Pandemia to czas wielu nowych inicjatyw dotyczących zdalnej edukacji oraz silnego zaangażowania w tę sferę zarówno agend rządowych czy organizacji pozarządowych, jak i firm oraz korporacji. W mediach pojawiają się też negatywne oceny niektórych aspektów zdalnej edukacji. Czy są one słuszne, a jeśli tak, to z czego wynikają problemy? Czy jest szansa na to, że dzięki obecnym trudnym doświadczeniom szkoły staną się liderami cyfrowej transformacji lub wręcz jej katalizatorem w przestrzeni publicznej? Czy raczej będzie tak, że gdy minie stan epidemii, wrócimy na utarte analogowe ścieżki? Próbie odpowiedzi na te i wiele innych pytań poświęcona była debata „Edukacja w czasach pandemii. Czy szkoły staną się liderami cyfrowej transformacji?”, zorganizowana online przez Dziennik Gazetę Prawną.

Zdalne nauczanie nie zaczęło się teraz

Medialny obraz zdalnej edukacji był na początku dość negatywny. W ciągu kolejnych tygodni wspólnej pracy nauczycieli i uczniów wiele niedoskonałości udało się wprawdzie wyeliminować, pozostały jednak problemy, które trudno rozwiązać „w boju”.

Co jest wąskim gardłem cyfrowej edukacji? Czy są to niskie kompetencje cyfrowe nauczycieli i uczniów, brak metodologii zdalnego nauczania i monitorowania postępów ucznia, mała ilość wartościowych zasobów w sieci czy może niedostatek sprzętu i szybkich łączy? Na to pytanie jako pierwszy odpowiadał Rafał Lew-Starowicz z MEN.

– Kiedy pandemia wybuchła, byliśmy na pewnym etapie tworzenia w szkołach systemu służącego również do zdalnej edukacji. Składała się na niego m.in. ogólnopolska sieć edukacyjna, w ramach której wszystkie szkoły miały być podłączone do internetu, a także doposażone w sprzęt w ramach programów rządowych, takich jak Aktywna Tablica. Rozpoczęliśmy również cykl szkoleń nauczycieli we współpracy z Ministerstwem Cyfryzacji, nie mówiąc już o e-podręcznikach, czyli projekcie, który kosztuje w sumie ponad 380 mln zł, a ma zapewnić adekwatne do podstawy programowej bezpieczne zasoby edukacyjne. Jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że pewne działania zostały podjęte wcześniej – zdalne nauczanie nie zaczęło się teraz. Ono było w szkołach realizowane po części, natomiast takiej skali, jaką widzimy obecnie, nikt oczywiście się nie spodziewał – mówił przedstawiciel MEN.

Zdaniem dyrektora Lwa-Starowicza wiąże się z tym cały szereg przeciwności, które trzeba na bieżąco przezwyciężać, związanych np. z niewystarczającą ilością sprzętu. Zdolności zaadaptowania się nauczycieli i uczniów do nowej sytuacji ocenił wysoko, wskazał jednak na zagrożenia związane ze „zmęczeniem materiału”. – Nauczyciele radzą sobie, jak potrafią. Natomiast obawiam się, że po tym procesie może nastąpić powrót do praktyk, z którymi mieliśmy do czynienia wcześniej, gdy nauczyciele korzystali z nowych technologii, ale w domu, a niekoniecznie w szkole. I może nadejść taki moment, gdy wszyscy odczują ulgę, że nie trzeba już będzie tych zdalnych lekcji prowadzić. Chcielibyśmy jednak wykorzystać szansę, którą ta sytuacja stworzyła, by pokazać, że po ten niewyczerpany zasób materiałów, także współtworzonych przez uczniów i nauczycieli, można sięgać i wspomagać się nim również w szkołach – dodał przedstawiciel MEN.

