Od przyszłego roku osoby przechodzące na emerytury mogą już pracować dłużej. Kobiety osiągną maksymalny wiek emerytalny w 2040 roku, zaś mężczyźni w 2020 r. Ale to nie koniec zmian. W wyniku nacisków wewnątrz koalicji do projektu ustawy został wpisany pięcioletni okres przejściowy dla osób ubezpieczonych w KRUS. Do końca 2017 roku osoby te będą mogły przejść na emeryturę wcześniej – kobiety 55 lat, mężczyźni 60 lat. Podobne przywileje będą mieć sędziowie i prokuratorzy. Dodatkowo o pięć lat zostanie wydłużony okres stażu uprawniający do otrzymania minimalnej emerytury. W czasie debaty zorganizowanej przez DGP eksperci zastanawiali się nad skutkami proponowanych rozwiązań.

Czy podwyższać wiek emerytalny

Marek Bucior, podsekretarz stanu, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej: Koniecznie. Złagodzi to skutki kryzysu w systemie emerytalnym. Tylko w tym roku dotacja z budżetu państwa do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wyniesie 40 mld zł. Co prawda reforma wprowadzona w 1999 roku poprawiła sytuację, ale nie rozwiązała wszystkich problemów systemu.

Teraz pora na następne zmiany, takie jak systematyczne podnoszenie, a następnie zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Inną alternatywą jest podniesienie wysokości składek. Na takie rozwiązanie nie ma zaś przyzwolenia ani społeczeństwa, ani rządu. To bowiem doprowadziłoby do spowolnienia rozwoju gospodarki.

Henryk Nakonieczny, członek Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”: Ratowanie finansów publicznych przez podwyższanie wieku emerytalnego jest złym rozwiązaniem. I co gorsza nie przyniesie oczekiwanego efektu, tylko odsuwa o kilka lat termin wypłaty emerytur. Ale to i tak nic nie zmieni! Ten termin i tak nadejdzie.

Przyjęcie takiego rozwiązania może spowodować, że za kilka lat ponownie trzeba będzie podnieść wiek emerytalny o kolejne lata. Rząd musi się zdecydować na ujednolicenie zasad opłacania składek przed wszystkich ubezpieczonych. Osoby prowadzące działalność gospodarczą muszą je opłacać proporcjonalnie do osiąganych dochodów, tak jak ma to miejsce w przypadku pracowników.

Jeremi Mordasewicz, ekspert ubezpieczeniowy Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan: Obciążenie 1,5 mln osób prowadzących firmy wyższą składką nie rozwiąże problemu deficytu FUS. Jeśli osoby te zapłacą 4,5 mld zł rocznie więcej, to i tak nie rozwiąże sprawy.

Różnica między kwotą składek wpłacanych do systemu a wysokością wypłacanych świadczeń wynosi już 70 mld zł w skali roku. Przy czym na ZUS przypada 40 mld zł, KRUS – 15 mld zł i tyle samo na wypłatę świadczeń mundurowych.

Agnieszka Chłoń-Domińczak, ekspert ubezpieczeniowy Szkoły Głównej Handlowej, była wiceminister pracy i polityki socjalnej: Mówiąc o powodach podnoszenia wieku emerytalnego, nie można wskazywać tylko na deficyt w FUS. Ten zawsze był i będzie. Takie działanie jest konieczne z powodów demograficznych. Polacy żyją coraz dłużej, więc ustalając minimalny okres przechodzenia na emeryturę, należy precyzyjnie określić proporcję między okresem aktywności zawodowej a czasem pobierania emerytury. Jeśli przeciętne dalsze trwanie życia się wydłuża, to przy utrzymaniu sztywnego wieku emerytalnego może dojść do sytuacji, że oszczędności odłożone na starość nie pozwolą na zachowanie właściwego poziomu życia. Z indywidualnej perspektywy zmiana długości trwania życia wymaga postawienia sobie pytania, w jaki sposób należy to przełożyć na aktywność zawodową.

