Spośród różnych obietnic, które złożyło PiS, obniżenie wieku emerytalnego należało do takich, które musiały być zrealizowane - mówi w rozmowie z PAP politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Rafał Chwedoruk.

Reforma emerytalna ma wejść w życie z początkiem października. Zgodnie z nią kobiety uzyskają prawo do emerytury od 60. roku życia, a mężczyźni od 65.

Kwestia wieku emerytalnego czy nawet sama emerytura w polskim społeczeństwie zawsze budziły niemałe kontrowersje. Co Pan na ten temat sądzi?

R.Ch: Polskie społeczeństwo nie ma zbyt dobrych doświadczeń z emeryturami. W PRL-u funkcjonował stereotyp niezbyt wysokich emerytur. Jeszcze gorzej wyglądało to po roku 1989, kiedy urynkowienie kosztów życia codziennego uderzało siłą rzeczy w tych, którzy i tak mieli niedużo. Na to nakładała się sprawa OFE gdzie jak małe dzieci, zostaliśmy nabrani przez sprytnego sprzedawcę. Nie poinformowano nas wtedy, że jest to eksperyment rzadko spotykany w świecie, na który przed nami decydowało się niewiele państw mających do dziś szereg problemów z tego powodu. Nasiliło to niechęć polskiego społeczeństwa do eksperymentów z emeryturami, wielu obywateli uznało, że lepiej mieć ZUS-owskie, mowa tu zwłaszcza o Polakach w średnim i starszym wieku, którzy sami otrzymywali już świadczenia albo widzieli kogoś z pokolenia swoich rodziców, kto je otrzymuje, i stali się konserwatywni w podejściu do emerytur.

Reklama

Pamiętajmy jednak o specyfice naszego rynku pracy. Ostatnich kilkanaście miesięcy to stereotyp rynku pracownika, gdzie praca czeka, a często nie ma chętnych. Doświadczenie transformacji było odwrotne – pracy było za mało. Rynek pracy, jak cała współczesna kultura, jest ukierunkowany na młodych i elastycznych ludzi z większych miast, a ludzie po 50. czy nawet po 40. roku życia pozostają w większości niepotrzebni na rynku pracy, poza niszowymi profesjami. My jako społeczeństwo jesteśmy dość przywiązani do więzi rodzinnych, co wynika np. z naszej chłopskiej tradycji, biedy, jakiej doświadczaliśmy, wojen itd. Często więc emerytura jawi się nam nie tylko jako spełnienie konsumpcyjnych oczekiwań, ale jako czas, kiedy pełnimy istotne funkcje w ramach rodziny związane z pomocą przy wychowywaniu dzieci itd.

Reklama

Jak podniesienie wieku emerytalnego przez poprzednią partię rządzącą wpłynęło zatem na społeczeństwo?

R.Ch: Jeśli coś w ostatnich latach połączyło Polaków ponad podziałami politycznymi, to była to właśnie kwestia podniesienia wieku emerytalnego, które zostało odrzucone przez zdecydowaną większość obywateli. Był to niedoceniany moment w polskiej polityce, taki, w którym PO przestała być liderem sondaży.

PiS postulowało ponowne obniżenie wieku emerytalnego i powrót do stanu sprzed reformy. Czy to poważne zobowiązanie wpłynie na umocnienie się PiS na pozycji lidera wśród partii politycznych?

R.Ch: Powiedziałbym tak – każda partia składa wyborcze obietnice. Spośród różnych obietnic, które PiS złożyło, ta należała do tych zobowiązań, które musiano zrealizować. Po pierwsze dlatego, że absolutna większość opinii publicznej była w tej sprawie jednoznaczna, po drugie, bardzo dużo wyborców napłynęło do PiS-u z tego powodu. Warto zauważyć, że dokonał się zaskakująco duży transfer wyborców z PO do PiS-u, mimo że te partie były skłócone przez dekadę. Więc PiS może nie realizować obietnic dotyczących frankowiczów, ponieważ większość z nich i tak nie zagłosuje na tę partię, natomiast ci, którzy są najbardziej potencjalnie poszkodowani przez podniesienie wieku emerytalnego ponadstandardowo często zagłosowali na PiS w ostatnich wyborach.

Kwestia obniżenia wieku emerytalnego to jedno, mówi się w kuluarach o programie 500+ dla seniorów. Czy to dobry kierunek?

R.Ch: Gdyby wybory wśród Polaków odbywały się tylko wśród ludzi 60+, których siłą rzeczy większość jest na emeryturze lub za chwilę będzie, to poparcie dla PiS byłoby bardzo duże, a trzecią partią byłoby SLD. Przez ewentualne 500+ dla seniorów PiS transferowałoby środki do tych, którzy na nie głosują. Jak spojrzymy na inne czynniki charakteryzujące wyborców PiS – poziom zamożności itd. – jak spojrzymy na geografię wyborczą i miejsca, gdzie mieszkają wyborcy PiS, czyli wieś albo ubogie miasta i biedne dzielnice wielkich miast, to zauważymy, że im starszy segment elektoratu, tym głębsze zakorzenienie PiS. Wreszcie dla polityków wszystkich orientacji to jest łakomy kąsek, ponieważ emerytów będzie przybywało w strukturze społecznej. Różne partie na Zachodzie Europy prowadzą analizy w tej sprawie i dokładnie do takich wniosków dochodzą. Stąd wizerunek partii, która rozumie potrzebę emerytów, jest bardzo ważny.