Jest szansa, by wypracować wzorce

Jak wygląda zdalna edukacja z perspektywy firmy, która zajmuje się produkcją służących do nauki cyfrowych platform? Rajmund Dziemaszkiewicz z ClickMeeting spojrzał na ten problem z dwóch stron – osoby, która rozwija narzędzia do zdalnej nauki oraz rodzica dziesięcioletniej córki. – Dostarczamy platformę do webinarów i spotkań online do wielu uczelni wyższych w Polsce oraz na świecie. Kiedy została ogłoszona konieczność realizacji nauczania zdalnego, współpracujące z nami uczelnie podjęły decyzję o przejściu w 100 proc. na tryb zajęć online i z naszych obserwacji wynika, że dla większości nie był to problem. Doskonale radzili sobie w tego typu nauczaniu wcześniej i zmiana, jaka musiała zajść, w ich przypadku była tylko kwestią skali.

Z naszych obserwacji wynika, że szkoły podstawowe w znacznie mniejszym stopniu korzystają z tego typu rozwiązań, co zapewne wynika z ich ograniczeń budżetowych, dlatego bardzo często korzystają z platform i narzędzi, które są dostępne za darmo.

– Obserwuję również sytuację w szkole mojej córki i widzę, że główne narzędzia, które są wykorzystywane podczas zdalnej pracy z dziećmi, to e-mail i dziennik elektroniczny i to rodzice są proszeni o przerabianie przysyłanego materiału. Nie mam jednak do nikogo pretensji: wszystkich nas ta sytuacja zaskoczyła i nauczyciele zaczęli po prostu korzystać z tych narzędzi, które są im dobrze znane – mówił przedstawiciel firmy ClickMeeting.

Zaznaczył, że jeśli w szkole nie było nawyku korzystania z platform do webinarów czy spotkań online, to nauczycielom trudno byłoby sięgnąć z marszu do tego typu rozwiązań. Sytuacja ewoluuje jednak w szybkim tempie. – Po trzech tygodniach nauczania w trybie zdalnym niektórzy nauczyciele zaczynają wykorzystywać zewnętrzne narzędzia do wideokonferencji i dzięki temu nauka na odległość zaczyna być coraz bardziej usystematyzowana. Nie jesteśmy jednak świadkami rewolucji, a raczej ewolucji w dochodzeniu do tego, jak nasza edukacja mogłaby wyglądać w przyszłości. Jeśli ta sytuacja potrwa dłużej, będziemy zmuszeni, by bardziej systemowo podejść do nauczania online i wspólnie wypracować efektywne sposoby działania w tej dziedzinie. Myślę, że właśnie pojawiła się duża szansa, by próbować wypracować wzorce i promować je w instytucjach, które do tej pory nie miały okazji realizować nauki zdalnej na szeroką skalę. Jest tu bardzo dużo do zrobienia – dodał Rajmund Dziemaszkiewicz.

Trzy najważniejsze problemy

Z rozwojem edukacji cyfrowej wiąże się też konieczność stworzenia odpowiedniej infrastruktury do nauki zdalnej. Do tego problemu odniosła się Justyna Jasiewicz z Ministerstwa Cyfryzacji, wskazując również problemy, które ten proces napotkał. Jej zdaniem pierwszym wąskim gardłem były niewystarczające kompetencje cyfrowe niektórych nauczycieli, co groziło wykluczeniem z procesu edukacyjnego dużej liczby uczniów. Dlatego działania ministerstwa skupiły się w pierwszej kolejności na tym problemie.

– Przez ostatnie lata Ministerstwo Cyfryzacji budowało Ogólnopolską Sieć Edukacyjną, podłączając kolejne szkoły do internetu szerokopasmowego oraz wyposażając placówki w sprzęt i pracownie multimedialne. W sytuacji epidemii, gdy szkoły są zamknięte i prowadzona jest edukacja zdalna, przydatność tych rozwiązań jest oczywiście ograniczona. Dlatego w obecnej sytuacji za kluczowe uznaliśmy wsparcie tych osób – nauczycieli i uczniów – którzy w początkowej fazie nauki online rzeczywiście mieli trudności. Przygotowaliśmy dla nich poradnik, z jakich narzędzi mogą korzystać, w czym wsparły nas różne organizacje i firmy. Kolejna rzecz to przekierowanie nauczycieli do zasobów edukacyjnych. Głównym jest platforma e-podręczniki, jednak w sieci mamy ogromną liczbę materiałów, które nauczyciele mogą wykorzystywać. W pierwszych dniach zawieszenia nauki w szkołach uruchomiliśmy serwis gov.pl/zdalnelekcje siłami zespołu NASK i naszego zespołu z portalu gov.pl oraz w porozumieniu z MEN. Został on bardzo dobrze przyjęty. Zorganizowaliśmy treści w taki sposób, by były one łatwo przyswajalne dla tych nauczycieli, którzy mają nie najwyższe umiejętności cyfrowe. Z jednej strony grupowaliśmy je zgodnie z przedmiotami, z drugiej zaproponowaliśmy coś, co nazwaliśmy planami lekcji czy zestawy treści na każdy dzień tygodnia, rozłożone proporcjonalnie do podstawy programowej – mówiła przedstawicielka Ministerstwa Cyfryzacji.

