Polska Agencja Prasowa: Czy spodziewał się pan takiego ataku z powodu napisania podręcznika do historii?

Prof. Wojciech Roszkowski: Jestem zawsze gotów do poważnej rozmowy, dlatego poziom tych ataków trochę mnie zaskoczył. Wygląda na to, że ja poglądów nie zmieniłem, tylko wojna kulturowa przybrała na sile. Zaatakowano mnie m.in. za to, że wskazuję na deficyt demokracji i dominację Niemiec w Unii Europejskiej. No, ale o faktach dżentelmeni chyba nie dyskutują. A niektóre media próbują. Pytanie, do kogo one należą. To chyba tylko wskazuje, że narodowość kapitału w gospodarce, a zwłaszcza w mediach, ma znaczenie - czego uczeń zresztą również się dowie z mojego podręcznika.

PAP: Zarzucano panu nawet, że w swojej książce promuje pan pedofilię.

Reklama

Prof. Wojciech Roszkowski: To była perfidna manipulacja „Rzeczpospolitej” mająca na celu zdyskredytowanie podręcznika. Najlepsze w tym jest to, że cytat, do którego się przyczepiono, pochodzi właśnie z obszernego artykułu pt. „Cohn-Bendit - wieczny rewolucjonista” zamieszczonego w „Rzeczpospolitej” 9 czerwca 2007 r. Zresztą później pisały o tym dziesiątki, o ile nie setki polskich mediów, a wiele z nich teraz upublicznienie tego samego cytatu krytykuje. Obnaża to hipokryzję oraz chorobę mediów głównego nurtu w Polsce.

Reklama

Problem jednak w tym, że chodzi tu o wypowiedź ważnego do dziś polityka zachodniej lewicy, europosła od 1994 r. z ramienia Zielonych, Daniela Cohn-Bendita, który podczas rewolucji seksualnej i później otwarcie mówił o swoich fascynacjach pedofilskich, chcąc je realizować w przedszkolach i szkołach. Nie ukrywał tego, opisał to w swojej książce „Wielki bazar”, mówił na ten temat w wielu wywiadach i na wykładach. Była to wówczas akceptowana postawa w zachodnich środowiskach lewicowych. Jeśli ktoś zarzuca mi promowanie pedofilii, to albo ma złą wolę, albo nie potrafi czytać ze zrozumieniem.

Inkryminowany cytat poprzedziłem przecież uwagą, że jest symbolem „ideologicznych szaleństw lat sześćdziesiątych”. Finalnej wersji podręcznika jeszcze nie ma. Fragment cytowany przez media już od dawna wygląda nieco inaczej. Media powołują się na egzemplarze testowe podręcznika, które nie są wersją ostateczną, co wielokrotnie powtarzaliśmy. Służyły szkołom i nauczycielom do zapoznania się nie tylko z podręcznikiem, ale jeszcze bardziej z nowym przedmiotem.

PAP: W jaki sposób zmienił pan omawiany cytat?

Prof. Wojciech Roszkowski: Skróciłem cytat Cohn-Bendita o ostatnie zdania, dopisując zamiast tego, że są one zbyt drastyczne do lektury w podręczniku szkolnym. Ale dodajmy jeszcze jedną rzecz: ten podręcznik trafia do pierwszej klasy liceum, a więc młodzieży w wieku 15 czy 16 lat. Dla nich to już są tematy ważne, przemilczenie zaś również może być kłamstwem historycznym. A ci sami, którzy w mediach głównego nurtu rozdzierali szaty nad rzekomym zgorszeniem młodzieży, z zachwytem relacjonują tęczowe piątki w szkołach albo promują naukę masturbacji od przedszkola poczynając. Prawdziwe niebezpieczeństwo tkwi w hipokryzji i agresji środowisk lewackich.

PAP: Wiedza o społeczeństwie w wymiarze podstawowym została wkomponowana w HiT. Co pan o tym sądzi?

Prof. Wojciech Roszkowski: Uważam, że to jest bardzo dobre rozwiązanie, bo WoS tylko wtedy ma sens, jeżeli jest oparty na konkretnych przykładach. Mówi się np. o demokracji po wojnie, trzeba uczniom wyjaśnić, jak była ona interpretowana w różnych krajach po 1945 r., w tym to, jak była fałszowana, jak stawała się fasadą lub przykrywką dla działań dyktatorskich. Albo weźmy przykład zupełnie nowy: Rosja zarzuca Ukrainie nazizm. Otóż zadaniem HiT-u jest takie ukształtowanie młodego człowieka, żeby nie wziął on za dobrą monetę tego, co głosi propaganda kremlowska. I to nie dlatego, że tak akurat twierdzi np. nauczyciel, ale dlatego, że uczeń sam widzi, iż to historia dowodzi kłamstwa zawartego w tej propagandzie.

PAP: A czy autor podręcznika ma prawo pisać w nim swoje oceny pewnych wydarzeń?

Prof. Wojciech Roszkowski: W podręczniku szkolnym pewne rzeczy powinny być nazwane po imieniu, wyraźnie określone, nie wszystko należy poddawać dyskusji. Fakty są faktami; chodzi o to, żeby ich nie pomijać, bo akurat dla kogoś są niewygodne. Można dyskutować o jakichś decyzjach politycznych, jeżeli naprawdę dużo się wie o okolicznościach i uwarunkowaniach takich decyzji. Błędem poprzedniej reformy szkolnej, który do dziś jeszcze pokutuje, było wprowadzanie młodzieży do dyskusji bez wystarczającej wiedzy. Ktoś zarzucił mi ideologizacje nauki historii. Kolejna bzdura. Wskazuję, że ideologie są uproszczonymi wizjami świata, że historię należy rozumieć wedle zasad logiki, a jednocześnie wartościować wedle norm moralnych, na których opiera się nasza cywilizacja. HiT ma za zadanie przygotować młodego człowieka do takiego rozumienia życia publicznego.

Rozmawiała Anna Kruszyńska (PAP)