sprzedawcy energii mają czas na złożenie wniosków taryfowych do drugiej połowy listopada. Postępowania taryfowe powinny zakończyć się przed Bożym Narodzeniem, choć przy dłuższych postępowaniach bywa, że nowe cenniki pojawiają się dopiero po Nowym Roku.