Firmowany przez resort aktywów państwowych projekt transformacji polskiej energetyki, którego fundamentem jest powołanie NABE, uzyskał we wtorek akceptację rządowego Komitetu Ekonomicznego. Teraz propozycja trafi do Stałego Komitetu Rady Ministrów, który powinien skierować program do przyjęcia przez rząd. Przejmując brudne aktywa, które obciążają dziś bilanse spółek energetycznych, agencja ma ułatwić koncernom pozyskanie funduszy na nowe inwestycje wspomagające transformację. Określany nieoficjalnie mianem „umieralni” podmiot ma zarządzać aktywami węglowymi, realizując plan ich stopniowego wygaszania.
Zdaniem Bartosza Kwiatkowskiego, dyrektora Fundacji Frank Bold, jednej z czołowych organizacji specjalizujących się w prawnych aspektach ochrony środowiska, utworzenie agencji oznaczać będzie, że stanie się ona stroną trwających spraw klimatycznych. – Zgodnie z obecnymi planami, które zakładają, że agencja powstanie na bazie spółki PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, przeciwko której toczą się już tego typu postępowania, NABE stanie się stroną spraw klimatycznych automatycznie, jako spadkobierca prawny PGE GiEK. Jeśli ciągłości prawnej nie będzie, należy spodziewać się złożenia nowych pozwów – mówi DGP Kwiatkowski. Szef fundacji, która sama wspiera jeden z pozwów przeciwko PGE GiEK (złożony przez Greenpeace Polska), zaznacza, że o szczegółowych scenariuszach trudno mówić, dopóki nie są znane ostateczne szczegóły rządowych planów. Jeżeli np. nastąpiłoby jej przekształcenie w niebędący spółką podmiot państwowy, mogłoby to odsłonić na takie pozwy rząd i budżet państwa. Zwraca też uwagę, że nie wiadomo, czy utworzenie NABE uzyska ostatecznie zgodę Komisji Europejskiej.
W postępowaniu zainicjowanym w zeszłym roku Greenpeace domaga się, by spółka córka PGE zrezygnowała z inwestycji węglowych i wdrożyła strategię zmierzającą do całkowitego wyeliminowania emisji z instalacji opalanych węglem do 2030 r. Jak informuje nas rzecznik prasowy Greenpeace Marek Józefiak, pierwszą rozprawę zaplanowano na połowę maja tego roku.
Reklama
O tym, że nowa agencja, zgodnie z dotychczasowymi planami rządu, będzie następcą prawnym PGE GiEK i tym samym „odziedziczy” po spółce toczące się przeciw niej procesy sądowe, mówi nam też Ilona Jędrasik, kierowniczka programu „Infrastruktura paliw kopalnych” w fundacji ClientEarth. Organizacja ta zaangażowana jest w sprawę dotyczącą funkcjonowania należącej do PGE GiEK elektrowni i kopalni Bełchatów. Skarżący domagają się od spółki wygaszenia większości bloków węglowych do 2030 r., a ostatnich najpóźniej w 2035 r. Dopuszczaną przez ekologów alternatywą jest instalacja urządzeń wychwytu emisji. Jak informuje nas Jędrasik, po tym jak w zeszłym roku niepowodzeniem zakończyła się próba mediacji z PGE GiEK, organizacja czeka na termin kolejnej rozprawy przed łódzkim sądem. Działaczka ClientEarth podkreśla, że sprawa stałaby się bezprzedmiotowa w przypadku przyjęcia wiążącego i zbieżnego z postulowanymi przez ekologów planu wygaszania Bełchatowa. Tego wymogu nie spełniają jednak, jej zdaniem, dotychczasowe deklaracje grupy PGE i województwa łódzkiego mówiące o wyłączeniu ostatniego bloku elektrowni w 2036 r. – W dalszym ciągu domagać się będziemy przyjęcia zgodnego z naszymi postulatami konkretnego i wiążącego prawnie planu – zapowiada Jędrasik.
Ewentualne procesy przeciwko agencji nie byłyby pierwszymi w Polsce sprawami klimatycznymi przeciwko państwu lub podległym mu bezpośrednio podmiotom. W zeszłym roku pięć osób wspieranych przez ClientEarth złożyło pozwy, w których domagają się od rządu m.in. przyjęcia celu neutralności klimatycznej do 2043 r. i ograniczenia emisji o minimum 60 proc. do końca dekady. Pierwsza rozprawa ma się odbyć w marcu. Skarżący powołują się na przepisy dotyczące naruszenia dóbr osobistych. Według aktywistów zostały one naruszone przez działania i zaniechania władz, które dopuściły do nadmiernych emisji.
Orzecznictwo polskich sądów nie zawsze sprzyja jednak aktywistom. Pod koniec stycznia warszawski WSA odrzucił skargę przeciw władzom województwa mazowieckiego. Aktywiści ClientEarth i stołecznego stowarzyszenia Miasto Jest Nasze wraz z dwojgiem mieszkańców stolicy domagali się uchylenia regionalnego programu ochrony powietrza, który – według nich – opiera się na błędnych założeniach i nie daje skutecznej odpowiedzi na problem smogu. Do ich pozwu przyłączył się rzecznik praw obywatelskich. W ocenie sądu obywatele ani organizacje społeczne nie mogą jednak podważać tego typu programów. Aktywiści nie składają broni i zapowiadają apelację. Podobne sprawy, prowadzone przez prawników Client Earth, kończyły się wyrokami korzystnymi dla skarżących m.in. w Londynie, Bratysławie i Pradze.
Ścieżka walki o klimat poprzez sale sądowe zyskuje w ostatnich latach na popularności. Na całym świecie aktywiści i obywatele złożyli już prawie 2 tys. tego typu pozwów. Skala zjawiska rośnie, i to skokowo. O ile w latach 1986–2014 spraw związanych z klimatem toczyło się łącznie nieco ponad 800, to od 2015 r. liczba nowych pozwów tego typu przekroczyła próg 1000. Rośnie też udział spraw strategicznych, czyli takich, w których motywacje powoda wykraczają poza jego indywidualny interes. Według badaczy z brytyjskiego LSE w 2020 r. taki charakter miało aż 40 proc. nowych spraw złożonych poza USA.
To właśnie Amerykanie najczęściej odwołują się do sądów – w Stanach założono niemal połowę udokumentowanych spraw klimatycznych. Szczególnie znaczące zwycięstwa na tej ścieżce odniesiono jednak w Europie. Precedens wyznaczyła Holandia, gdzie w 2015 r. sąd przyznał rację obywatelom domagającym się od rządu przeciwdziałania zmianie klimatu i orzekł, że powinien doprowadzić do ograniczenia emisji do 2020 r. o co najmniej 25 proc. w porównaniu do roku 1990. Zeszłoroczne zwycięstwo aktywistów przed sądem konstytucyjnym wymusiło z kolei na rządzie Angeli Merkel podniesienie celów klimatycznych Niemiec na 2030 r. Zaledwie dwa miesiące po wyroku trybunału w Karlsruhe cel redukcji emisji o 65 proc. i neutralności klimatycznej do 2045 r. zostały wpisane do prawa klimatycznego. W zeszłym roku holenderscy aktywiści wygrali z kolei z Shellem – jeśli wyrok się uprawomocni, koncern będzie musiał zredukować swój globalny ślad węglowy o 45 proc. do końca obecnej dekady. W styczniu organizacja stojąca za tym pozwem zapowiedziała wzięcie na celownik kolejnych 30 koncernów, m.in. linii lotniczych KLM i banku ABN Amro. ©℗