Jeśli w drodze do stolicy skorzystamy dodatkowo z zarządzanego przez GDDKiA fragmentu A2 do Strykowa, będzie nas to razem kosztować 79 zł. Dla porównania: w Szwajcarii całoroczna opłata uprawniająca do nielimitowanych przejazdów trasami szybkiego ruchu wynosi ok. 135 zł.

Z informacji DGP wynika, że na podwyżkach na A2 się nie skończy. Kolejna będzie A4.

Wyższe opłaty mają pomóc sfinansować budowę przez AWSA (Autostrada Wielkopolska SA, w której prawie jedną czwartą udziałów ma Kulczyk Holding) trzeciego pasa na autostradowej obwodnicy Poznania. Prace mają ruszyć w 2016 r., a zakończyć się w 2017 r.

Jak wynika z naszych informacji, GDDKiA była przeciw, ale niewiele miała do powiedzenia. Umowa koncesyjna jest tak skonstruowana, że między Nowym Tomyślem a Koninem AWSA sama wyznacza wysokość stawek. Zatrzymuje potem wszystkie wpływy, w zamian biorąc na siebie całość kosztów utrzymania. Nie zmieniły się za to ceny za przejazd odcinkami A2 z Nowego Tomyśla do Świecka, mimo że tutaj koncesjonariuszem też jest AWSA. To nadal 18 zł dla samochodów osobowych i motocykli. Tutaj umowa koncesyjna jest taka, że stawki ustala minister, a koncesjonariusz od Skarbu Państwa pobiera stałą opłatę za dostępność.

– W przypadku aut ciężarowych to pierwsza podwyżka od dziewięciu lat, a inflacja w tym okresie wyniosła 26 proc. – tłumaczy Zofia Kwiatkowska, rzecznik AWSA. Do portfeli kierowców aut osobowych spółka sięga częściej. Ostatnia podwyżka była w styczniu 2014 r., a wcześniejsza – w marcu 2013 r.

Postępowanie AWSA na A2 może zachęcić do podwyżki spółkę Stalexport Autostrada Małopolska (SAM), która jest koncesjonariuszem odcinka A4 między Krakowem i Katowicami. Przedstawiciele SAM nie chcieli wprost zadeklarować, że w tym roku podwyżki nie będzie. – Zmiana wysokości opłat za przejazd na pewno nie nastąpi do końca lutego. Ewentualne decyzje o zmianie stawek będą dotyczyły późniejszego okresu – mówi DGP Rafał Czechowski, rzecznik SAM.

Nawet bez podwyżki SAM i tak ma między Krakowem i Katowicami najwyższe stawki: 29 gr za 1 km. Czyli za 62 km z Katowic do Krakowa płacimy aż 18 zł. W przypadku A4 do ostatniej podwyżki dla samochodów osobowych doszło w 2012 r. Wcześniej opłaty zostały podniesione – dla osobówek i ciężarówek w 2009 r.

Nie będzie za to zmian na A1 z Torunia do Gdańska, którego zarządcą jest GTC, która w ostatnie wakacje zasłynęła rekordowymi zatorami do bramek. Tu stawki też ustala minister transportu, a jak usłyszeliśmy w MIR, rząd nie zamierza na razie przy nich majstrować.

Najniższe stawki za przejazd obowiązują na odcinkach w zarządzie GDDKiA: z Konina do Strykowa i z Wrocławia do Gliwic. To zaledwie 10 gr/km. Koncesjonariusze przypominają jednak, że w przeciwieństwie do autostrad publicznych opłaty za przejazd odcinkiem A2 Nowy Tomyśl – Konin nie są zwolnione z VAT i nie mogą być w żaden sposób dotowane z budżetu państwa.

Do 2012 r. na autostradach GDDKiA było to 20 gr/km (podróż z Konina do Strykowa kosztowała ok. 20 zł). Obniżkę wymusiła UE, która dała część pieniędzy na budowę tej drogi. Te zasady też nie są wieczne: pięć lat. Wtedy GDDKiA będzie mogła zweryfikować wysokość opłat bez narażania się Komisji Europejskiej. Jeszcze pod koniec 2013 r. resort transportu dopuszczał zmiany w stawkach viaTOLL dla ciężarówek w okolicach 2016 r.

– Należy się liczyć ze stopniowym urealnianiem stawek o wskaźnik inflacji – zapowiadał wówczas resort. Na razie jednak Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju uspokaja. – Obecnie nie są prowadzone żadne prace dotyczące zmiany stawek viaTOLL – zapewnia Piotr Popa, rzecznik MIR.

Innego zdania są eksperci. – Powrót do stawki 20 gr/km jest bardzo prawdopodobny. W dalszej przyszłości spodziewam się też, że konieczne będzie wprowadzenie opłat na trasach ekspresowych, żeby wygenerować pieniądze na utrzymanie dróg – przewiduje Robert Chwiałkowski ze stowarzyszenia Siskom.

Łączna liczba autostrad i dróg ekspresowych w Polsce przekroczyła pod koniec ubiegłego roku 3 tys. km. Plany MIR zakładają, że do 2020 r. takich tras będziemy mieli ponad 5 tys. km. Na razie ponad 740 km szybkich tras jest objętych obowiązkiem uiszczania opłat.

Autostradowy tygiel Europa

W UE jest ponad 65 tys. km autostrad i dróg ekspresowych. Ale choć granice między krajami Wspólnoty zniknęły, od różnorodności systemów rozliczeń i stawek za przejazd może zakręcić się w głowie.

Jest grupa krajów, w których za przejazd autostradami nie trzeba płacić. Na przykład w Niemczech, gdzie sieć szybkich dróg jest jedną z najgęstszych w Europie. Gigantyczne koszty utrzymania wzięła na siebie administracja rządowa. Ale od 2016 r. autostrady w RFN będą płatne – na razie dla cudzoziemców. W Belgii też jeździmy za darmo, wyjątek stanowi tunel w okolicach Antwerpii. Podobnie jest w Holandii: pobierane są opłaty za przejazd tunelami. W Danii korzystanie z tras szybkiego ruchu jest darmowe, płatna jest za to 16-kilometrowa przeprawa Oresund łączącą Kopenhagę ze szwedzkim Malmoe. Portfela nie trzeba wyciągać za to w Finlandii i Szwecji.

W Europie popularny jest system winietowy. W Szwajcarii roczna opłata wynosi równowartość 142 zł. W Austrii winieta dla osobówki kosztuje 361 zł, a kara za jej brak to 920 zł. Dodatkowe opłaty pobierane są za przejazd tunelami i drogami wysokogórskimi.

W Polsce – w zależności od zarządcy – płacimy od 10 do 29 gr za kilometr. W Grecji za przejazd autem osobowym kilometra autostradą musimy wydać 8 eurocentów, czyli 33 gr. We Francji 9 eurocentów – 37 gr. W Hiszpanii, która w ciągu ostatnich 25 lat zbudowała imponującą sieć autostrad, na przejazd kilometra trzeba wydać ok. 41 gr. To więcej niż w Polsce. Biorąc jednak pod uwagę siłę nabywczą pieniądza np. we Francji i Włoszech, to za przeciętną pensję można przejechać kilka razy więcej kilometrów niż w Polsce.

W większości krajów metody konstruowania cenników są na tyle nieprzejrzyste, że proste porównywanie cen nie wystarcza. Na przykład w Chorwacji płacimy średnio 21 gr za każdy przejechany kilometr. Mimo to podróżowanie po chorwackich autostradach na niektórych odcinkach jest znacznie droższe niż w Polsce.