Ugrupowania startujące w wyborach, chcąc zjednać sobie przedsiębiorców, obiecują im niższe składki na ZUS, ale w przyszłości może to oznaczać konsekwencje trudne do przewidzenia.
Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział wczoraj, że składki na ZUS będą odprowadzane od dochodu, a nie przychodu. Jednak im więcej pojawia się szczegółów na ten temat, tym lepiej widać, że nie będzie to rewolucja, a raczej korekta obecnych rozwiązań.
Z możliwości opłacania ZUS od przychodów mogą od tego roku korzystać osoby, które miały w zeszłym roku przychód nie wyższy niż 63 tys. zł. Ich składka jest naliczana od połowy miesięcznego przychodu, ale jednocześnie nie może być niższa niż tzw. mały ZUS liczony od 30 proc. przeciętnego wynagrodzenia i nie wyższa niż składka podstawowa liczona od 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia. To rozwiązanie jest teraz korygowane: dla osób, które mają duży przychód, ale małą marżę – np. właścicieli sklepów – podstawą miałby być dochód. Mają przy tym być zabezpieczenia, by nie było możliwości unikania płacenia składki. Reszta przedsiębiorców ma płacić na obecnych zasadach.