Jak wynika z badań Instytutu Ochrony Środowiska-Państwowego Instytutu Badawczego i Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, w Polsce na śmietnik trafia rocznie prawie 5 mln ton wartościowego jedzenia, z czego aż 60 proc. pochodzi z gospodarstw domowych. Kolejne miejsca w niechlubnej statystyce zajmują przetwórstwo, produkcja rolnicza, handel i gastronomia. Musimy ograniczyć to marnotrawstwo nie tylko z powodów etycznych i ekologicznych, lecz także dlatego, że Unia Europejska nałożyła na kraje członkowskie obowiązek ograniczenia strat żywności o 50 proc. do 2030 r.

Rozsądek w krainie konsumpcji

W koszu na śmieci kończy najwięcej pieczywa, warzyw i owoców. Najwięcej do poprawy mamy my – konsumenci. Kupujemy za dużo jedzenia, źle je przechowujemy, a w efekcie zbyt często je wyrzucamy. Dlatego też pierwszą linią frontu walki z marnowaniem żywności powinny być przemyślane zakupy.
Zacząć powinniśmy od sporządzenia listy produktów, których potrzebujemy. Warto spróbować zaplanować jadłospis na kilka najbliższych dni, dzięki czemu na liście, a później także w koszyku, znajdą się tylko te produkty, które rzeczywiście zamierzamy wykorzystać. Łatwiej będzie taki plan zrealizować, gdy nie będzie on dotyczył zbyt długiego okresu – stworzenie jadłospisu na dwa tygodnie do przodu może nie być realne. A nawet jeśli się uda, to jest duża szansa, że wizja menu na nadchodzące dni się zmieni i kupiona żywność nie zostanie w pełni wykorzystana.
Jednak nawet na klienta wyposażonego w listę czyhają w sklepie liczne pokusy. Z pewnością nie obronimy się przed nimi, jeśli w czasie zakupów będziemy… głodni. Głód w trakcie przechadzania się między alejkami przekąsek sprawia, że pod wpływem impulsu do koszyka trafia więcej – często niepotrzebnych – produktów.
Kolejną przeszkodą w racjonalnych zakupach są promocje. Handlowcy doskonale wiedzą, że można wpłynąć na klientów, np. podkreślając, że produkt jest w promocji. Często kupujemy na zasadzie „potrzebne czy nie – ważne, że taniej”. Dotyczy to niestety także żywności, która zakupiona w promocji często kończyna śmietniku. Jeśli więc promocyjny produkt nie widnieje na przygotowanej liście, lepiej z takich okazji nie korzystać, chyba że chodzi o produkty, które można długo przechowywać.
Sama wielkość sklepu i ogromny wybór także mogą skłaniać do impulsywnych zakupów. Gdy ktoś ma kłopot z silną wolą, może spróbować kupować w mniejszym sklepie albo robić zakupy online, gdzie trudniej o pokusy związane z ładną ekspozycją towaru.
Uwaga! Większość rodziców z zakupów, na które zabrali dzieci, wychodzi z dodatkowymi przekąskami i słodyczami, których nie kupiliby, gdyby poszli sami.
Swoimi wyborami podczas zakupów można też ograniczyć marnowanie żywności przez sklepy. Jak to działa? Zazwyczaj sięgamy tylko po najdorodniejsze, największe i najpiękniejsze pomidory, papryki czy ogórki, a każde małe, niewpływające na jakość produktu uszkodzenie opakowania powoduje, że wybieramy inne – idealne. W końcu sklep wyrzuca towar, którego nikt nie chciał.
Wystarczy działać wbrew schematom i nie wybierać najbardziej błyszczącego jabłka ze stoiska. Te nieco gorzej wyglądające warzywa i owoce smakują tak samo dobrze! Podobnie jak samotne banany (z jakiegoś powodu klienci kupują te owoce jedynie w kiściach, uznając te pojedyncze za gorsze i mniej wartościowe).