– Drugi problem to niewystarczająca liczba sprzętu w domach uczniów. 3–4 proc. gospodarstw domowych nie ma w ogóle komputerów i internetu, natomiast odsetek tych, gdzie jest niewystarczająco dużo sprzętu, jest wyższy. Uruchomiliśmy więc 186 mln zł z Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa na sprzęt, o który mogą występować gminy mające najlepszą wiedzę, jakie rodziny są w potrzebie. Prawie 2 tys. gmin już złożyło wnioski i może realizować zakupy, nie czekając na wsparcie. Trzecia rzecz to sposób prowadzenia zajęć. Właściwym kierunkiem byłoby ujednolicenie stosowanych przez nauczycieli rozwiązań tak, aby uczniowie z różnych szkół i klas mogli pracować w sposób możliwie do siebie zbliżony – dodała Justyna Jasiewicz.

Polska w topie cyfrowej edukacji

Nieco inne spojrzenie na temat cyfrowej transformacji polskich szkół przedstawił dyrektor FRSE Paweł Poszytek. Odniósł się on do europejskiego programu eTwinning, w którym polskie szkoły zajmują bardzo wysoką pozycję. – Jeśli chodzi o Unię Europejską to statystyki pokazują wyraźnie, że Polska jest w topie cyfrowej edukacji, razem z Włochami. Dotyczy to programu eTwinning, w którym szkoły z różnych krajów realizują wspólne projekty, ale nie za pomocą mobilności uczniów, jak w programie Erasmus, tylko przy użyciu nowoczesnych technologii, czyli mobilności cyfrowej. Na 600 tys. nauczycieli w Polsce ponad 70 tys. jest zarejestrowanych w programie, co przekłada się na 18 tys. szkół i ponad 32 tys. projektów zrealizowanych w ciągu 15 lat – mówił przedstawiciel FRSE. Jak zaznaczył Paweł Poszytek, zrealizowanie projektu edukacyjnego na odległość wymaga również nieco innych umiejętności niż przeprowadzenie zdalnej lekcji. Program eTwinning również dostarcza narzędzi internetowych, by takie projekty realizować i dzielić się nimi. – Zakładam, że poza etweeningowcami jest też duża grupa nauczycieli, którzy takie doświadczenia posiadają. Ta skala mówi nam, że nie mamy tu do czynienia z rewolucją, a obecna sytuacja tylko przyspieszy czy też uwydatni pewne procesy, które toczą się już od dawna. Ewolucja cyfrowa odbywa się w polskiej szkole od lat, za pomocą różnych narzędzi oraz doświadczeń, i pytanie jest tylko, czy mamy już do czynienia z pewną „masą krytyczną”, czy jeszcze nie. Nie chcę być hurraoptymistą, ale uważam, że polscy nauczyciele są do takich zmian dobrze przygotowani. Mamy też narzędzia i akurat teraz jest czas, aby z nich korzystać – dodał przedstawiciel FRSE.