Jan Guz, przewodniczący OPZZ: Należy jednak sprawdzić, jakie są przyczyny tak niekorzystnej sytuacji demograficznej. Młodzi Polacy nie mogąc znaleźć pracy w kraju, wyjechali za granicę. To tam przychodzą na świat ich dzieci, bo mają tam do tego warunki. W Polsce zaś nie ma polityki prorodzinnej.

I dlatego nasi obywatele przebywający w innych krajach Unii Europejskiej tam poprawiają wskaźniki demograficzne, tworzą ich produkt krajowy brutto. Polska tylko ponosi koszty związane z wykształceniem tych osób.

Profesor Marek Góra, współtwórca reformy emerytalnej, Szkoła Główna Handlowa: Muszę zaprotestować przeciwko sprowadzaniu dyskusji o wieku emerytalnym tylko do tego, że w budżecie zabrakło pieniędzy, więc teraz należy uciemiężyć ludzi, każąc im pracować dłużej. Trzeba pamiętać, że jak sto lat temu tworzono system emerytalny, to na świadczenie można było przejść po ukończeniu 75 lat. A w tym czasie ludzie średnio żyli 50 lat. Ludzie muszą pracować, bo to praca tworzy dobrobyt. Bez tego dalsza dyskusja nie będzie miała żadnego sensu, bo ludzie wyjdą na ulice.

Dla kogo dłuższa praca

Marek Bucior: Pierwsze osoby, które będą pracować dłużej, urodziły się w 1948 roku.

Henryk Nakonieczny: Reforma emerytalna gwarantowała tym osobom, że nie zmienią się zasady przechodzenia na emerytury.

Marek Bucior: Nic podobnego. Reforma zagwarantowała tym osobom, że będą one otrzymywać emerytury liczone według starych zasad. A podnoszenie wieku emerytalnego nie ma nic wspólnego z tym, czy emerytura jest ustalana na podstawie zdefiniowanego świadczenia czy zdefiniowanej składki. Gdyby w krajach zachodnich, gdzie nadal działają systemy repartycyjne, podchodzono tak do sprawy, to nigdy tam nie doszłoby do wydłużenia aktywności zawodowej. A przecież tam proces wydłużania wieku emerytalnego jest bardziej awansowany niż w Polsce.

Prof. Marek Góra: Polska musi się rozwijać, jednocześnie nadrabiając dystans cywilizacyjny w stosunku do pozostałych krajów Europy. Trzeba jasno ludziom powiedzieć, że emerytura nie jest dobrem – jest złem koniecznym. System został stworzony dla niedołężnych starców, a trudno sześćdziesięcioparoletnie osoby określić tym mianem. Praca, a nie jej brak, jest wartością w społeczeństwie. Wczesne zakończenie aktywności zawodowej w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci spowodowało tak ogromne koszty, że nie ma już pieniędzy dla młodych pracowników zmuszanych do pracy na podstawie umów śmieciowych.

Marek Bucior: W Europie państwa konkurują między sobą. Nie możemy więc przejść do porządku nad tym, że w innych krajach jest podnoszony wiek emerytalny. Niemcy podnoszą wiek emerytalny z 65 do 67 lat, więc my także musimy.

Henryk Nakonieczny. Panie ministrze! Ale namawiając ludzi do dłuższej pracy, nie można zapominać o tym, że nasz kraj jest w ogonie Europy, biorąc pod uwagę dalsze trwanie życia. Polacy już teraz krótko pobierają emerytury po zakończeniu aktywności zawodowej, a po wprowadzeniu obowiązku pracy do 67. roku życia będzie jeszcze gorzej. Wszyscy krzyczą, że Polacy coraz dłużej żyją, ale nie wiadomo, czy ten wynik to efekt wprowadzenia bardziej skutecznych technik ratowania życia, czy też wyższej jego jakości.