Pod wpływem uwag środowiska akademickiego Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zwiększa maksymalną liczbę punktów ECTS możliwą do uzyskania w trybie e-learningowym.
Przygotowane przez resort nauki rozporządzenie w sprawie studiów wywołało spore poruszenie wśród akademików. Chodziło przede wszystkim o zapis określający liczbę punktów ECTS, jaką można uzyskać w ramach kształcenia online. W projekcie zapisano bowiem, że nie może być ona większa niż 30 proc. łącznej liczby tych punktów, koniecznej do ukończenia studiów na danym poziomie (obecnie przepisy mówią o maksymalnie 60 proc. ogólnej liczby godzin zajęć dydaktycznych określonych w programach kształcenia).
Jedni wskazywali, że proponowane ograniczenie liczby punktów ECTS możliwych do uzyskania w edukacji online może doprowadzić do izolacji polskich uczelni i zablokować rozszerzenie oferty dydaktycznej krajowych uniwersytetów za granicą. Inni zwracali uwagę, że uniemożliwi to wprowadzenie innowacji dydaktycznych. Pojawiły się też głosy, że propozycja ministerstwa spycha nasze placówki w XIX-wieczny model nauczania.
Reklama
Ostatecznie resort zdecydował o podniesieniu kontrowersyjnego limitu do 50 proc.
„Taki limit punktów ECTS możliwych do uzyskania z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość jest uzasadniony koniecznością zapewnienia bezpośredniego kontaktu studenta z nauczycielami akademickimi i innymi osobami prowadzącymi zajęcia” – wskazuje MNiSW.
– Zmiany idą w dobrym kierunku. Zwiększenie limitu do 50 proc. nie pozwala co prawda na organizację całego kierunku studiów w formie e-learningu, ale umożliwi znaczne zwiększenie oferty dydaktycznej uczelni – mówi prof. Sławomir Wiak, rektor Politechniki Łódzkiej.
Bardziej ostry w ocenach jest z kolei prof. Piotr Stec, dziekan Wydziału Prawa Uniwersytetu Opolskiego. – Utrzymaliśmy praktycznie status quo. Trudno mi jest wytłumaczyć wstrzemięźliwość resortu w tym zakresie. Tym bardziej że trend międzynarodowy zmierza w przeciwnym kierunku. Istnieją przecież studia, które można odbyć całkowicie online, zresztą prowadzone przez bardzo dobre uczelnie. Skoro MNiSW nie widzi potrzeby zmian, to jaki jest w ogóle sens reformy – ocenia.
Jego zdaniem przy dobrym e-learningu nawet 100 proc. zajęć mogłoby odbywać się w trybie online. – Osobiście pozostawiłbym większą swobodę w podejmowaniu decyzji dotyczących e-kształcenia uczelniom. Ustawa 2.0 miała gwarantować nam przecież większą autonomię – zauważa profesor.
Etap legislacyjny
Projekt po konsultacjach