Inspirować i ciągnąć w górę

Obraz przedstawiony przez Pawła Poszytka wzbudził jednak refleksję, że w Polsce istnieje duży dystans pomiędzy liderami e-nauki a placówkami, które radzą sobie słabo. Jak można go zmniejszyć? Tę kwestię naświetliła Łucja Kornaszewska-Antoniuk z fundacji Orange. – To ważne wyzwanie także na czas po pandemii, kiedy nauczyciele i uczniowie wrócą do szkół. W naszej fundacji mamy pozytywne doświadczenia z nauczycielami, którzy aktywnie wykorzystują technologie w codziennej edukacji dzieci. We wszystkich programach i inicjatywach Fundacji skierowanych do szkół szczególną uwagę przywiązujemy do kompetencji nauczycieli i wspierania ich w wykorzystaniu cyfrowych narzędzi. W ramach programów w ostatnich latach ponad 2500 nauczycieli doskonaliło swoje kompetencje cyfrowe, a ponad 1700 szkół otrzymało sprzęt. Jak podkreśliła, nauczyciele, którzy dotychczas aktywnie wykorzystywali technologie, teraz inspirują i „ciągną w górę” tych, którzy ze względu na stosunek do technologii, wiek czy nawet zamożność regionu, w którym pracują, w mniejszym stopniu z takich rozwiązań korzystali. – Z kolei w programie MegaMisja, w którym uczestniczą nauczyciele ze świetlic szkolnych, widzimy proces zmiany, gdy uczą się oni nowych technologii razem z dziećmi i wykorzystują je w procesie edukacyjnym. Myślę, że w obecnej sytuacji kluczowe jest zapewnienie wsparcia tym, którzy nie do końca czują się pewnie. Dlatego realizujemy we współpracy z MEN (ze środków Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa) projekt Lekcja: Enter, skierowany do 75 tys. takich nauczycieli – mówiła przedstawicielka Fundacji Orange.

Łucja Kornaszewska-Antoniuk zwróciła też uwagę, że czym innym jest wykorzystywanie technologii podczas regularnych lekcji w szkole, a czym innym codzienna, zdalna nauka uczniów w domach. Ważnym wyzwaniem jest tu kwestia sprzętu, którym dysponują uczniowie, dostępu do internetu oraz umiejętności nauczycieli do prowadzenia zdalnych lekcji. – Wiele dzieci z konieczności wykorzystuje do nauki swój sprzęt mobilny, czyli smartfony, które przed czasem epidemii w wielu szkołach były zakazane. Ci nauczyciele, którzy w czasie lekcji aktywnie korzystali ze sprzętu również przynoszonego przez uczniów i zachęcali do jego twórczego zastosowania, są teraz w lepszej sytuacji. Wiemy z badań, że ogromna część młodych ludzi korzysta z internetu głównie przez smartfony, używa go do komunikacji, przeglądania zasobów sieci czy oglądania filmów. Jestem przekonana, że w obecnej sytuacji coraz większa liczba urządzeń mobilnych uczniów będzie wykorzystywana również do edukacji – dodała przedstawicielka Fundacji Orange.

Oprzeć się na sprawdzonych rozwiązaniach

Na znaczenie wykorzystania kompetencji prywatnych firm przez publiczny sektor edukacji zwrócił uwagę Wojciech Sak z firmy VULCAN. Ma to znaczenie nie tylko w kontekście epidemii, lecz także szeroko rozumianej budowy społeczeństwa i gospodarki opartych na wiedzy. Jego zdaniem niezbędne jest nadanie edukacji rangi strategicznej. – Gdybyśmy chcieli  strategicznie spojrzeć na edukację, od przedszkola do końca uczelni wyższej, to powinniśmy stworzyć długoletnią wizję i plan, niezależnie od opcji politycznej czy rządu. Wszystkie działania i inicjatywy wspomniane przez przedstawicieli ministerstw są bardzo cenne, jednak dołożyłbym do tego długoterminowe spojrzenie, by edukacja nie rozwijała się „od akcji do akcji”. Konieczne jest także zaangażowanie w proces wszystkich podmiotów, w tym setek firm, które od lat specjalizują się w rynku edukacyjnym. VULCAN od 35 lat pracuje ze szkołami i samorządami w każdym praktycznie aspekcie funkcjonowania oświaty, więc tego typu strategia powinna być niewątpliwie ustalana wspólnie – mówił.