Oszczędność w lodówce, kuchni i spiżarni

Jednak nawet najbardziej przemyślane zakupy nie wystarczą, aby żywność się nie marnowała. Bardzo łatwo może do tego dojść wtedy, gdy w lodówce i szafkach panuje nieporządek. Domownicy nie wiedzą, co się gdzie znajduje, a w efekcie zanim jedno opakowanie danego produktu zostanie zużyte, kolejne jest otwierane. Wprowadzenie jasnych zasad przechowywania żywności ogranicza takie marnotrawstwo. Warto przy tym trzymać się reguły FIFO (First in, first out) – produkty z najkrótszą datą przydatności do spożycia należy ustawiać bliżej i sięgać po nie wcześniej niż po te z dłuższą.
Kolejną sprawą jest właśnie rozróżnianie dat, jakimi jest oznaczona żywność. Oznaczenia na opakowaniach to „należy spożyć do” albo „najlepiej spożyć do”. W pierwszym przypadku po upływie wskazanej daty produkt rzeczywiście nie powinien być spożywany, ale w drugim – jak najbardziej może. Tak producent oznaczył bowiem tylko termin, do którego gwarantuje, że produkt zachowa pełnię właściwości. Po jego upływie mogą one ulec pogorszeniu, ale to nie oznacza, że nie nadaje się do jedzenia.
Warto się także nauczyć sposobu przechowywania poszczególnych produktów, aby jak najdłużej cieszyć się ich dobrym smakiem i nie być zmuszonym do wyrzucania.
Szczególnie problematyczne okazuje się umiejętne używanie... lodówki. Nie wszyscy wiedzą, że w różnych miejscach lodówki temperatura się różni i dlatego ważne jest umiejętne jej zapełnianie. Na górnych półkach powinien się znaleźć nabiał, na dolnych mięso i ryby. Jajka najlepiej przechowywać na drzwiczkach, a owoce i warzywa – w szufladach, a niektórych w ogóle nie powinno się do lodówki wkładać. Na przykład pomidor straci w niej strukturę i zapach i nikt już nie będzie chciał go zjeść.
Wbrew pozorom zimniej nie znaczy lepiej! Nie można dopuścić, żeby produkty w lodówce (w odróżnieniu od zamrażarki) uległy przemrożeniu. Zamrażanie jest dobrym sposobem na przechowywanie niektórych rodzajów żywności – podobnie jak marynowanie, suszenie czy wędzenie – nie każdy jednak produkt może być tym procesom poddany.
Nawet przy najlepiej zaplanowanych zakupach i odpowiednim przechowywaniu część rzeczy i tak może zostać niewykorzystana. To czas na wykazanie się kreatywnością i poszukiwaniem nowych potraw, w których pierwsze kulinarne skrzypce odegrają właśnie te pozostawione, rzekomo nieprzydatne produkty. Warto jednak pamiętać, że im są one prostsze, tym łatwiej je zagospodarować i wykorzystać w kolejnym posiłku. Aby jak najmniej resztek z talerzy musiało wylądować w koszu, można nakładać mniejsze porcje – w razie potrzeby zawsze można sięgnąć po dokładkę. Jeśli jednak nie wszystko zostanie zjedzone, można zamrozić albo przekształcić jedną potrawę w drugą (wszyscy chyba znamy zmianę rosołu w zupę pomidorową).
Gdy zawiodło nas planowanie i kupiliśmy albo ugotowaliśmy zbyt dużo, możemy podzielić się posiłkiem z rodziną i przyjaciółmi, a także z potrzebującymi (o jadłodzielniach przeczytasz niżej).

