Jeśli ustawę uda się uchwalić do końca listopada, to nowa forma oszczędzania na emeryturę wystartuje od lipca przyszłego roku – mówi w wywiadzie dla DGP Paweł Borys.
Reklama

Pracownicze plany kapitałowe to będzie główny przekaz z jaki Polski Fundusz Rozwoju jedzie na Forum Ekonomiczne do Krynicy?

Na pewno ta reforma ze względu na jej skalę i powszechność jest dla nas priorytetem, zwłaszcza że PFR jest odpowiedzialny za stworzenie systemu rozliczeń i przeprowadzenie kampanii informacyjnej, która ma ją promować. Mamy przed sobą ciężką pracę i chcemy korzystać z każdej okazji, by mówić o założeniach tych zmian i korzyściach jakie z tego wynikają. Choć będziemy także prezentowali ciekawe informacje, związane z inwestycjami, samorządami, mieszkalnictwem i innowacyjnością. Zaprezentujemy nowe fundusze finansujące innowacje oraz raporty dotyczące polskiego ekosystemu dla start-upów i tworzenia nowych technologii we współpracy m.in. z PFR Ventures i PARP. Ważne tematy, które będziemy poruszać to współpraca z samorządami i mieszkalnictwo wspólnie z BGK Nieruchomości i BGK. Po dwóch latach od ogłoszenia w Krynicy programu ekspansji zagranicznej, PAIH może pokazać już mapę 50 międzynarodowych przedstawicielstw utworzonych w tym czasie, wspartych nowymi produktami KUKE. Nie obędzie się także bez ciekawych informacji o naszych nowych inwestycjach.

Projekt PPK trafił do Sejmu. Co będzie większym wyzwaniem, przeprowadzenie ustawy przez Sejm czy przekonanie Polaków do tego pomysłu?

Mam nadzieję, że obecnie już bardziej niż na planowaniu, będziemy mogli skoncentrować się na wdrożeniu, gdzie priorytetem i jednocześnie wyzwaniem będzie przeprowadzenie kampanii społecznej. Chodzi o to, aby w ciągu roku dotrzeć z rzetelną informacją do każdego pracodawcy i pracownika. Wierzę, że parlament przyjmie ustawę, bo taki system jest nam bardzo potrzebny. Zła sytuacja demograficzna i spadek wysokości emerytur (tzw. stóp zastąpienia), niska stopa oszczędności i inwestycji, wysoki udział zadłużenia zagranicznego to powszechnie znane problemy społeczne i gospodarcze opisane w tzw. Planie Morawieckiego, którym PPK może pomóc zaradzić. Mam nadzieję, że politycy to rozumieją i poparcie dla tej ustawy zostanie udzielone. Tym bardziej, że przeprowadzone zostały bardzo szerokie konsultacje społeczne, których efektem był o wypracowanie kompromisu w RDS i pozytywna opinia związków zawodowych i organizacji pracodawców dla PPK. Rząd przyjął dobrze przygotowany projekt ustawy, uwzględniający wiele propozycji parterów społecznych oraz takich instytucji jak KNF.

W jakim terminie jest realne jej uchwalenie przez Sejm?

Nie mam do tego żadnego mandatu i nie chciałabym w żaden sposób pospieszać parlamentarzystów, ale jeśli dotrzymany ma być termin wejścia w życie tej ustawy od 1 lipca 2019 r. to powinna być ona przyjęta do końca listopada.

W trakcie prac nad nią w rządzie były wyrażane obawy jak te rozwiązania przyjmie elektorat, czy te argumenty nie odżyją w Sejmie?

To dobrze przygotowany program, z którego skorzystają pracownicy i w dłuższym terminie pracodawcy. Po programie 500+ to największy program społeczny, który ma zadbać o bezpieczeństwo finansowe przyszłych emerytów. PPK są bardzo opłacalnym dla pracowników sposobem gromadzenia oszczędności na cele emerytalne, ponieważ jest współfinansowany przez pracodawcę i Państwo. Dlatego, mam nadzieje, że ten program nie będzie przedmiotem licytacji w kampanii wyborczej, a raczej konsensusu co do tego, że jest ważny i należy go wdrożyć. Po pierwszych reakcjach widać, że projekt nie jest atakowany i uzyskuje coraz szersze poparcie. Ale nie zajmuję się polityką, więc trudno mi oceniać jaki będzie odbiór w Sejmie.

Kiedy ruszy kampania informacyjna i do kogo będzie skierowana?

