11 sierpnia huragan o niespotykanej sile przetoczył się nad Polską. Kilka osób poniosło śmierć, dziesiątki zostało rannych, a własność tysięcy ludzi została zniszczona. Dojazd do wielu osad został odcięty przez blokujące drogi drzewa, dziesiątki tysięcy gospodarstw pozostają bez prądu. Leśnicy szacują, że 45 tys. ha lasów zostało zniszczonych i będą wymagały odnowienia. Szaleństwem byłoby kwestionować tragiczny wymiar tej katastrofy i poważne straty materialne, jednak nie można zgodzić się z jednym stwierdzeniem: że huragan spowodował ogromne straty przyrodnicze. Żeby zrozumieć dlaczego, musimy spojrzeć przez nasze okno w przeszłość, której świadectwem jest Puszcza Białowieska - pisze dr Michał Żmihorski z Instytutu Ochrony Przyrody PAN.

Nie było nas, był las…

...a w nim majestatyczne drzewa i ich wrogowie: korniki, pożary i huraganowe wiatry, które nieprzerwanie przewracały i łamały pojedyncze dęby, świerki i lipy, lub – gdy były wyjątkowo silne – kładły pokotem całe fragmenty puszczy. O tej dynamice w Puszczy Białowieskiej wiemy z zapisów historycznych, ale też obserwując ją dzisiaj. Po każdym takim zdarzeniu las się jednak regenerował i młode drzewa zajmowały miejsce starych, utrzymując ciągłość ekosystemu. A przy okazji powstawały cenne środowiska: luki z dużą ilością martwego drewna. Pierwotna puszcza nigdy nie była więc środowiskiem stabilnym, a żyjące w niej organizmy leśne funkcjonowały w otoczeniu dynamicznym i musiały się do niego przystosować. Te związane z cienistym lasem opuszczały miejsca katastrof w poszukiwaniu innych siedlisk, a zastępowały je organizmy preferujące środowisko bardziej otwarte. I choć lokalnie dochodziło do śmierci zwierząt i roślin, to w dużej skali przestrzennej ten system gwarantował utrzymanie pełnego bogactwa przyrodniczego. Zatem z perspektywy organizmów leśnych pomorski huragan to ani nic nowego, ani specjalnie groźnego.

Wiatrołom: przedszkole na cmentarzu

Reklama

Podczas wichury na Pomorzu zniszczonych zostało wiele okazów roślin, zginęło wiele zwierząt. Inne straciły kryjówki – złamały się dziuplaste drzewa, w tym pomnikowe, spadły ptasie gniazda (o tej porze roku na szczęście puste). Jeszcze inne organizmy opuściły swoje dotychczasowe miejsce życia, gdyż drastycznie przekształcony las nie odpowiada ich wymaganiom. Na pierwszy rzut oka widać wyłącznie destrukcję. Lecz ten negatywny obraz to tylko jedna strona medalu.

Jest też druga – dla całej gamy gatunków zniszczony drzewostan jest świetnym miejscem do życia. Organizmy preferujące lasy półotwarte i z większym dostępem światła, zwiększą swoją liczebność. Należą do tej grupy również gatunki rzadkie i ginące. Leżące pnie i gałęzie połamanych drzew są miejscem rozwoju licznych bezkręgowców związanych z martwym drewnem – substratem, którego dramatycznie brakuje w lasach gospodarczych. Rozwijające się w drewnie bezkręgowce są pokarmem dzięciołów, które kując dziuple w stojących kikutach drzew tworzą miejsca gniazdowe dla innych gatunków, więc liczba gatunków powiększa się. Leżące pnie zwiększają wilgotność dna lasu, kluczową dla grzybów i roślin, a także utrudniają sarnom i jeleniom zgryzanie młodych drzewek, dzięki czemu las szybciej się regeneruje. Co więcej, martwe drewno nagromadzone w takich ilościach, przyciągnie w miejsce katastrofy gatunki, których nie było przed huraganem. W efekcie, uszkodzone drzewostany są pełne życia.