Wojciech Sak wiceprezes zarządu firmy Vulcan

Wojciech Sak wiceprezes zarządu firmy Vulcan

źródło: Materiały Prasowe

Wojciech Sak zauważył, że cyfrowa ewolucja oświaty powoduje także zmianę tradycyjnego postrzegania edukacji i funkcjonowania szkoły. Jeszcze kilka lat temu wszystkie jej aspekty kojarzono z MEN i samorządami. Dziś w ten proces zaangażowanych jest znacznie więcej podmiotów. – Trzeba na to patrzeć wielowątkowo w oparciu o zaufanie i rzeczywiste partnerstwo publiczno-prywatne. Bazujmy na tym, co jest dobre, sprawdzone i rozwijajmy to w kierunkach, których byśmy sobie wszyscy życzyli. Jeżeli mówimy o platformach i systemach, to rozwiązania takie jak dziennik elektroniczny czy systemy rekrutacji i wspierania sekretariatów szkół zawierają już wszystkie dane potrzebne do zdalnego funkcjonowania placówek. Są tam struktury klas, nauczyciele, plany lekcji oraz listy uczniów razem z adresami e-mailowymi. Wystarczy je po prostu zintegrować z innymi platformami, by stworzyć cyfrowy ekosystem nauczania. Jest pięć obszarów, które powinny być wzięte pod uwagę w takim długofalowym planowaniu: treści edukacyjne, zintegrowane platformy i systemy, wyposażenie, cyberbezpieczeństwo oraz umiejętności zarówno nauczycielskie, jak i uczniowskie, tak aby wszystkie te elementy wpasowane zostały w proces dydaktyczny. Ale to musi być oparte na tym, co już dobrze funkcjonuje – dodał przedstawiciel firmy VULCAN.

Nauczyciel nie musi wiedzieć wszystkiego

Jak istotne przy wspieraniu edukacji, nie tylko w czasie epidemii, jest partnerstwo publiczno-prywatne, mówiła Anna Czacharowska-Rybkowska z Cisco Systems. – Od 20 lat funkcjonujemy w takim partnerstwie ze szkołami, uczelniami  i instytucjami edukacyjnymi w ramach Cisco Networking Academy, oferując stale aktualizowane, multimedialne materiały edukacyjne dostępne na platformie netacad.com. Widzimy, że te instytucje, które korzystają z nich od lat, przechodzą transformację w sposób bardzo naturalny. Jednakże mamy do czynienia z nauczycielami ze szkół podstawowych, które zakazywały często korzystania z jakichkolwiek narzędzi elektronicznych, łącznie z telefonami, i gdzie często brakuje zarówno technologii, jak i kompetencji cyfrowych pozwalających prowadzić zdalne nauczanie. Naszą odpowiedzią jest program Webex Dla Nauczyciela, który uruchomiliśmy dwa tygodnie temu. Obecnie ponad 500 wolontariuszy z firm Cisco i IBM wspiera szkoły, które chciałyby włączyć zdalne nauczanie do procesu edukacyjnego. W ramach programu pomagamy nauczycielom w wykorzystaniu pełni możliwości, jakie daje oferowana bezpłatnie platforma wideokonferencyjna Cisco Webex – mówiła przedstawicielka Cisco Systems.

Anna Czacharowska-Rybkowska wyraziła też nadzieję, że obecna sytuacja będzie impulsem do przedefiniowania edukacji. – Nauczyciel nie musi być dzisiaj tym, który wie wszystko, może być mentorem, partnerem ucznia. Potrzebne są też dyskusje na temat elastyczności czasu pracy nauczycieli, a być może również odejścia od ortodoksyjnego traktowania podstawy programowej. W momencie, gdy mamy tak duże bogactwo narzędzi i treści łatwych do wdrożenia w procesie zdalnego nauczania, są oni często ograniczani podstawą. Jeśli mowa o partnerstwie publiczno-prywatnym, oczywiście bardzo wiele jest tu do zrobienia. Zwłaszcza w kontekście otwartości instytucji publicznych na zaangażowanie firm w edukację. Myślę też, że kluczowym elementem będzie ta rzeczywistość ekonomiczna, którą zastaniemy po koronawirusie. To ona będzie miała wpływ na decyzje o finansowaniu edukacji – dodała.

