Budowa ostatniego w Polsce bloku węglowego ruszyła tylko symbolicznie. Bo nadal nie ma finansowania ani polecenia rozpoczęcia prac.
Wczoraj w miejscu, gdzie ma stanąć nowy blok Elektrowni Ostrołęka minister energii Krzysztof Tchórzewski wbił reper startowy, czyli specjalny znak geodezyjny. Z okazji do uroczystego pokazania się z łopatami skorzystali też przedstawiciele inwestorów, spółki celowej oraz generalnego wykonawcy.
Blok, którego stratę przez cały okres działania analitycy Carbon Tracker wyliczyli na 1,7 mld euro, a Fundacji Instrat na 2,34 mld zł, ma zostać postawiony przez Energę i Eneę. Wczoraj pisaliśmy, że jeśli banki nie zgodzą się na finansowanie projektu (a na razie ich zgód nie ma), ciężar ten spadnie na oba koncerny. Przy czym operatorem docelowym będzie Energa, a dostawcą węgla Polska Grupa Górnicza.
Reklama
Mimo to Enea podkreśla strategiczną rolę inwestycji. – Budowa bloku energetycznego o takiej mocy to niezwykle złożony proces, wymagający od zaangażowanych podmiotów ścisłej współpracy podczas każdego etapu prac. W tym procesie będziemy wykorzystywać nasze duże doświadczenie wyniesione z budowy bloku B11 w Kozienicach – mówił wczoraj Mirosław Kowalik, prezes energetycznej spółki. W swojej elektrowni oddała ona niedawno do użytku największy blok węglowy w kraju – jego moc to 1075 MW.
– Ostrołęka C jako jeden z istotnych elementów stabilności systemu energetycznego będzie miała pozytywny wpływ na bilansowanie zapotrzebowania na energię. Jest ważna dla zapewnienia dostaw prądu odbiorcom w północno-wschodniej Polsce – stwierdziła Alicja Barbara Klimiuk, p.o. prezesa Energi.

Reklama
– Budowa dużego, stabilnego źródła wytwórczego w tej części kraju ma istotne znaczenie dla jego bezpieczeństwa energetycznego. Elektrownia w Ostrołęce będzie bardzo ważna dla przyszłej współpracy synchronicznej państw bałtyckich z Europą kontynentalną – powiedział minister Tchórzewski.
Sęk w tym, że energetycy pamiętający wieloletnie przygotowania do tej inwestycji przypominają, że w założeniu miały być tam dwa bloki o łącznej mocy 800 MW, co faktycznie gwarantowałoby większą elastyczność dla systemu.
Wczorajsza uroczystość nie bez powodu jest odbierana jako finisz kampanii przed wyborami samorządowymi. Tchórzewski bowiem jest szefem siedlecko-ostrołęckiego PiS.
Inwestycja póki co nie ma nie tylko finansowania (na razie po 1 mld zł mają wyłożyć koncerny, a do 1 mld zł TFI Energia, ale nadal brakuje 3 mld zł), ale i NTP, czyli polecenia rozpoczęcia prac. A NTP wymaga przegłosowania przez wspólników Elektrowni Ostrołęka uchwały w sprawie wyrażenia zgody na jego wydanie oraz zgody rad nadzorczych Energi i Enei oraz właśnie przedstawienia finansowania.
W związku z budową elektrowni agencja EuroRating obniżyła w lipcu rating kredytowy Energi do BBB- i zaleciła rezygnację z tego projektu jako godzącego w interes spółki i bezpieczeństwo kraju.
– To przedwyborcza zabawa za publiczne pieniądze wbrew logice i rachunkowi ekonomicznemu oraz działanie na szkodę spółek energetycznych, a co za tym idzie bezpieczeństwa energetycznego kraju – komentuje Diana Maciąga ze Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot.
1000 MW taką moc ma mieć wybudowany do 2023 r. nowy blok węglowy w Elektrowni Ostrołęka
6,02 mld zł ma kosztować inwestycja, której głównym wykonawcą jest GE Power
9–11 tys. ton węgla w ciągu doby ma spalać blok o wysokiej sprawności 46 proc.