71 proc. punktów z języka polskiego i 54 proc. z matematyki – to statystyczny wynik na sprawdzianie szóstoklasisty.
– Wynik z matematyki mnie martwi, mógłby być lepszy – mówił wprost Marcin Smolik, szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, podczas ogłoszenia wyników egzaminu. Uczniom najsłabiej poszło tworzenie strategii rozwiązywania zadań i modelowanie matematyczne – szóstoklasiści uzyskiwali za nie odpowiednio 42 i 51 proc. możliwych do zdobycia punktów. Do poprawki wciąż są też rachunki, za które uczniowie zdobyli średnio 61 proc. punktów. Podobne słabości ujawniają się na sprawdzianie od lat. Kłopoty z matematyką pokazują też badania oświatowe – nawet te prowadzone już w trzeciej klasie.
Reklama
Lepiej szóstoklasistom poszedł egzamin z języka polskiego. Za wyszukiwanie informacji zawartych w tekście uczniowie zyskiwali średnio 82 proc. punktów. Za analizę tekstów – 66 proc. W sprawdzianie z języka angielskiego najwięcej trudności sprawiło rozumienie tekstu pisanego – uczniowie uzyskali tu średnio 59 proc. punktów. Najlepiej opanowaną przez nich umiejętnością okazała się znajomość środków językowych (78 proc. punktów).

Reklama
Sprawdzian lepiej napisały dziewczynki. W języku polskim pobiły chłopców o 9 pkt proc., a w języku angielskim – o 3 pkt proc. Ale już w przypadku matematyki wynik był wyrównany. Zdecydowanie lepiej poszło dzieciom z dużych miast – w części polonistycznej miały przewagę 5 pkt, w matematycznej – 9 pkt, a ich rezultat z języka angielskiego był aż o 12 pkt proc. lepszy od pozostałych. O 8 pkt proc. z języka polskiego, 15 – z matematyki i 13 z języka angielskiego lepiej poszło uczniom prywatnych szkół.
– Przestrzegałbym przed wyciąganiem pochopnych wniosków, bo szkół prywatnych jest ledwie kilka tysięcy, zaś publicznych – kilkanaście. Tym pierwszym łatwiej więc uzyskać wysoką średnią – zwraca uwagę Smolik.
Pytanie, na które sprawdzian nie odpowiada, to czy uczniom poszło lepiej, czy gorzej niż w latach ubiegłych, a co za tym idzie – czy system edukacji zmierza ku dobremu. Pozwala on co prawda porównywać umiejętności uczniów w ramach jednego rocznika, ale pomiędzy rocznikami już nie jest porównywalny. Udowodnili to eksperci Instytutu Badań Edukacyjnych, którzy przeprowadzili projekt Porównywalne Wyniki Egzaminacyjne. Za pomocą narzędzi statystycznych sprowadzili wyniki z kolejnych lat na jedną skalę trudności. Jako rok bazowy przyjęto 2004. Okazało się, że trudność egzaminu różni się w kolejnych latach nawet o 20 proc. Najłatwiejszy arkusz jak do tej pory przygotowano w roku 2002. Najtrudniejszy – w 2009.
Na tegorocznym sprawdzianie nie wykryto przypadków ściągania czy pomagania uczniom. Centralna Komisja Egzaminacyjna i okręgowe komisje wysłały do szkół ponad 3 tys. wizytatorów, którzy nadzorowali przebieg testu.
Dla uczniów był to jednak ostatni sprawdzian szóstoklasisty. Projekt, który usuwa go ze szkolnej rzeczywistości, przeszedł już fazę konsultacji społecznych i niebawem trafi pod obrady Rady Ministrów. Co w zamian? – Szóstoklasiści, którzy skończą szkołę w przyszłym roku, we wrześniu 2017 r. napiszą diagnozę kompetencji – zapowiada wiceminister edukacji Maciej Kopeć. Diagnoza ma być podobna w formie do obecnego sprawdzianu, ale nieobowiązkowa. Arkusze mają być opracowane przez CKE. Początkowo, w ramach pilotażu, przystąpi do niej 150 szkół. Na tej bazie ma być skonstruowany model Edukacyjnej Wartości Dodanej, czyli wskaźnika, który pozwala ocenić, ile wiedzy uczniowi przybyło w szkole. Dziś opiera się on właśnie na sprawdzianie szóstoklasisty. – Z tego modelu będą mogły skorzystać pozostałe szkoły, które na jego podstawie same będą mogły przeprowadzić badanie diagnostyczne – wyjaśnia Marcin Smolik. Plan musi jeszcze zaakceptować MEN.
Likwidacja sprawdzianu ma być jedną ze zmian, które czekają polską edukację. Resort ma je ogłosić 27 czerwca podczas ogólnopolskiej konferencji w Toruniu. Jak przyznał wiceminister, debaty o egzaminach jeszcze nie było.