– Wyszliśmy z takimi propozycjami i obecnie są one konsultowane m.in. z przedsiębiorcami. Ostateczny ich kształt będzie znany na koniec negocjacji. Nie jest przesądzone, czy te przepisy wejdą w życie. Być może z niektórych z nich trzeba będzie zrezygnować, a inne dodać. Po to są konsultacje. Chcemy poznać zdanie osób prowadzących firmy, które de facto będą obejmowały proponowane zmiany – potwierdza DGP Paweł Żebrowski, rzecznik ZUS.
Choć ZUS nie wyjaśnia, czemu te zmiany miałyby służyć, eksperci nie mają wątpliwości.
– To próba uszczelnienia systemu – wskazuje Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Wyczekiwanie czy karencja
Doktor Tomasz Lasocki z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego zastanawia się, czy w przypadku zasiłku macierzyńskiego faktycznie zostanie wprowadzony okres wyczekiwania czy raczej okres karencji. W zależności od wybranego wariantu zmian konsekwencje są bowiem różne.
– Przy okresie wyczekiwania kobiecie, która zawarłaby dzień przed porodem umowę o pracę, zasiłek macierzyński przysługiwałby po upływie trzech miesięcy, a zatem dostałaby świadczenie za dziewięć, a nie za 12 miesięcy. Gdyby wprowadzono okres karencji, kobieta, która urodziłaby dziecko np. w ciągu trzech miesięcy od przystąpienia do stosunku pracy, nie dostałaby nic – wyjaśnia.
Zus planuje również przejęcie wypłaty wszystkich zasiłków z ubezpieczeń społecznych, także tych, które obecnie przelewa pracodawca
Przedstawiciele ZUS podczas konsultacji z przedsiębiorcami tłumaczyli, że jeżeli ubezpieczona nie będzie miała wymaganego okresu ubezpieczenia i urodzi dziecko, to dopóki nie minie okres wyczekiwania, otrzyma tzw. kosiniakowe. Świadczenie to dziś przysługuje osobom niemającym prawa do zasiłku macierzyńskiego.
– Z wyjaśnień ZUS wynika, że chodzi o okres wyczekiwania. Z perspektywy ubezpieczonych każda zmiana ograniczająca dostęp do świadczeń oczywiście wywołuje zaniepokojenie, ale pamiętajmy, że kobiety są szczególnie narażone na kontrole ZUS oznaczające niepewność, czy otrzymają cokolwiek. Gdyby – kosztem ograniczenia szczodrości wobec osób, które w ubezpieczeniu są krótko albo które optymalizują swoje zarobki – wszyscy uczestnicy zyskali pewność, że ZUS nie będzie tak często kwestionował samego tytułu do ubezpieczeń, zmiany w ubezpieczeniu chorobowym mogłyby zyskać szeroką akceptację – zaznacza Tomasz Lasocki.
Zwraca uwagę, że dziś mamy hojne prawo zasiłkowe, przynajmniej w teorii. – Dla wielu osób okazało się to jednak zwodnicze i po latach musiały zwracać pobrane środki, gdyż ZUS uznał np. pozorność zatrudnienia. Często dotyczy to kobiet pobierających zasiłki związane z macierzyństwem – wskazuje.
Inaczej propozycję ZUS ocenia dr Antoni Kolek z Pracodawców RP. – Organ rentowy chce w ten sposób zapobiec nadużyciom przy nabywaniu prawa do zasiłku macierzyńskiego. Uważam jednak, że to rozwiązanie antyspołeczne, które nie stabilizuje sytuacji młodych ludzi na rynku pracy – podkreśla.
W ocenie Łukasza Kozłowskiego opinia na temat zaproponowanych rozwiązań będzie zależeć od długości zaproponowanego okresu wyczekiwania. – W przypadku zasiłku macierzyńskiego trzeba wyważyć dwie kwestie. Po pierwsze odpowiednią ochronę kobiety w ciąży, a po drugie sytuację FUS – wskazuje.
Potrzebne też inne zmiany
Tomasz Lasocki uważa, że problem leży gdzie indziej i są nim zasady obliczania świadczeń.
– Chodzi o dysproporcję między wniesionym wkładem (składkami) a otrzymywanymi świadczeniami. Od 2015 r. w przypadku kobiet prowadzących działalność ściślej powiązano składki z zasiłkami, ale nie zdecydowano się na dalsze zmiany. Przy obliczaniu świadczenia ZUS bierze pod uwagę ostatni rok, w tym okresy, w których nie opłacono składek. Kolejnym krokiem powinno być zatem rozciągnięcie tej zasady (która dziś dotyczy tylko przedsiębiorców) na pracowników – wskazuje.
Zaznacza, że to nie wszystko. – Przykładowo osobie, która zarabiając na etacie 6 tys. zł zdążyła zapłacić tylko jedną składkę, zasiłek zostanie obliczony od tej właśnie kwoty. Jeżeli przez pół roku pracowała za 4 tys. zł i dostała podwyżkę do 6 tys. zł, płacąc składki od tej kwoty, to w ciągu roku składki zostaną zapłacone od kwoty dziesięciokrotnie wyższej, ale zasiłek będzie obliczany od wartości 5 tys. zł. Chyba, że podwyżka była związana np. z przejęciem starego pracodawcy albo przed podwyżką rozwiązano umowę na jeden dzień. Wówczas zasiłek obliczamy od kwoty 6 tys. zł. Sensu w tym brak, a zatem powinno to zostać zmienione – dodaje. Ekspert obawia się, że zmiany tylko w warunkach otrzymania świadczeń nie naprawią głównych problemów – nadmiernej szczodrości z perspektywy ZUS i niepewności sytuacji po stronie ubezpieczonych.
Automatyzacja wypłat
Organ rentowy planuje też automatyzację obsługi płatników składek i wypłaty zasiłków. Co to oznacza? Chce przejąć wypłatę wszystkich zasiłków z ubezpieczeń społecznych, także tych, które teraz przelewa pracodawca. ZUS proponuje też, że aby otrzymać świadczenie, nie trzeba będzie składać wniosku do organu rentowego. Zasiłki będą wypłacane na podstawie zwolnienia lekarskiego lub informacji o udzielonym urlopie macierzyńskim.
ZUS chce również przejąć obowiązek ustalania wysokości składek, które należy opłacić, i zgłaszania oraz wyrejestrowania z ubezpieczeń.
– Pozytywnie odnosimy się do zaproponowanych przez ZUS propozycji mających służyć automatyzacji pewnych procesów, bo będzie to ułatwienie dla przedsiębiorców – informuje Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców w odpowiedzi na zapytanie DGP.
Okresy wyczekiwania na zasiłek chorobowy