statystyki

Wittenberg: Nie przesadzać z równaniem szans

autor: Anna Wittenberg02.07.2018, 08:04; Aktualizacja: 02.07.2018, 08:06
Anna Wittenberg

Anna Wittenbergźródło: DGP
autor zdjęcia: Wojtek Gorski

Nie ma czego zazdrościć politykom odpowiedzialnym za tworzenie strategii edukacyjnej. Nie dość, że muszą godzić sprzeczne interesy ogółu i jednostek, to jeszcze dobre chęci często prowadzą ich w stronę dokładnie odwrotną od zamierzonej.

Wakacje to dobry czas, żeby odetchnąć od bieżącej polityki i spojrzeć na sprawy, którymi zajmujemy się na co dzień, z dystansem. Na przykład na odmienianą przez wszystkie przypadki kwestię równania szans.

Badania pokazują, że dla osiągania szkolnych wyników ważne jest to, z kim dziecko spotyka się w klasie. Między naukowcami nie ma zgody co do skali tego efektu. Wiadomo jednak, że dzieci, które dobrze się uczą, mocno zyskują, gdy siedzą w towarzystwie równie dobrych. Jeśli towarzystwo mają przeciętne, to wprawdzie one same nie mają z tego profitów, ale za to dzięki nim podciągają się ci gorsi. Truizm? Tylko do momentu, gdy okazuje się, że gdyby zyski i straty przeliczyć na punkty, to w skali całej populacji największe zyski są wtedy, gdy słabsi i lepsi trafiają do jednej klasy. W takim układzie choć lepsi nie zyskują tyle, ile by mogli w innych warunkach, to mocno nadrabiają gorsi. To bardzo ważne odkrycie z punktu widzenia polityki edukacyjnej kraju. Pozwala bowiem zastanowić się, czego bardziej potrzebujemy: kuźni geniuszy czy ogólnie podniesionego poziomu wykształcenia.

Dotychczas stawialiśmy na to drugie. Taki był zamysł przeprowadzonej w 1999 r. reformy rządu Jerzego Buzka. Minister edukacji Mirosław Handke wprowadził do systemu szkolnego nowy typ szkół. W założeniu miały one równać szanse – po sześcioletniej szkole podstawowej uczniowie mieli przechodzić do zbiorczych gimnazjów. Szkoły miały zostać dofinansowane, miano zainwestować w dobrych nauczycieli i wyposażone pracownie. Zmiana miała też opóźnić o rok selekcję na lepszych i gorszych – do liceów, techników i zawodówek uczniowie szli po dziewięciu latach nauki, a nie – jak wcześniej – po ośmiu. Efekty było widać w międzynarodowym badaniu umiejętności PISA. W ciągu dekady wyniki Polski poprawiły się tak bardzo, że badać nasz sukces przyjeżdżali dziennikarze z całego świata. Jak pokazują szczegółowe raporty PISA, awans zawdzięczamy właśnie tym najgorszym uczniom – to ich wyniki poprawiły się najbardziej (tych najlepszych pozostawały mniej więcej bez zmian).


Pozostało jeszcze 58% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane