Reklama
Warszawa czeka na zapowiadany czeski pozew, ale niewykluczone, że dołączą do niego Niemcy, bo problem z poziomem wód gruntowych ma też przygraniczna Saksonia. Jak mówi Kerstin Doerenbruch z Greenpeace Polska, saksoński rząd wniósł już skargę do Komisji Europejskiej w styczniu. – Ale kraj związkowy nie może wnieść pozwu przed TSUE. Dlatego lokalna minister sprawiedliwości Katja Meier rozmawia z rządem federalnym w Berlinie, by przyłączył się do skargi Czechów – podkreśla.
Według stanowiska MSZ w Pradze, Czechy mają się skupić na braku procedur umożliwiających obywatelom ich kraju udział w procesie wydawania pozwolenia na rozbudowę kopalni lub zaskarżenie go do sądu. Według portalu Politico pozew ma być wniesiony na przełomie lutego i marca, a czeski rząd ma zamiar poprosić unijny trybunał, by ten zatrzymał wydobycie w Turowie na czas prowadzenia postępowania.
Już pod koniec ubiegłego roku Komisja przychyliła się do części zarzutów Czechów wobec Polski, w odpowiedzi na ich skargę z września ub.r. W tzw. uzasadnionej opinii oceniła, że nieprawidłowo wdrożyliśmy do swojego prawa przepisy dyrektywy w sprawie oceny oddziaływania na środowisko oraz że polskie władze nieprawidłowo zastosowały unijne regulacje przy przedłużeniu koncesji na wydobycie dla kopalni w Turowie. Komisja nie znalazła jednak wystarczających dowodów na inne zarzuty środowiskowe Czechów, m.in. na zmniejszenie poziomu wód gruntowych. Ewentualne uznanie takich zarzutów przez Trybunał UE mogłoby prowadzić do skutków finansowych dla Polski. Po pierwsze, możemy zapłacić karę za samo zaistnienie naruszenia, po drugie, grożą nam dalsze sankcje za niedostosowanie się do wyroku. Po trzecie, kary finansowe są możliwe za niedostosowanie się do środka tymczasowego. Czesi sygnalizują, że chcą poprosić TSUE, by nakazał wstrzymanie wydobycia. Jeśli Polska tego nie zrobi, narazi się na kary dzienne. Na przykład w przypadku Puszczy Białowieskiej było to 100 tys. euro dziennie.
Gdyby TSUE przychylił się do zarzutów Czech, takie orzeczenie mogłoby mieć kluczowe znaczenie dla określenia odpowiedzialności Polski za stwierdzone w wyroku naruszenie wobec innych państw członkowskich Unii, jak i podmiotów prywatnych – mówi DGP Marek Dolatowski z kancelarii Wardyński i Wspólnicy. Innymi słowy, gdyby TSUE wydał niekorzystny wyrok dla Polski, mógłby on stanowić podstawę do zasądzenia od Polski odszkodowania także na rzecz podmiotów prywatnych, np. rolników.
Resort klimatu i środowiska jest zaskoczony decyzją rządu w Pradze. Ponad tydzień temu czeska delegacja z MSZ i tamtejszego ministerstwa środowiska spotkała się z wiceministrem ds. klimatu Adamem Guibourgé-Czetwertyńskim. – Wyglądało, że jest szansa na załatwienie sprawy poza unijnym trybunałem – mówi nam rzecznik resortu Aleksander Brzózka.
Polska Grupa Energetyczna, do której należy kopalnia w Turowie, podkreśla, że decyzja o przedłużeniu koncesji dla kopalni Turów na sześć lat została wydana przez ministra klimatu 20 marca 2020 r. „zgodnie z polskim prawem geologicznym i nie ma podstaw do jej zaskarżenia”. „Kopalnia Turów rozpoczęła starania o przedłużenie koncesji ponad sześć lat temu. W toku tych starań na bardzo szeroką skalę zostały przeprowadzone konsultacje transgraniczne z Czechami i Niemcami. Udzieliliśmy kilka tysięcy szczegółowych odpowiedzi na pytania również z Czech i Niemiec, rozwiewając wszystkie kwestie budzące jakiekolwiek wątpliwości” – czytamy w stanowisku PGE. Spółka wskazuje, że uzgodnienia transgraniczne zakończyły się podpisaniem przez wszystkie strony, w tym czeską, protokołów z uzgodnień, w których kopalnia Turów zobligowała się do podjęcia konkretnych działań minimalizujących swoje oddziaływanie na tereny przygraniczne. „Jednym z nich jest budowa podziemnego ekranu, który zapobiegnie potencjalnemu odpływowi wód ze strony czeskiej w kierunku kopalni. Inwestycja warta ponad 17 mln zł jest w końcowej fazie realizacji, a jej skuteczność będzie regularnie monitorowana przez specjalistów hydrogeologów z Czech i Polski” – czytamy.
Teraz PGE czeka na przedłużenie koncesji na wydobycie w Turowie aż do 2044 r. Jak podkreśla spółka PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, chodzi tu o przedłużenie okresu wydobycia, a nie o zwiększanie jego obszaru. – Chcemy prowadzić prace na terenie stanowiącym połowę obszaru koncesji z 1994 r. – zaznacza w rozmowie z DGP rzeczniczka Sandra Apanasionek. Choć przyznaje, że odkrywka na skutek prac górniczych „migruje” w kierunku południowo-wschodnim. Dodaje, że na potrzeby konsultacji i informowania sąsiadów działa strona w języku polskim, czeskim i niemieckim Turow2044.pl.
Litości dla PGE nie mają polskie organizacje ekologiczne. – Funkcjonowanie kompleksu Turów staje się coraz bardziej problematyczne. Do kwestii środowiskowych, zdrowotnych i klimatycznych, które przynosi spalanie węgla brunatnego, dochodzi silny konflikt z sąsiadami – mówi Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego Eko-Unia. Jego zdaniem uspokoić sytuację może przyjęcie odpowiedzialności za straty oraz określenie przez polski rząd i PGE terminu skrócenia działalności Turowa. Otworzy to też, jego zdaniem, możliwość skorzystania przez gminy regionu zgorzeleckiego z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji.
– Wydając pozwolenie na dalszą rozbudowę kopalni Turów, zignorowano wszystkie uwagi obywateli i organizacji pozarządowych z Polski, Czech i Niemiec, wniesione przeciwko tej szkodliwej inwestycji. Rozwiązaniem jest jak najszybsze ogłoszenie przyspieszonej daty zamknięcia kompleksu energetycznego Turów oraz opracowanie planu sprawiedliwej transformacji regionu – komentuje Anna Meres z Greenpeace Polska.
Czesi sygnalizują, że chcą poprosić TSUE, by nakazał wstrzymanie wydobycia