Produkcja ryżu, cementu i ubrań, działanie serwerów internetowych to też znaczący winowajcy, jeśli chodzi o produkcję CO2.
Reklama
COP 25 nie przyniósł przełomu w sprawie handlu prawami do emisji CO2 / DGP
W kontekście ograniczania emisji gazów cieplarnianych i zahamowania zmian klimatu mówi się głównie o energetyce. To właśnie produkcja prądu i ciepła, a także wydobycie i przetworzenie paliw kopalnych stanowiących podstawę tego sektora, odpowiadają za największą ze wszystkich branż część wypuszczanych do atmosfery ziemskiej gazów. Nie brakuje jednak aktorów, którzy też oddziałują na globalny bilans emisji, ale zwykle umykają publicznej dyskusji.

Szkodliwa hodowla

Reklama
Coraz częściej poruszana jest kwestia środowiskowych konsekwencji masowej hodowli zwierząt. Wiąże się z nią nie tylko wydzielanie przez zwierzęta metanu, lecz także wycinka lasów i ograniczenie pochłaniania przez nie dwutlenku węgla z atmosfery. Według szacunków ONZ hodowla odpowiada łącznie za prawie 15 proc. światowych emisji. Między innymi dlatego środowiska ekologiczne i aktywiści klimatyczni zalecają ograniczanie bądź całkowitą eliminację produktów odzwierzęcych z naszej diety.
Produkcja mięsa i nabiału nie wyczerpuje jednak tematu wpływu rolnictwa na klimat. Badania wskazywały od lat, że za pokaźne emisje odpowiada produkcja ryżu. Uprawa stanowiącego podstawę diety ponad połowy ludzkości ziarna wymaga bowiem zalewania pól, co stanowi z kolei wymarzone warunki dla bakterii produkujących metan. Do niedawna naukowcy mówili, że w ten sposób powstawać może ok. 2 proc. gazów cieplarnianych. Oznaczałoby to, że udział upraw ryżu w powodowanych przez człowieka emisjach jest porównywalny z transportem lotniczym. Według badań amerykańskiego Funduszu Ochrony Środowiska (EDF) możliwe jednak, że dane te mogą być nawet o połowę niedoszacowane, bo nie uwzględniają, że konsekwencją praktyk związanych z uprawą ryżu są także emisje podtlenku azotu (N2O).

Ubrania i mieszkania

Potężny ślad klimatyczny generuje też branża odzieżowa. Według danych podawanych przez ONZ może ona odpowiadać za ok. 10 proc. światowych emisji – ok. 1,2 mld ton ekwiwalentu CO2 rocznie. Ma to związek z powszechnymi w tym sektorze długimi łańcuchami dostaw oraz energochłonnością produkcji.
Problemów z wytwarzaniem odzieży jest więcej. Wiąże się ono również z marnowaniem wody na masową skalę – szacuje się, że produkcja ubrań odpowiada za jedną piątą tego procederu. Problemem są też m.in. włókna z wykorzystywanych przy produkcji odzieży tworzyw sztucznych, które trafiają do oceanów.
Nieco mniej zaskakującym trucicielem, choć robiącym wrażenie pod względem skali, jest produkcja materiałów kluczowych m.in. dla branży budowlanej. Chodzi przede wszystkim o żelazo i stal, które – według artykułu ponad 30 naukowców opublikowanego w „Science” – odpowiadają za ok. 5 proc. światowych emisji gazów cieplarnianych oraz cementu, którego wytwarzanie odpowiada za ok, 4 proc. emisji.

Komputery jak samochody

Niejednoznaczną rolę odgrywa także… gospodarka cyfrowa. Cyfryzacja przedstawiana bywa jako sposób na ograniczenie produkcji gazów cieplarnianych, ale technologie teleinformatyczne odpowiadają już za co najmniej 2 proc. światowych emisji, a ich udział gwałtownie rośnie. Elektryczność wykorzystywana tylko w związku z działaniem serwisu YouTube wiąże się (zgodnie z danymi sprzed paru lat) z emisjami rzędu 10 mln ton ekwiwalentu CO2 rocznie. To odpowiednik 2 mln aut osobowych. Największy ślad klimatyczny zostawiają skrajnie energochłonne wielkie centra danych i serwerownie. Według niektórych prognoz do 2025 r. sektor teleinformatyczny może odpowiadać za ponad 20 proc. światowego zapotrzebowania na energię. Tymczasem, jak wskazują ekolodzy, nawet najwięksi giganci branży cyfrowej, jak Google czy Amazon, tylko w niewielkim stopniu spełniają swoje deklaracje dotyczące oparcia swoich centrów danych o źródła odnawialne.
Transport odpowiada w UE za 25 proc. wszystkich emisji CO2. Największym trucicielem są samochody. Coraz ostrzejsze normy w stosunku do nowych aut sprawiają, że ich wpływ będzie malał. Do tej pory na regulacyjnym marginesie pozostawała natomiast żegluga. Pomiędzy 2000 a 2016 r. emisja gazów cieplarnianych zwiększyła się tu o jedną trzecią. Nowa przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała włączenie żeglugi do systemu handlu pozwoleń na emisję, co zapewne wymusi na przedsiębiorstwach żeglugowych poszukiwanie bardziej niskoemisyjnych rozwiązań.
Jak zauważa Krzysztof Bolesta z Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych, rok temu Międzynarodowa Organizacja Morska przyjęła przełomową strategię dla tego sektora, która zakłada obniżenie emisji o połowę do 2050 r. Organizacja nie ma jednak żadnych narzędzi dyscyplinujących, by ten cel realizować.
Europa, z wyłączeniem Polski, podejmuje się zobowiązania mającego do 2050 r. zrównać emisję gazów cieplarnianych z ich pochłanianiem. Osiągnięcie tego celu będzie zapewne oznaczać poddawanie obostrzeniom kolejnych sektorów gospodarki.
Podczas gdy walka z emisjami staje się dziejową koniecznością dla Europy, na podobnie ambitne zobowiązania nie ma zgody na poziomie międzynarodowym. Świadczy o tym wynik szczytu klimatycznego COP25 w Madrycie, w którym udział wzięło niemal 200 krajów sygnatariuszy porozumienia paryskiego z 2015 r. Rozmowy w hiszpańskiej stolicy, chociaż przedłużone o dwa dni, nie przyniosły przełomu w sprawie handlu uprawnieniami do emisji CO2. Ten mechanizm ustanawiający węglowy rynek miał postawić kropkę nad i, jeśli chodzi o sposób realizowania zobowiązań sprzed kilku lat. Po raz ostatni w szczycie wzięły udział Stany Zjednoczone, które wycofują się z porozumienia. Jak pisze „Financial Times”, wyjście USA z umowy paryskiej zgodnie z wytycznymi prezydenta Donalda Trumpa oraz próba rozwodnienia zapisów przez Brazylię, Australię i Arabię Saudyjską przyczyniły się do wyniku, który wielu ocenia jako głęboko rozczarowujący.