Dobra wiadomość dla Polski

Parlament Europejski zdecydował wczoraj, że inwestycje w energetykę gazową i jądrową będą uznawane za zrównoważone klimatycznie. To bardzo dobra wiadomość dla Polski, która musi odchodzić od węgla, bo przestawiając się na odnawialne źródła, będzie mogła przejściowo oprzeć energetykę na gazie, a docelowo w dużym stopniu korzystać z siłowni atomowych. Bez takiego rozstrzygnięcia na poziomie UE trudne byłoby pozyskanie z sektora finansowego funduszy na budowę instalacji zasilanych gazem lub energią jądrową.

Reklama

– To sprawa kluczowa dla losów polskiej transformacji, bo właśnie finansowanie i długi okres zwrotu z inwestycji są jednymi z największych wyzwań dla rozwoju energetyki jądrowej. Cieszę się, że jako Polska odegraliśmy rolę w doprowadzeniu do tej decyzji – komentuje były minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka.

Krytycy decyzji PE alarmują, że przychylne potraktowanie kontrowersyjnych technologii czyni z taksonomii instrument greenwashingu, zamiast go zatrzymywać. Początkowo przeciwna projektowi była niewielka część deputowanych, przede wszystkim z grupy Zielonych. Ostatecznie koalicja poszerzyła się m.in. o część parlamentarzystów chadeckich. W kampanię za odrzuceniem aktu włączyli się także dyplomaci i aktywiści ukraińscy, m.in. ambasador w Berlinie Andrij Melnyk, którzy wskazywali, że na korzystnych dla gazu przepisach może skorzystać Moskwa.

Reklama

Zmiany w taksonomii

Decyzja deputowanych nie musi zakończyć sporu. Jeszcze na początku roku zaskarżenie do Trybunału Sprawiedliwości UE tzw. taksonomii, która uwzględnia rolę gazu i energii nuklearnej w transformacji energetycznej, zapowiedziały Austria i Luksemburg.

– Zmiany w taksonomii byłyby strzałem w stopę przy obecnym, największym kryzysie energetycznym w historii – mówi dr Joanna Maćkowiak-Pandera, prezeska think tanku Forum Energii. Jej zdaniem bariery administracyjne dla rozwoju energetyki opartej na gazie i atomie byłyby fatalne w sytuacji, gdy niektóre kraje walczą o przetrwanie kryzysowej sytuacji.
Eksperci przyznają, że kraje, których energetyka opiera się na gazie i atomie, powinny teraz inwestować w efektywność i OZE, ale Unia jest pod tym względem bardzo zróżnicowana. – Dla Polski, która musi przede wszystkim wyjść z niemal największego na świecie uzależnienia od węgla, wyłączenie administracyjne atomu i gazu byłoby bardzo trudne. My oczywiście też musimy stawiać na efektywność i OZE, ale potrzebujemy źródeł do bilansowania – tłumaczy Joanna Maćkowiak-Pandera. Nie wierzy ona w wielkie inwestycje w atom i gaz w najbliższych latach. – Gdzie są te konkurencyjne technologie jądrowe? Kto będzie inwestował w gaz, skoro ceny wzrosły o 700 proc.? – argumentuje. Zaznacza zarazem, że dodatkowe blokowanie tych inwestycji byłoby tylko paliwem do dalszej polaryzacji w UE przed trudną zimą i pretekstem do nicnierobienia i powtarzania, że się nie da.
Marcin Kowalczyk z WWF Polska krytykuje decyzję PE. Jego zdaniem oznacza ona podważenie wiarygodności całej taksonomii. – W szczególności uznanie inwestycji w energetykę gazową za przyjazną dla środowiska, nawet przy tak ścisłych wymaganiach, prowadzić może do inwestycji w tę technologię i utrudni redukcję emisji w energetyce – wskazuje. W efekcie może to – jego zdaniem – utrudnić wysiłki na rzecz osiągnięcia celów zapisanych w porozumieniu paryskim. – Konieczne też będzie wtedy zapewnienie dodatkowych dostaw gazu, co w aktualnej sytuacji politycznej na świecie również może być problematyczne – zauważa. Jak dodaje, można też zauważyć, że opłacalność inwestycji w gaz będzie mimo wszystko niska – zaś koszty produkcji energii w takich nowych instalacjach bardzo wysokie.
Ryszard Pawlik, doradca b. premiera Jerzego Buzka, zaznacza, że Polska ma teraz pełną jasność co do warunków, jakie należy spełnić, by inwestycje w energetyce były zgodne z taksonomią. – To kluczowe dla uzyskania finansowania dla takich przedsięwzięć oraz obniżania ich kosztów – tłumaczy.

