Jeszcze 15 miesięcy temu czesko-niemiecka spółka Boegl a Krysl była bohaterem mediów: zapewniła przejezdność środkowego odcinka A2 w przeddzień pierwszego gwizdka Euro 2012. Dzięki tej brawurowej szarży na A2 Lech Witecki ocalił fotel szefa GDDKiA. Żeby dotrzymać terminu – mimo zejścia z budowy Chińczyków z COVEC i upadłości polskiej spółki DSS – Boegl ściągnął na A2 z zagranicy m.in. specjalistyczne rozściełacze układające asfalt na całej szerokości jezdni, a ekipy wykonawcze zatrudnił do pracy przez 24 godziny na dobę. Spółka twierdzi, że zaciągnęła wtedy kredyty, których spłata była uzależniona od płatności ze strony GDDKiA. A te z biegiem czasu wstrzymano, na dodatek inwestor uruchamiał gwarancje bankowe Boegla.

Według naszych ustaleń w tym tygodniu dojdzie do kolejnej tury rozmów. GDDKiA chce natychmiastowego wznowienia prac. Na zakończenie budowy wykonawca potrzebuje maksymalnie półtora miesiąca, ale uzależnia decyzję od anulowania astronomicznych kar. Prezes spółki Josef Krysl napisał w liście do Lecha Witeckiego, że dochodzi do „likwidacji spółki budowlanej, która nawet kosztem strat finansowych, zamiast sporów sądowych, wolała się wywiązać z honorem z umów i ukończyć swoje budowy”.

– Jeśli egzekwowane będą kara umowna i gwarancje bankowe, to GDDKiA po raz kolejny wykaże się skrajną nielojalnością wobec wykonawców. Dałaby tym jasny sygnał innym firmom, że nie warto robić nic poza minimum zapisane w umowie. Skoro na koniec kontraktu inwestor i tak zatrzyma płatności i naliczy kary, inne spółki w sytuacji Boegla będą unikać ustępstw i schodzić z budów – twierdzi Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

GDDKiA niechętnie odpowiada na pytania dotyczące przyszłości Boegla. – Wbrew spekulacjom w branży wykonawca nie zszedł z budowy A2. Trwa analiza roszczeń złożonych przez wykonawcę. Dopiero po dokonaniu tej czynności będzie możliwość określenia ewentualnych kar dla wykonawcy – ucina Liliana Zając z GDDKiA.

Boegl już dwa razy kończył po polskich wykonawcach, którzy upadli. Budowę A2 realizował początkowo w konsorcjum z DSS, a w zakresie jego zadań była tylko budowa mostów i wiaduktów. Po ogłoszeniu upadłości przez DSS zobowiązał się do samodzielnego dokończenia budowy. Po zapewnieniu przejezdności przerzucił część ludzi i sprzętu na autostradę A1 Sójki – Kotliska, gdzie upadła spółka Poldim, czyli współkonsorcjant. I tutaj stało się to samo: Bogl zobowiązał się dokończyć w pojedynkę.

– W ramach tzw. solidarnej odpowiedzialności Boegl wziął na siebie wszystkie zobowiązania współkonsorcjantów, które dodatkowo pogorszyły sytuację spółki – mówi Tomasz Latawiec, przewodniczący Stowarzyszenia Inżynierów, Doradców i Rzeczoznawców.

A GDDKiA jest w pułapce. Z jednej strony większość odpytanych przez DGP przedstawicieli drogowej branży przyznaje, że inwestor mógłby potraktować Boegla preferencyjnie. – Z drugiej strony odpuszczenie kar może spowodować zarzut nierównego traktowania podmiotów. A łączna kwota roszczeń wykonawców wobec GDDKiA dochodzi już do 10 mld zł – usłyszeliśmy.