Mamy pełna świadomość, że poziom wiedzy o gospodarce, czy o zarządzaniu własnymi finansami nie jest zbyt wysoki. Nie jest to problem tylko w Polsce. Dodatkowo zrozumiałe jest, że po zmianach w OFE, czy światowym kryzysie finansowym, zaufanie Polaków do kapitałowych systemów emerytalnych jest na niskim poziomie. Ale trzeba wziąć byka za rogi i przez najbliższe lata konsekwentnie informować i odbudowywać zaufanie. Większość krajów wysoko rozwiniętych ma tego typu programy, gdzie standardem rynku pracy jest, że pracownik poza pensją może uczestniczyć w pracowniczym programie emerytalnym u swojego pracodawcy. Możemy oprzeć się na świeżych doświadczeniach brytyjskich, tam społeczna kampania informacyjna przed wprowadzeniem analogicznego systemu Workplace Private Pension trwała dwa lata i jej efekty są widoczne. Ponad 80 proc. uprawnionych Brytyjczyków uczestniczy w tym programie. Podobnie jest w krajach skandynawskich, USA, Francji, Niemczech, czy Holandii. Trzeba wykonać podobną pracę, aby mieć również dobre efekty w Polsce.

Jak ma wyglądać? Jaki będzie jej główny przekaz?

Chcielibyśmy pierwsze elementy kampanii społecznej uruchomić na jesieni. Celem całej kampanii będzie bezpośrednie dotarcie z wiedzą na temat PPK do wszystkich pracodawców. Chcemy wciągnąć do współpracy różne instytucje także finansowe. Uruchomimy portal informacyjny, który będzie uzupełniony o call center w którym będzie zatrudnione ponad 250 osób. Ich zadaniem odpowiadać na wszystkie pytania pracowników i pracodawców. To krytyczny element powodzenia wdrożenia systemu. Ustawa o PPK ograniczyła obowiązki pracodawcy do minimum, a ze strony pracownika nie wymaga praktyczne żadnego działania. Dlatego to przystępny i wygodny program z ich perspektywy.

Pojawiły się obawy ekspertów, że duży udział firm państwowych może spowodować, że strumień oszczędności będzie kierowany głównie do PFR TFI. Konkurencja nie będzie zaburzona?

Nie podzielam takich obaw. Grono podmiotów mogących oferować PPK zostało maksymalnie rozszerzone - to nie tylko fundusze, ale także PTE czy firmy ubezpieczeniowe. Co więcej wyciągnęliśmy wnioski z sytuacji w OFE i przeciwdziałamy nadmiernej koncentracji. Wprowadzony został zapis, że przy udziale powyżej 15 proc. w rynku nie będzie pobierana opłata za zarządzanie. PFR nie będzie aktywnie konkurował na tym rynku, ma za to gwarantować bezpieczeństwo. Po to został wprowadzony zapis, że nasze fundusze nie mogą odmówić pracodawcy zawarcia umowy. Nie wymyślamy koła, sporo czerpaliśmy z doświadczeń brytyjskich tam analogiczna do PFR instytucja Nest nie zaburzyła konkurencji. Przeciwnie odegrała pozytywną rolę, dzięki temu, że miała niskie koszty co wymusiło na innych uczestnikach zmiany korzystne dla oszczędzających i pracodawców.

Czy zmiany w ustawie o nadzorze nad rynkiem finansowym, które są właśnie planowane to przyznanie się przez państwo do błędu w sprawie GetBack czy próba wyciągnięcia wniosków z tej afery?

Kilkanaście lat temu powstał obecny system zintegrowanego nadzoru w postaci Komisji Nadzoru Finansowego i od tego czasu nie przeprowadzono przeglądu co w nim działa, a co nie i gdzie są luki. Mieliśmy też w tym czasie kilka zdarzeń, czy nieprawidłowości w sektorze finansowym od polisolokat przez sprzedaż pewnych funduszy inwestycyjnych, upadłośc domów maklerskich, aż po GetBack. Uważam, że to dobrze, że teraz takiej oceny dokonano w Ministerstwie Finansów i zaproponowano pewne rozwiązania, które mają zwiększyć uprawnienia nadzoru, a tym samym bezpieczeństwo inwestorów. Niewątpliwie ze sprawy GetBacku wyciągnięto wnioski. Dobry przykład to rozwiązanie problemu braku centralnej ewidencji certyfikatów inwestycyjnych funduszy czy obligacji sprzedawanych w emisjach prywatnych. Nikt nie wie ile tego jest i gdzie, a ewidencję certyfikatów TFI może prowadzić nawet w zeszycie. Kolejna kwestia to – pomimo istnienia ustawy o nadzorze makroostrożnościowym - źle funkcjonujący przepływ informacji w sytuacjach kryzysowych w sektorze finansowym. Mamy obecnie kuriozalną sytuację, że Premier jest z tego obiegu informacji praktycznie wyłączony. A zgodnie z ustawą o nadzorze nad rynkiem finansowym Premier nadzoruje KNF, ale de facto nie ma do tego żadnych narzędzi czy uprawnień. Absurdalne jest na przykład to, że nie ma dostępu do informacji, który ma minister finansów.

