Wyższe uczelnie coraz częściej zakładają gimnazja, licea, szkoły podyplomowe i uniwersytety trzeciego wieku. Taka działalność to nie tylko dodatkowe źródło dochodów w czasach niżu demograficznego, lecz także sposób na wychowanie sobie przyszłych klientów. Strategia marketingowa „od kołyski aż po grób”, której celem jest przywiązanie do siebie klienta na całe życie, coraz bardziej upowszechnia się w polskim szkolnictwie.

Przykładem jest Wyższa Szkoła Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu, która od czterech lat prowadzi własną podstawówkę i gimnazjum Da Vinci, a w tym roku uruchomiła liceum ogólnokształcące. Obecnie do tych trzech szkół chodzi ponad 320 uczniów. Część z nich twierdzi, że będzie kontynuowała naukę w macierzystej uczelni. To dla nich naturalne, bo znają nauczycieli akademickich, którzy prowadzą lekcje, uczestniczą w dodatkowych zajęciach organizowanych na uczelni.

– Nasi uczniowie chodzą na spotkania z przedstawicielami świata sztuki, kultury, literatury – wylicza Agnieszka Lewicka, przedstawicielka szkół Da Vinci. – Chcemy, żeby nasi uczniowie mieli zapewniony wszechstronny rozwój i możliwość kontynuacji nauki.