Nie jest przypadkiem, że PO bardzo dużo inwestowała w czasie swoich rządów w tę tematykę – programy senioralne itd. Ich elektorat się zmienił i to oznacza, że PO przestała być taką stereotypową partią 30-latków z wielkich miast, a stała się partią popieraną często przez zamożnych emerytów. To wszystko nie jest przypadkiem, ale pochodną procesów cywilizacyjnych. W przyszłości ktoś, kto będzie chciał zaistnieć w polityce, nie będzie musiał się odwoływać do emerytów, ale ktoś, kto będzie chciał wygrać wybory – bezwzględnie będzie musiał tę grupę brać pod uwagę. PiS na dodatek nie ma tu żadnego manewru ze względu na strukturę elektoratu. Oczywiście jest to obarczone pewnym ryzykiem i choć wszyscy kiedyś będziemy emerytami i będzie nas coraz więcej, to tak jak wspomniałem, cała kultura jest obliczona na samodzielnego człowieka – kobietę lub mężczyznę w wieku około 30-40 lat z dużego miasta.

Co z młodszym pokoleniem? Czy w kontekście reformy emerytalnej jego przedstawiciele wciąż pozostaną potencjalną siłą wyborczą dla PiS w kolejnych wyborach? Innymi słowy: czy młodzi mogą widzieć coś dla siebie w proponowanych reformach?

R.Ch: Liberalny etos naszej transformacji przekonywał, że jest wstydem nie być zamożnym, chodzić po zasiłek itd., stąd negatywny stereotyp każdej partii, która byłaby ukierunkowana na słabszych. To dla PiS-u może być pewnym problemem przy docieraniu do pokolenia 30-latków i młodszych, którzy mogą czuć się częścią innego, bardziej rynkowego i indywidualistycznego świata. Oni są już w pełni ukształtowani po roku 1989 i można odnieść wrażenie, na podstawie różnych badań, że nie poczuwają się do jakiejkolwiek wspólnotowości, czy to narodowej, czy społecznej. Tu jest „ja” i tylko to się liczy. W tym sensie PiS, żeby utrzymać swoją pozycję, musi inwestować i musi powodować, że – przynajmniej realnie – będzie się utrzymywał poziom życia emerytów, tak jak i całej mniej zamożnej większości obywateli. Im więcej będzie młodych pokoleń socjalizowanych szczególnie przez model związany z gimnazjum, tym mniej dla nich atrakcyjny będzie ten przekaz, bo to będą pokolenia, dla których przyszłość nie istnieje, a liczy się jedynie dziś. I to wydaje mi się być takim jedynym minusem tego typu polityki.

Warto wziąć pod uwagę wyborczą siłę emerytów w niektórych innych krajach. Na przykład odnoszący rekordowe sukcesy rumuńscy socjaldemokraci w ostatnich latach są partią w dużym stopniu popieraną przez biednych emerytów z prowincji, głównie z Południa i Wschodu Rumunii, z Wołoszczyzny i zachodniej Mołdawii, gdzie przy stosunkowo niskiej frekwencji ludzie zdecydowali o wyniku, a miejskie elity okazały się być w mniejszości. Podobnie jest na Słowacji, gdzie partia rządząca, mimo że jest lewicowa, ma podobną strukturę poparcia do PiS, co pokazuje, że ten kierunek nie jest irracjonalny i jest politycznie skuteczny.

Czy kolejny program 500+, tym razem w polityce emerytalnej to zatem dobry pomysł?

R.Ch.: Taki program rzeczywiście zaspokoi część społecznych potrzeb, długofalowo nie będzie to jednak takie proste dla PiS i trzeba pamiętać, że 500+ raz w roku będzie miało sens, jeśli będzie elementem szerszej polityki senioralnej i emerytalnej.

Nie do końca z tym proemeryckim nastawieniem mogą korelować niektóre pomysły wicepremiera Morawieckiego związane z odejściem od OFE przez stworzenie quasi-OFE. Cały ten mechanizm komercjalizacji części emerytur po prostu się na świecie nie sprawdził, większość państw od tego odeszło, a jedyne państwo, które próbuje wkroczyć na drogę podobną do OFE, to Ukraina, a jedyne, które wcale nie ruszyło swojego OFE, to Bułgaria. Wszyscy inni, a szczególnie państwa Ameryki Łacińskiej i naszego regionu, albo ograniczyły, albo zupełnie zlikwidowały te systemy. Więc można się zastanowić, na ile taka komercjalizacja współgrałaby z tym socjalnym, prospołecznym i proemeryckim duchem polityki PiS oraz myślą społeczną Kościoła katolickiego i ideą solidarności pokoleń.