Osoby, które medycznie określa się jako głuche lub słabo słyszące to tak naprawdę cała paleta różnych przypadków. Głusi od urodzenia, dynastyczni (mają głuchych rodziców, przodków), z resztkami słuchu fizjologicznego, głębokim niedosłuchem czy tylko lekkim ubytkiem, który stosunkowo często dotyka osoby w podeszłym wieku. Małe środowisko społeczne, które opakowuje się w szare, jednobarwne pudełko z napisem "głusi", po otwarciu okazuje się pełne kolorowych klocków. Bo świat (nawet zupełnej) ciszy rozwija swoją własną, dumną obrazkowo-miganą kulturę.

Obcy język polski

Nie chcą być nazywani niepełnosprawnymi, bo im nie brakuje "sprawności" słyszenia, choć urzędowo otrzymują takie orzeczenia z symbolem "03-L". Są Głusi (pisane wielką literą) i są z tego dumni (ang. deaf pride). Nie potrzebują w komunikacji słuchu i języka fonicznego. Mają naturalny język miganych gestów zwany PJM - Polski Język Migowy. Jest to język naturalny, stworzony przez samych głuchych. Uczą się go w domu od głuchych rodziców, od otoczenia albo głuchych rówieśników (coraz częściej przez kontakt internetowy). Obok lubianego i używanego przez głuchych PJM istnieje też SJM, system językowo-migowy. Sztuczny język, który łączy elementy polszczyzny (z uproszczoną gramatyką i składnią) i języka migowego. Został wymyślony przez surdopedagogów zajmujących się zawodowo głuchymi, którzy potrzebowali narzędzia do komunikacji w pracy z nie(do)słyszącymi uczniami i dorosłymi. Fachowi tłumacze języka miganego bronią zalet SJM, który pozwala głuchym rozumieć teksty pisane gramatyczną polszczyzną. Głusi nie darzą jednak SJM sympatią i wolą migać "po swojemu", co z jednej strony jest dla nich naturalne i wygodne; z drugiej jednak strony - blokuje szansę zrozumienia niemal każdego tekstu napisanego w języku polskim. Codzienne życie na styku języka migowego i polszczyzny powoduje, że właściwie takie osoby można określać mianem dwujęzycznych: migają i jednocześnie lepiej lub gorzej posługują się językiem polskim. 

Szkoły i urzędy przez długie lata były dla głuchych trudnym doświadczeniem. Zmuszanie uczniów do używania sztucznego języka miganego SJM i prawie zupełna bariera w komunikacji z urzędami (gdzie nawet słyszący maj problem ze zrozumieniem sensu tekstów urzędowych). Po latach zabiegania o własne prawa przy współudziale samego środowiska głuchych uchwalono w 2011 roku ustawę o języku migowym (ustawa z dnia 19 sierpnia 2011 r. o języku migowym i innych środkach komunikowania się - link), która wprowadzała wiele ułatwień w komunikacji niesłyszących z rozmaitymi instytucjami państwa (SMS, e-mail, komunikatory internetowe, pomoc tłumacza lub osoby przybranej w urzędzie).

Aparaty i implanty

Podobnie jak świat niewidomych zmieniają nowe technologie (soczewki, oko bioniczne, itp.), świat ciszy także zmienia się pod naporem nowych narzędzi, które częściowo zastępują naturalny zmysł słuchu. Aparaty słuchowe korygują wadę słuchu podobnie jak okulary wady widzenia. W leczeniu głębokiego niedosłuchu stosuje się także wszczepiane, sztuczne implanty ślimakowe. Pierwszego zabiegu tego typu dokonał w Polsce w 1992 słynny otolaryngolog, prof. Henryk Skarżyński, który kieruje Międzynarodowym Centrum Słuchu i Mowy Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w podwarszawskich Kajetanach.

Część głuchych negatywnie odbiera implantowanych. Implant i pooperacyjna nauka rozumienia i artykułowania języka fonicznego zbliża osobę dotąd głęboko niedosłyszącą do świata „słyszaków”, czyli do obcej kultury. Wszczepienie sztucznego mikro-urządzenia jest szansą na lepsze funkcjonowanie w świecie dźwięków i języka polskiego. Jest też dużym przeżyciem.

- Tak naprawdę nadal jesteś jedna nogą w świecie głuchych, a drugą próbujesz stawiać coraz lepsze kroki w świecie słyszących – mówi Arek, głęboko niedosłyszący 28-latek z implantem.