Dzisiaj maturzyści rozpoczną zdawanie egzaminu dojrzałości. A do okręgowych komisji egzaminacyjnych (OKE) już wpływają donosy na tych, którzy zamierzają oszukiwać.

– Otrzymałam informację o jednej ze szkół, której uczniowie załatwili sobie zaświadczenia lekarskie umożliwiające im częstsze wychodzenie z sali – mówi Danuta Zakrzewska, dyrektor OKE w Łodzi.

Informator zawiadomił, że warto zwrócić uwagę na toalety w tej placówce, ponieważ w nich zostały przygotowane ściągi.

– Do tej szkoły zostaną wysłani obserwatorzy, którzy będą pilnować prawidłowego przebiegu matur – zapowiada Danuta Zakrzewska.

Ustawione losowanie

Niektórzy dyrektorzy OKE przyznają, że z roku na rok donosów o nieuczciwych maturzystach jest coraz więcej.

– Dostałam np. informację, że w jednej ze szkół uczniowie już wiedzą, które miejsca zajmą, a przecież powinny być one losowane przy wchodzeniu na salę – wyjaśnia Danuta Zakrzewska.

W tych nieuczciwych praktykach biorą udział sami nauczyciele.

– Niektórzy uczniowie ściągają za ich przyzwoleniem – przyznaje Roman Dziedzic, dyrektor OKE w Jaworznie.

Podaje przykład szkoły, w której uczniowie w jednym roku uzyskali bardzo wysokie wyniki maturalne.

– Wzbudziło to nasze wątpliwości, dlatego w następnym wysłaliśmy obserwatorów. Wyniki spadły o jedną trzecią – mówi Roman Dziedzic.

Niektóre szkoły akceptują nieprawidłowości albo nawet same pomagają swoim podopiecznym, bo chcą poprawić swoje wyniki.

– Próby ściągania nie mogą umknąć uwadze osób, które uczniów pilnują. Widać przecież wzmożony ruch, niepokojące zachowania. Jeśli nauczyciel nie chce, żeby jego podopieczni ściągali, to zauważy takie sytuacje – mówi Roman Dziedzic.

Danuta Zakrzewska przyznaje, że do OKE docierały sygnały, iż w danej szkole uczniowie porozumieli się z nauczycielami. Na przykład koperty z wypełnionymi arkuszami nie są zaklejane od razu w sali egzaminacyjnej.

– Możliwe, że niektórzy nauczyciele próbują zmieniać odpowiedzi uczniów – wskazuje Danuta Zakrzewska.

O tym, że ci pierwsi przymykają oko na przypadki niesamodzielnego pisania pracy, świadczy także sposób unieważniania egzaminu.

– Mogę na palcach policzyć sytuacje, gdy praca została unieważniona z powodu ściągania na sali. Większość takich zdarzeń jest wyłapywanych dopiero przez egzaminatorów w trakcie sprawdzania prac przez komisje OKE, mimo że to znacznie bardziej skomplikowany proces niż przyłapanie maturzysty na gorącym uczynku – mówi Roman Dziedzic.

Trybunał oceni

Najbardziej kontrowersyjna sprawa unieważnienia prac maturalnych dotyczyła maturzystów z Ostrowca Świętokrzyskiego. OKE w Łodzi zakwestionowała pracę z chemii ponad 50 uczniom, ponieważ uznała, że w ich pracach znajdują się podobne odpowiedzi.

– Maturzyści powinni mieć możliwość zakwestionowania decyzji OKE. Nad komisją egzaminacyjną wyższą instancją jest obecnie tylko Bóg. Według naszego systemu prawnego jest nieomylna, jej werdykty są ostateczne. Dlatego zabiegamy o zmianę prawa – mówi Krzysztof Krełowski, rodzic jednego z maturzystów, któremu unieważniono pracę.

Sprawa o uznanie przepisów, które nie dają maturzystom takiej możliwości, za niezgodne z ustawą zasadniczą, czeka na rozpatrzenie przez Trybunał Konstytucyjny (TK) od 2013 r. Poparł ją rzecznik praw obywatelskich.

– Domagamy się też, aby maturzysta mógł wystąpić do odrębnej instytucji z wnioskiem o zbadanie prawidłowości unieważnienia pracy – mówi Krzysztof Krełowski.

Roman Dziedzic wskazuje, że już obecnie uznanie pracy przez komisję za nieważną wymaga przeprowadzenia określonej procedury i nie zależy od decyzji jednej osoby.

– Na to składają się opinie egzaminatorów, dyrektora OKE i uzgodnienia z dyrektorem Centralnej Komisji Egzaminacyjnej – wskazuje.

Po staremu

Oczywiście może się zdarzyć, że dana ocena pracy krzywdzi konkretnego ucznia. Z drugiej strony sami maturzyści też korzystają z niedopuszczalnych metod pomocy na egzaminie. Nadal zdarzają się przypadki, gdy porozumiewają się z osobami z zewnątrz, które dyktują im prawidłowe odpowiedzi.

– W internecie można znaleźć ogłoszenia osób dysponujących specjalnym sprzętem, który to umożliwia – mówi Roman Dziedzic.

– Telefonami komórkowymi uczniowie robią zdjęcia arkuszy maturalnych – podkreśla.

Nie odstrasza ich nawet to, że samo wniesienie na salę telefonu może skutkować przerwaniem pisania pracy i jej unieważnieniem.

– Nie można też wykluczyć tzw. lewych maturzystów – przyznaje.

To osoby, które już zdały egzamin, a zapisały się na kolejny test, teoretycznie po to, aby poprawić wynik, ale w praktyce w celu poznania treści egzaminu i jak najszybszego przekazania ich na zewnątrz (nie obawiają się ewentualnego niezaliczenia).

– Przepisy nie wskazują, że osoba przystępująca do matury może wyjść z sali np. dopiero po dwóch godzinach od jego rozpoczęcia. Można ją opuścić nawet po 5 minutach i z zewnątrz pomagać uczniowi, który zdaje egzamin, albo zamieścić pytania w internecie – mówi Roman Dziedzic.