Trzeba zmienić politykę i strategię

Cecylia Szymańska-Ban zwróciła uwagę, że sytuacja związana z pandemią jest tym momentem, w którym łatwo jest rozpoznać, jakie rozwiązania informatyczne działają, wspierają szkołę, nauczycieli i uczniów w nauce i komunikacji, a jakie nie zdają egzaminu. Koronawirus jest więc swego rodzaju testem dla cyfrowej edukacji i impulsem do wypracowania rozwiązań i modeli nauki zdalnej, ale także sensownego wykorzystywania technologii w szkole już po pandemii. – Ograniczenia jakie na nas wymusiła pandemia postrzegam jako szanse rozwojową dla polskich szkół.
Na masową skalę wszyscy, zarówno nauczyciele, uczniowie i ich rodzice przechodzą kurs bardzo szybkiej nauki wykorzystywania narzędzi informatycznych w szkole i pracy, nie powinniśmy tego marnować! – stwierdziła – Stanęliśmy wobec ogromnego wyzwania, jakim jest zdalne nauczanie i uczenie się. Trudno powiedzieć, że szkoły były przygotowane do takiej pracy, zarówno technicznie, jak i merytorycznie. Dotychczas nauczyciele wykorzystywali technologię do komunikacji, pracy w wirtualnych zespołach, starając się trochę „odmiejscowić szkołę”, a nie do pracy typowo zdalnej. Od momentu zamknięcia szkół i przeniesienia nauczania do internetu liczba aktywnych użytkowników edukacyjnych naszej najpopularniejszej aplikacji Teams wzrosła do 1 mln! Pokazuje to skalę potrzeb, ale także potencjał nauczycieli i uczniów oraz możliwości technologii. Nastąpiło dynamiczne przestawienie i przełamanie stosunku do wykorzystania technologii w nauczaniu oraz ogromna zmiana mentalna wśród nauczycieli, co jest bardzo budujące! Nauczyciele, którzy dotychczas byli sceptyczni, dzisiaj uczą zdalnie, rozwijają swoje umiejętności i kompetencje cyfrowe, wprowadzają nowe modele nauczania, zupełnie odmienne od tych tradycyjnych. Na dzisiaj wyzwaniem dla mnie jest utrzymanie entuzjazmu i podejścia nauczycieli do wykorzystywania technologii w codziennej pracy, wzmocnienie adopcji technologii w szkole, wykorzystania jej zalet i możliwości jako narzędzia – szczególnie po powrocie do normalności i szkoły – mówiła przedstawicielka Microsoftu.

Cecylia Szymańska-Ban zwróciła też uwagę na sukces jednostek samorządu terytorialnego, które w swoich strategiach rozwoju miasta lub regionu umiejscowiły wysoko edukację oraz wdrożyły lokalne platformy edukacyjne wraz z zestandaryzowanymi narzędziami do komunikacji i pracy zdalnej. W obliczu pandemii szkoły korzystające z takich platform szybko przestawiły się na pracę w innym środowisku bez straty czasu na implementację rozwiązań informatycznych i szkolenia nauczycieli. Jej zdaniem skala zestandaryzowanych rozwiązań na poziomie miasta, które ułatwiają pracę, szkolenie, dzielenie się wiedzą, uczenie nawzajem od siebie, budowanie wspólnej biblioteki zasobów, komunikację i współpracę będzie w kolejnych latach rosła. – Masowy trend zdalnej nauki przyczynia się do zmiany i rozszerzenia oferty edukacyjnej uczelni. Coraz więcej kierunków studiów będzie realizowanych zdalnie, pozwoli to studentom na studiowanie z dowolnego miejsca na Ziemi i na dowolnych uczelniach. Trend ten będzie się wzmacniał również na poziomie edukacji niższej. Ogromnie wzrosła świadomość danych osobowych i tego, jak nimi zarządzać. Szkoły coraz częściej, wybierając rozwiązania informatyczne, dbają o to, aby spełniały wymagania RODO – co mnie ogromnie cieszy. Wierzę, że można utrzymać adopcję technologii w szkołach, wymaga to modyfikacji polityki i strategii na poziomie centralnym i regionalnym w zakresie rekomendacji i wdrażania platform edukacyjnych, programów szkoleniowych dla nauczycieli odpowiadających na rzeczywiste potrzeby i wyzwania, wyposażenia w sprzęt komputerowy – może warto wrócić do starego pomysłu „komputer służbowy dla każdego nauczyciela”? – stwierdziła przedstawicielka Microsoftu.

Debatę prowadził i opracował Andrzej Fedorowicz
Cała debata na stronie https://www.gazetaprawna.pl/konferencje/debaty/

PARTNERZY