Czy mimo wszystko zwiększenie uprawnień premiera nie zmniejszy niezależności szefa nadzoru?

Moim zdaniem nie, bo zmiany nie dotyczą wpływu na decyzje, ale wyłącznie usprawnienia przepływu informacji.

Przy okazji tych zmian, planowane jest też, że członkiem KNF zostanie przedstawiciel służb specjalnych. Czy to nie jest zbyt daleko idący krok?

Bliska współpraca nadzoru finansowego ze służbami i organami ściągania jest praktyką na całym świecie. Jeżeli dwaj nowi przedstawiciele, którzy wejdą w skład KNF z ramienia Bankowego Funduszu Gwarancyjnego oraz ministra koordynatora, mieli był status obserwatorów bez prawa głosu to dobre rozwiązanie. To również zmiana, której celem jest usprawnienie przepływu informacji. Większość problemów związanych z efektywnym zarządzaniem sytuacjami kryzysowymi i w Polsce, i na świecie, bierze się z braku dobrych mechanizmów przepływu informacji i koordynacji. Kluczowe, decyzyjne osoby muszą być wyposażone w rzetelne informacje, bo działanie w kryzysie wymaga szybkiego podejmowania decyzji. W ostatnim czasie mieliśmy wiele dowodów na to, że w tym obszarze są potężne luki. Weźmy przykład Amber Gold – KNF złożyła do prokuratury zawiadomienie, a sprawa przeleżała tam cztery lata i mamy potężną aferę z większą liczbą poszkodowanych.

To może lepiej dać KNF uprawnienia śledczo-prokuratorskie na wzór amerykańskiego odpowiednika, czyli SEC?

KNF w ustawie ma pewne uprawnienia prokuratorskie, pytaniem jest czy z nich korzysta. Problem jest inny – Urząd KNF jest częścią sektora finansów publicznych, więc zwiększanie jego budżetu pomniejsza przestrzeń do wzrostu innych wydatków. Z drugiej strony jego działalność finansują podmioty z rynku np. banki. Mam wrażenie, że jest to instytucja niedoinwestowana i bez odpowiednich narzędzi. Dlatego powstała propozycja, aby KNF stał się państwową osobą prawną, czyli prowadził własną gospodarkę finansową. Tak działa np. Urząd Dozoru Technicznego w Polsce. To unowocześni KNF, da mu możliwość elastycznego działania jeśli będzie potrzebował nowych narzędzi, rozwiązań IT czy większej liczby ludzi. Teraz etaty w Urzędzie są zapisane w budżecie i bez zgody ministra nie można zatrudnić większej liczby pracowników. To jest kolejny wniosek, który rząd wyciąga z kilkunastu lat działania nadzoru w Polsce.

Jeszcze niedawno był pomysł połączenia KNF z bankiem centralnym, co postulował prezes Adam Glapiński. Wydaje się, że obecnie planowane zmiany grzebią ostatecznie ten pomysł.

To nie jest obszar moich kompetencji, ale zwrócę uwagę, że na świecie mamy różne modele. Jeden z nich to nadzór zintegrowany w ramach jednej instytucji. Drugie rozwiązanie to umieszczenia nadzoru bankowego w banku centralnym i istnienie instytucji nadzoru nad jedynie rynkiem kapitałowym, ubezpieczeniowym itp. Oba modele mają swoje wady i zalety. W Polsce gdzie większość podmiotów rynku działa w ramach grup bankowych, czyli razem z TFI, PTE czy domem maklerskim, uważam, że nadzór może działać sprawniej i bardziej kompleksowo jeśli jest zintegrowany, czyli jeden urząd odpowiada za banki, ubezpieczycieli, fundusze czy rynek regulowany tak jak teraz w Polsce.

Po co przy okazji reformy KNF tworzony jest Fundusz Edukacji Finansowej? Kto będzie dawał mu środki na działanie i czym będzie się zajmował?

Dzisiaj mamy nie do końca uzasadnioną sytuację, w której jeśli mamy na rynku poszkodowanych i z tego tytułu nakładane są przez KNF, UOKiK czy sądy kary, to pieniądze z nich trafiają do budżetu państwa, a inwestorzy czy klienci nic z tego nie mają. Z drugiej strony mamy szeroko rozpoznany problem z edukacją ekonomiczną. Konsument usług finansowy powinien być bardziej wyczulony na zachęty, które mogą doprowadzić u niego do straty zainwestowanych pieniędzy. Uważam, że słusznym jest, aby pieniądze z kar trafiały do specjalnego funduszu i były inwestowane, w zapobieganie nieprawidłowościom w przyszłości. To jest profilaktyka. Główny cel to jednak edukacja finansowa.