Część większej całości

Jako konsumenci możemy zrobić wiele, ale niezbędne są też działania systemowe. Nasz kraj jest jednym z pierwszych, w których podjęto konkretne kroki legislacyjne, aby ilość wyrzucanej żywności ograniczyć. W 2019 r. przyjęto ustawę o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Nakazała ona większym sklepom przekazywanie organizacjom pozarządowym produktów, które i tak byłyby przeznaczone do utylizacji ze względu na zbliżającą się datę minimalnej trwałości lub wady wyglądu. Ustawa wprowadza opłaty za marnowanie żywności, co powinno skłonić sklepy do bardziej wytężonych działań w celu przeciwdziałania temu zjawisku.
Jednym z najważniejszych elementów systemu zapobiegania marnowaniu żywności jest Federacja Polskich Banków Żywności. Tworzy ją 31 banków żywności działających na terenie całego kraju. To sieć niezależnych organizacji pozarządowych o statusie stowarzyszenia lub fundacji. Ich celem jest wsparcie osób potrzebujących, którym przekazują nieodpłatnie żywność. Idea jest prosta: banki pozyskują żywność z różnych źródeł – darczyńców indywidualnych, producentów, sieci handlowych – w tym taką, która nie może być przedmiotem sprzedaży, np. wadliwie opakowaną, ale też taką, która ma bliską datę przydatności do spożycia. Produkty są następnie przekazywane do lokalnych organizacji partnerskich, które pomagają potrzebującym. Jak informują same banki, w 2020 r. wsparły ok. 1,5 mln osób potrzebujących, przekazując łącznie prawie 64 tys. ton żywności na cele społeczne.
Taka skala działania byłaby niemożliwa, gdyby nie znaczące wsparcie udzielone w ostatnich latach przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW). Ponad 31 mln zł zostało już wypłacone na rzecz banków żywności, które dzięki dodatkowym środkom zmodernizowały swoje magazyny i chłodnie, a także zainwestowały w pojazdy do przewożenia jedzenia od darczyńców. W sumie w ramach ostatnich czterech naborów do programu priorytetowego NFOŚiGW (trwa właśnie piąty, który skończy się 30 czerwca 2022 r.) podpisano aż 82 umowy na dotacje łącznie przekraczające 76 mln zł.
Trudno się dziwić takiemu zainteresowaniu. Wcześniej banki żywności były zdane niemal wyłącznie na siebie, wątłe fundusze bardzo ograniczały ich zdolności operacyjne, a niekiedy zmuszały wręcz do gorzkich kompromisów, gdy przy jednym dyspozycyjnym samochodzie musiały wybierać, gdzie pojechać i które jedzenie uratować.
NFOŚiGW dofinansowuje również podobne działania Caritas Polska, która wraz z siecią Caritas diecezjalnych tworzy największą w Polsce organizację charytatywną, która jeszcze przed wejściem ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności uruchomiła program „Spiżarnia Caritas”. Jego celem jest nie tylko pomoc osobom potrzebującym, lecz także przeciwdziałanie marnowaniu żywności. Caritas współpracuje z sieciami handlowymi, które przekazują jej produkty z bliskim terminem przydatności do spożycia. Część tej żywności trafia bezpośrednio do potrzebujących, a pozostała jest przekazywana do prowadzonych przez organizację jadłodajni, gdzie przygotowuje się z nich darmowe posiłki. W roku 2020 r. przekazano w ten sposób ponad 6,6 tys. ton żywności o wartości ponad 83,5 mln zł. Dzięki wsparciu finansowym NFOŚiGW było możliwe powstanie lub remont infrastruktury niezbędnej do jej przechowywania – jako przykład można wskazać oddany do użytku w 2021 r. magazyn żywnościowy w Sosnowcu. Dzięki dofinansowaniu z funduszu Caritas mogła również zakupić samochody-chłodnie, także niezbędne do przechowywania żywności.

Bez władz lokalnych ani rusz

Pozostaje jeszcze jeden element układanki– samorządy. Ustawa o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności nie wskazuje ich roli w całym procesie, jednak coraz więcej gmin bierze w nim udział. We współpracy z organizacjami pozarządowymi organizują punkty, w których można przekazać posiłek osobom ubogim. Tam, gdzie takich rozwiązań jeszcze nie wdrożono, warto domagać się od lokalnych władz, by takie punkty organizowała lub dofinansowała. Wymagają one bowiem pewnych nakładów, takich jak chociażby zakup lodówki, opłacenia miejsca lub osoby, która zaopiekuje się większą jadłodzielnią.
Inicjatywy takie powstały np. w Warszawie. Punkty zorganizowane są np. w urzędach dzielnic i innych lokalizacjach, do których łatwo dotrzeć. Wrocław udostępnił należący do miasta budynek dla jadłodzielni zorganizowanej przez społeczną inicjatywę „Wrocław nie marnuje”. Nie bez znaczenia są także możliwości koordynacji, jakie ma samorząd. Może być platformą do współpracy dla lokalnych organizacji pozarządowych i producentów lub sprzedawców żywności.
Samorządy odgrywają także kluczową rolę w edukowaniu lokalnej społeczności, jak żywności nie marnować i gdzie się nią podzielić. Nie wszyscy bowiem wiedzą, że do jadłodzielni nie można przynieść wszystkiego, co zamierzamy akurat wyrzucić. Oddając jedzenie do takiego punktu, trzeba pamiętać o kilku zasadach. Przede wszystkim przynosimy jedzenie, które sami moglibyśmy zjeść. Nie oddajemy więc produktów po upływie daty przydatności do spożycia („należy spożyć do…”), a najwyżej te, które przekroczyły datę „najlepiej spożyć do…”. W przypadku produktów domowych konieczne jest podanie składu i daty przygotowania. Ważne, aby produkty nie zawierały surowych: mięsa i jaj ani niepasteryzowanego mleka.
Partner
foto: materiały prasowe