Resort środowiska nie chce niekontrolowanego wysypu nowych instalacji, ale wbrew jego intencjom takie inwestycje mogą wkrótce ruszyć z inicjatywy samych gmin.
Rosnące koszty gospodarki komunalnej i coraz większa presja rządzących na selektywną zbiórkę oraz recykling skłaniają samorządy do szukania alternatywnych dróg wyjścia ze śmieciowego impasu. Często oznacza to balansowanie na granicy legalności. Mowa o sytuacjach, gdy gminy decydują się inwestować w spalarnie, mimo że instalacje te nie są wpisane do wojewódzkich planów gospodarki odpadami (WPGO).
To ryzykowny ruch, bo nieuchronnie spycha on samorządy do konfrontacji z Ministerstwem Środowiska, które od dawna nie popiera budowy nowych instalacji, podkreślając, że jest to wbrew unijnej polityce. Z tego też powodu pieniądze na taką inwestycję musi wyłożyć w całości samorząd lub prywatna firma, bo przeciwna spalarniom UE nie dokłada do nich już ani złotówki. Koszty opiewają zaś na miliony złotych.