W polskiej energetyce wiatrowej zaczyna się rewolucja. – Coraz mniej inwestorów kupuje używane turbiny, które trafiały na nasz rynek z Danii i Niemiec, i woli stawiać nowe – mówi Piotr Rudyszyn z firmy w4e Wind Energy Center, która projektuje farmy wiatrowe. – Nowe urządzenia, choć droższe, w końcowym rozrachunku są bardziej opłacalne. Dlatego rynek turbin używanych jest coraz mniejszy i będzie się kurczył – dodaje.

Energetyka wiatrowa jest najszybciej rozwijającym się sektorem energetyki z odnawialnych źródeł energii (OZE) w Polsce. Poza energią z wiatru do OZE zalicza się również prąd wytworzony z biogazu, biomasy i wody. Ponad połowa energii z OZE wyprodukowanej w 2011 r. w Polsce pochodziła z wiatraków. Według prognoz farm wiatrowych w dalszym ciągu będzie przybywać, ale inwestorzy najwyraźniej zmienili strategię, bo choć wiatraki z fabryki są dużo droższe, mają jednak kilkukrotnie większą moc, o wiele wydajniej pracują i są tańsze w eksploatacji.

W 2009 i 2010 r. aż 90 proc. wiatraków pochodziło z drugiej ręki

– Zmiana wynika z dwóch czynników: po pierwsze, lokalizacje o dobrych warunkach wietrznych i infrastrukturalnych stanowią coraz trudniej dostępne dobro. Po drugie, w przypadku turbin używanych pojawia się zwiększone ryzyko wystąpienia awarii czy katastrofy budowlanej – mówi Tomasz Górski z BZ WBK Finanse & Leasing. Jeszcze w latach 2009 – 2010 aż 90 proc. sfinansowanych przez bank turbin pochodziło z drugiej ręki. W 2011 r. statystyki zmieniły się diametralnie na korzyść nowych wiatraków. – Sfinansowaliśmy ponad 20 projektów o łącznej wartości ponad 80 mln zł. Obecnie prowadzimy zaawansowane rozmowy w sprawie finansowania kilku kolejnych inwestycji – mówi Tomasz Górski.

Nowe turbiny zaczynają zamawiać inwestorzy, którzy jako pierwsi stawiali w Polsce elektrownie wiatrowe. – Mamy kilka takich przypadków – mówi Piotr Rudyszyn. – W miejsce czterech przestarzałych staje jedna turbina. Te najnowsze produkują nawet pięć razy więcej energii – tłumaczy.

Inwestycje w energetyce wiatrowej mogą jednak gwałtownie wyhamować. Według najnowszych danych Urzędu Regulacji Energetyki na koniec 2011 r. w Polsce zainstalowano 1616 MW w energetyce wiatrowej. To o 437 MW więcej niż przed rokiem, ale aż czterokrotnie mniej, niż prognozowały firmy energetyczne, które przyłączają farmy wiatrowe do systemu. Dane niepokoją Krzysztofa Prasałka, prezesa Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

– Pomimo wydania setek milionów euro dotacji z funduszy europejskich i krajowych dynamika sektora wyraźnie spada – mówi Krzysztof Prasałek.

Według PSEW branży nie pomaga nowa ustawa o OZE. Utrzymanie zasad systemu wsparcia dla już funkcjonujących elektrowni oraz rezygnacja z gwarantowanej ceny zakupu energii z odnawialnych źródeł to główne wady nowego prawa.

– W obecnej sytuacji zupełnie nieprawdopodobnie wyglądają oficjalnie prognozy PSE Operator, które zakładają, że na koniec 2012 r. w energetyce wiatrowej będziemy mieć zainstalowanych ponad 3 tys. MW – mówi prezes PSEW.

Taki wynik może pozostać poza naszym zasięgiem także dlatego, że – jak wynika z sondażu „Raport wiatrowy 2011” przeprowadzonego przez TPA Horwath – inwestorzy nie widzą przyszłości w różowych kolorach. Zdaniem 42 proc. ankietowanych jednym z najistotniejszych utrudnień w rozwoju sektora wiatrowego, obok braku przejrzystych i stabilnych regulacji prawnych, stanowi polityka zakładów energetycznych odpowiadających za przyłączanie do sieci nowych mocy. Spółki dystrybucyjne chętnie obciążają inwestorów kosztami wybudowania przyłączeń, a ponieważ mogą sięgać one nawet kilkudziesięciu milionów złotych, potrafią rozłożyć na łopatki nawet najlepszy projekt. Wśród problemów, na jakie narzekają inwestorzy na rynku energetyki wiatrowej, są wymieniane także obowiązki formalne oraz protesty lokalnych społeczności.

5 mln zł kosztuje nowa turbina wiatrakowa

500 tys. zł trzeba wydać na używane urządzenie

1 MW mocy ma przeciętny nowoczesny wiatrak