Urzędnicy z ratusza w Łodzi wyliczyli, że choć jednozłotówkowe opłaty spowodują zmniejszenie dochodów budżetu o ponad 3 mln zł, to jednocześnie dotacja celowa z budżetu państwa wyniesie aż 8,7 mln zł. To oznacza, że miasto „zarobi” na tym niemal 6 mln zł. W stolicy wpływy z opłat rodziców do budżetu miasta zmniejszą się w 2013 r. o 11 mln zł. – Kwota dotacji z budżetu państwa, zarówno w 2013 r., jak i w 2014 r., będzie jednak wyższa niż spadek dochodów – przyznaje rzeczniczka urzędu miasta Katarzyna Pienkowska.

Część samorządów będzie jednak zmuszona dokładać. – Największe różnice odczują te miasta, które pobierały wysokie opłaty od rodziców w zeszłym roku – mówi Barbara Czołowska, naczelnik wydziału oświaty w Lublinie. Jej miasto akurat wyjdzie na plus, stratne za to będą m.in. Białystok i Gdańsk. W podlaskiej stolicy planowane dochody z tytułu opłat wnoszonych przez rodziców w 2013 r. zmniejszą się o ok. 4 mln zł, a dotacja wyniesie ok. 3 mln zł. W Gdańsku różnica wyniesie w tym roku 1,38 mln zł.

Sęk w tym, że większe obciążenie finansowe samorządu może się odbić na jakości opieki. Ustawa przedszkolna nie tylko wprowadza limit jednozłotowej opłaty, lecz także zakazuje pobierania pieniędzy za zajęcia dodatkowe. Ich finansowanie miałoby spaść na samorządy. Te przekonują, że nie starczy na to pieniędzy. – Niska dotacja z budżetu nie pokryje podstawowych kosztów utrzymania przedszkoli, a tym bardziej wydatków związanych z dodatkowymi zajęciami dla przedszkolaków – tłumaczy rzecznik prezydenta Gdańska Antoni Pawlak.

Część gmin, żeby wybrnąć z problemu – zdając sobie sprawę, że rodzice nie zgodzą się na pozbawienie ich pociech zajęć – mimo wszystko chce płacić. Tak będzie w Warszawie. Jednak i tu oferta placówek samorządowych będzie uboższa niż obecnie: po jednej godzinie angielskiego i zajęć ruchowych. Teraz rodzice płacili co prawda ok. 35 zł miesięcznie za taką ofertę, ale mogli wybrać taką liczbę godzin, jakiej sobie zażyczyli. Inne gminy ostrzegają, że nawet dodatkowe pieniądze nie pokryją kosztów utrzymania dziecka w przedszkolu. Miesięczny pobyt kosztuje 600–700 zł. Dotacja od państwa zgodnie z nowymi przepisami to 103 zł plus 50–60 zł od rodziców.

– Gmina i tak dokłada, więc trudno oczekiwać, że da się z tego jeszcze dodatkowo pokryć koszty nauki angielskiego – mówi Katarzyna Fiedorowicz-Razmus, rzeczniczka miasta Krakowa. W Łodzi mówią wprost, że dotacja z budżetu ma pokryć rekompensatę z tytułu wprowadzenia opłat i nie ma nic wspólnego z dodatkowymi zajęciami. Niektóre gminy zostawiają sobie czas do końca sierpnia na podjęcie ostatecznych decyzji. Wówczas odbędą się narady z dyrektorami przedszkoli.

Polska ciągle w ogonie

Z danych resortu edukacji wynika, że w roku szkolnym 2012/2013 do przedszkoli uczęszczało zaledwie 54,2 proc. wszystkich trzylatków – to zaledwie o 1 pkt proc. więcej niż w roku szkolnym 2011/2012. Plasuje nas to w ogonie Europy, jeżeli chodzi o liczbę maluchów, które rozpoczęły edukację. Z raportu „Education at a Glance 2012” przygotowanego przez OECD wynika, że w Wielkiej Brytanii, Belgii, we Francji czy w Norwegii do przedszkoli chodzi ponad 90 proc. trzylatków. Polska chce osiągnąć podobny poziom w 2016 r., jednak przy obecnym tempie nie ma na to szans. Plan może się powieść tylko pod jednym warunkiem – że sześciolatki w końcu pójdą do pierwszych klas i tym samym zwolnią miejsca w publicznych przedszkolach dla trzylatków.

Na razie jednak w niektórych województwach liczba edukowanych maluchów wręcz maleje. Tak jest np. w woj. opolskim, gdzie we wrześniu 2012 r. do przedszkoli poszło 5,5 tys. dzieci, podczas gdy rok wcześniej było ich prawie 6,2 tys. Podobnie jest w woj. zachodniopomorskim – w najmłodszych grupach w ub.r. szkolnym było o kilkaset dzieci mniej niż rok wcześniej. Negatywną tendencję zanotowała Małopolska – tu liczba dzieci w opiece przedszkolnej spadła z 18,9 tys. do 18,6 tys.