Standardy środowiskowe

– Standardy środowiskowe określone w zatwierdzonym przez PE akcie są niezwykle ambitne i rygorystyczne. Dotyczą m.in. bardzo wyśrubowanego limitu emisji CO2, oznaczają ponadto, że najpóźniej do 2035 r. każda nowa inwestycja na gaz ziemny musi być przestawiona na wodór czy zielone gazy – tłumaczy. Dodatkowo, podkreśla Ryszard Pawlik, kraje członkowskie mają określić swą datę odejścia od węgla – coś, co w przypadku Polski także powinno dać dodatkową jasność co do planu i tempa naszej zielonej transformacji.
– Taksonomia unijna to zbiór wytycznych, jakie trzeba spełnić, by inwestycja została uznana za zrównoważoną. O tym, że wytyczne te spełnia też energia jądrowa, wypowiedziały się m.in. Wspólne Centrum Badawcze (JRC), czyli najważniejsze zaplecze naukowo-badawcze Komisji Europejskiej, Europejska Komisja Gospodarcza ONZ (UNECE) oraz szereg innych instytucji – wylicza Maciej Lipka z Narodowego Centrum Badań Jądrowych. Niestety, jak zauważa, czystą energię jądrową w toku prac legislacyjnych sklejono z kopalnym gazem ziemnym, a ich włączenie do katalogu uzależniono od przyjęcia aktu delegowanego, nad którym głosował PE.
Maciej Lipka dodaje, że taksonomia ma wyłącznie miękki charakter, więc nawet gdyby wynik głosowania był inny, w żaden sposób nie zakazywałaby budowy reaktorów jądrowych na terenie Unii. Jej przyjęcie ułatwi jednak finansowanie takich inwestycji przez banki czy fundusze. – Będą mogły inwestować bez obawy o ewentualny spadek swojej wyceny określanej przez agencje ratingowe – wyjaśnia.
Krzysztof Kępa, analityk rynku energii, uważa, że sama dyskusja na temat tego, czy energetyka jądrowa i gazowa pozostaną w taksonomii, jest niepokojąca. – Debata publiczna jest w tej sprawie wyjątkowo zideologizowana i oderwana od faktów. W szczególności tego, że szybka dekarbonizacja gospodarki nie jest możliwa bez stabilnego źródła „w podstawie”. A w tej roli najlepiej sprawdza się atom – tłumaczy. – Cieszy fakt, że ostatecznie zwyciężył zdrowy rozsądek – zaznacza.
– W dłuższej perspektywie nie unikniemy jednak dyskusji o kwestiach fundamentalnych. W szczególności: kto korzysta, kto traci na unijnej polityce klimatycznej w obecnym kształcie. Czy ważniejsze jest pryncypium bezpieczeństwa, czy „walka o klimat”? Jakie grupy interesów finansują radykalne organizacje ekologiczne i ich kampanie? – konkluduje Krzysztof Kępa.

Troje polskich europosłów było przeciw

Za tym, aby gaz i atom uznać za zielone źródła energii, głosowało 328 posłów, w tym 100 z Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów, 37 z Europejskiej Partii Ludowej oraz 66 z Zielonych/WSE. Przeciw głosowało 278 europosłów, w tym 115 z Europejskiej Partii Ludowej i 21 z Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów. 33 wstrzymało się od głosu.
Spośród polskich europosłów 40 głosowało „za”, troje „przeciw” (Sylwia Spurek, Robert Biedroń oraz Róża Thun z Renew), a pięcioro wstrzymało się od głosu (Marek Balt, Marek Belka, Łukasz Kohut, Włodzimierz Cimoszewicz, Bogusław Liberadzki).