Reklama

Ostateczny bilans zysków i strat na powierzchni pohuraganowej wcale nie jest oczywisty, a w większej skali przestrzennej (gdzie mamy zarówno lasy uszkodzone, jak i nieuszkodzone) niemal na pewno dodatni. Dlatego naturalne katastrofy, takie jak huragan na Pomorzu, czy gradacja kornika w Puszczy Białowieskiej, mogą wręcz podnosić bogactwo przyrodnicze (jeśli martwe drewno na zniszczonych powierzchniach zostanie pozostawione) i nie powinny być traktowane w kategoriach „szkody przyrodniczej”.

Huragan jak harwester

Jest jeszcze inny powód, dla którego mówienie o „ogromnych stratach przyrodniczych” w kontekście pomorskiej katastrofy budzi mój sprzeciw. W przeważającej części uszkodzenia dotyczą drzewostanów gospodarczych – sadzonych i wycinanych po osiągnięciu określonego wieku. Takie lasy są specyficzne: drzewa w nich są względnie młode (średni wiek drzew w lasach gospodarczych to zaledwie 58 lat, choć mogłyby żyć po 300-500 lat), struktura ujednolicona (drzewa w tym samym wieku), a martwego drewna, tak ważnego dla setek organizmów leśnych, niewiele (ok. 30-krotnie mniej niż w Białowieskim Parku Narodowym). W efekcie tej specyfiki lasów gospodarczych niewiele gatunków leśnych potrafi w nich przetrwać: dla tych wymagających brakuje miejsc gniazdowych, żerowisk, schronień (np. głuszec wyginął w regionie dotkniętym huraganem już dawno). Dlatego na przeważającej części uszkodzonych powierzchni lasów gospodarczych trudno mówić o „ogromnych stratach przyrodniczych” skoro wartość przyrodnicza tych lasów nie była zbyt wysoka jeszcze przed katastrofą.

Po drugie, warto zadać pytanie: co stałoby się z tymi drzewostanami, gdyby nie zniszczył ich huragan? Odpowiedź jest jasna: niemal wszystkie zostałyby wycięte w ramach gospodarki leśnej (oczywiście nie w jednym momencie). Nie ma nic złego w gospodarce leśnej (wszak wszyscy korzystamy z drewna), jednak przedstawianie kataklizmu jako „straty przyrodniczej” w sytuacji gdy i tak las ten miał być wycięty, uznać należy za mało przekonujące. Przypomnijmy, że uszkodzenia po huraganie szacuje się na 8 mln m3, czyli tyle, ile średnio w Polsce wycina się w ciągu ok. dwóch miesięcy, robiąc to często wiosną, gdy na drzewach jest wiele gniazd ptaków.

Przygotujmy się na więcej

Patrząc na hektary powalonych drzew, leśnik widzi zaprzepaszczone lata swojej pracy i ogrom czekających go zadań, by przywrócić w tym miejscu drzewostan. Również lokalna ludność, przyzwyczajona do dotychczasowego wyglądu lasu, oraz funkcji, które pełnił – dostarczając opał, budulec, owoce runa i miejsce odpoczynku – ocenia skutki huraganu jednoznacznie negatywnie. Są to oceny całkowicie zrozumiałe. Jednak z punktu widzenia przyrody, wiatrołom nie jest stratą lecz zmianą, choć określenie to może kłócić się z naszymi odczuciami. Rolą nauki jest próba obiektywnej oceny tego typu zjawisk, szczególnie że będzie ich więcej. Większość modeli klimatycznych przewiduje w kolejnych latach wzrost zaburzeń w lasach, co oznacza, że zdarzenie na Pomorzu nie było ostatnim tego typu. Musimy przygotować się do kolejnych kataklizmów: przede wszystkim lepiej zrozumieć kiedy się pojawiają, poznać ich znaczenie przyrodnicze oraz sposoby minimalizacji strat ekonomicznych. Jednym z takich sposobów może być podniesienie odporności lasów gospodarczych, poprzez zwiększenie ich strukturalnego zróżnicowania.