Rośnie liczba pracowników występujących o ustalenie świadczenia, ale rośnie też liczba wstrzymujących się z jego pobieraniem.



Według najnowszych danych GUS w zeszłym roku 434 tys. osób złożyło wniosek o ustalenie świadczenia na postawie obniżonego wieku emerytalnego. Z tego 178 tys. aktywnych zawodowo. W tym roku do 17 sierpnia takich pism było 267 tys. – z czego 126 tys. złożyły osoby pracujące. O ile w końcówce zeszłego roku aktywni zawodowo stanowili 41 proc. występujących o emeryturę, to teraz liczba ta zbliża się do 47 proc.
– Tak musi być. W zeszłym roku wnioski składali wszyscy będący między nowym a starym wiekiem emerytalnym, więc było więcej roczników. Teraz tylko ci nabywający uprawnienia w tym roku – mówi Aleksandra Wiktorow, była prezes ZUS.
Reklama
Dziennik Gazeta Prawna

Reklama

Sytuacja wraca do normy

W podobny sposób tłumaczy tę tendencję ZUS. – Najwięcej nieaktywnych zawodowo osób skorzystało z możliwości przejścia na emeryturę w obniżonym wieku zaraz po wejściu w życie reformy. Dla nich nie było wyboru: praca lub emerytura, logiczne było jak najszybsze skorzystanie z emerytury – wyjaśnia rzecznik Zakładu Wojciech Andrusiewicz. – Jednak grupa tych osób stopniowo maleje. W wiek emerytalny wchodzi natomiast coraz więcej osób, które pracują na etacie – dodaje.
Szczegółowe dane pokazują, że – za sprawą komfortowej sytuacji na rynku pracy – wśród składających wnioski o emeryturę spadł udział osób zarejestrowanych w urzędach jako bezrobotne – z 7 do 5 proc. Inną grupą, która bardzo się skurczyła, są pobierający wcześniej w ZUS inne świadczenie, np. rentę, rentę rodziną czy wcześniejszą emeryturę. Ich udział w ogólnej liczbie wniosków spadł z 19 do 17 proc. Z kolei liczba wniosków o emeryturę od osób pobierających świadczenie przedemerytalne spadła z 11 do 7 proc.
Te dane pokazują, że sytuacja wraca do normy. Im więcej osób przechodzi na emeryturę wprost z rynku pracy, tym większa szansa, że ich świadczenia będą wyższe.
– To jednak nadal mniej niż połowa występujących o emeryturę – zastrzega Łukasz Kozłowski, ekspert Federacji Przedsiębiorców. Z danych wynika, że wydatki na ZUS będą rosły relatywnie szybciej niż do tej pory. Najbardziej bowiem zmniejszyła się grupa osób, które już jakieś świadczenie w ZUS pobierały. W ich przypadku wypłata emerytury oznaczała zamianę jednego świadczenia na inne, nieco wyższe. Reszta to zupełnie nowi klienci, którym ZUS będzie regularnie wypłacał emerytury. – Z tego powodu wyniki finansowe ZUS mogą być nieco słabsze, bo większy będzie łączny przyrost emerytów i rencistów – podkreśla Łukasz Kozłowski.

Emeryt, ale pracujący

Dane ZUS pokazują jeszcze jedną ciekawą tendencję. W grupie osób aktywnych zawodowo największy przyrost wniosków zanotowano wśród pracujących na etat, w gronie pozostałych np. samozatrudnionych, się zmniejszył. To także dowodzi lepszej sytuacji na rynku pracy i tego, że osoby pracujące np. na śmieciówkach skorzystały z pierwszej nadarzającej się okazji, by otrzymać emeryturę.
Sam wzrost liczby wniosków nie oznacza automatycznie wzrostu liczby wypłat świadczeń z ZUS, bo żeby wziąć emeryturę, pracownicy muszą choć na jeden dzień zwolnić się z pracy. Dane pokazują zaś wyraźny wzrost odsetka osób, które składają wniosek, ale zwlekają ze złożeniem wypowiedzenia. W końcówce zeszłego roku takie osoby stanowiły 14 proc. ogółu składających wnioski, dziś już 19 proc. Zapewne wolą poczekać, aż wzrośnie im wysokość emerytury, lub odkładają decyzję o kilka miesięcy, by otrzymać większe benefity w pracy. Zdaniem Aleksandry Wiktorow docelowo sporo składających wnioski i tak będzie pracować.
– Pracownicy rozwiążą sobie umowy o pracę i dostaną emeryturę, ale będą pracować dalej i mieć dzięki temu dodatkowy dochód – mówi była szefowa ZUS. W takim przypadku ZUS będzie wypłacał im świadczenia, ale i dostawał składki z tytułu ich zatrudnienia. To może zmniejszyć nieco koszty obniżki wieku emerytalnego.
Niższy wiek, to i świadczenie niższe
Najnowsze dane ZUS potwierdzają, że emerytury przyznane w tym roku na podstawie ustawy obniżającej wiek emerytalny są niższe od przyznawanych rok temu. Na przykład przeciętna wysokość świadczenia wypłacanego kobietom wyniosła w tym roku 1584,62 zł, podczas gdy w końcówce zeszłego roku było to 1609,36 zł. W przypadku mężczyzn przeciętna tegoroczna wypłata wyniosła 2600,33 zł – zeszłoroczna była o 70 zł wyższa.
Świadczenia te są o 2–3 proc. niższe niż rok wcześniej. Z wyliczeń ekspertów wynika, że każdy przepracowany dłużej rok podbija wysokość emerytury o ok. 8 proc. Różnica jest mniejsza, niż wynikałoby to z tych wyliczeń, bo obniżony wiek emerytalny objął zarówno osoby, którym do poprzedniej ustawowej granicy brakowało kilku dni, jak i wiele miesięcy. Przed październikiem 2017 r. ustawowy wiek emerytalny był o rok i miesiąc dłuższy niż zapisane w ustawie Andrzeja Dudy 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.
Dane o wysokości świadczeń pokazują jeszcze jedną poważną różnicę. Przeciętna emerytura mężczyzny wypłacana na podstawie złożonych wniosków jest wyższa aż o 65 proc. od emerytur wyliczanych dla kobiet. To efekt dwóch czynników: przeciętnie wyższych zarobków panów, ale jednocześnie pięcioletniej różnicy w ustawowym wieku emerytalnym dla obu płci. Poprzednie rozwiązanie uchylone przez obecną władzę zakładało nie tylko stopniową podwyżkę wieku emerytalnego do 67 lat, ale docelowo także zrównanie wieku kobiet i mężczyzn, co zmniejszałoby różnicę w wysokości emerytur między nimi.