21 maja na stronach internetowych Rządowego Centrum Legislacji pojawił się projekt rozporządzenia ministra infrastruktury w sprawie kursu dokształcającego z bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz praktycznego szkolenia z zagrożeń w ruchu drogowym. Precyzuje on, jak ma wyglądać dodatkowy kurs i szkolenie, które każdy świeżo upieczony kierowca powinien przejść między czwartym a ósmym miesiącem od momentu uzyskania prawa jazdy. Stwierdza też, jakie dodatkowe koszty poniosą kierowcy (w sumie 300 zł), i wskazuje, że nowe regulacje wchodzą w życie 4 czerwca 2018 r. Niektóre media podchwyciły temat i już w zeszłym tygodniu ostrzegały przyszłych kierowców przed zmianami. Na razie jednak nic się nie zmienia.

Przepisy są, ale nie będą stosowane

Sęk w tym, że wspomniany kurs i szkolenie są elementami okresu próbnego dla początkujących kierowców (muszą się oni stosować do bardziej restrykcyjnych ograniczeń prędkości i podlegają surowszym karom za drogowe przewinienia). A ten – zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami przedstawicieli rządu – wejdzie w życie z dużym opóźnieniem (mówi się o przełomie lat 2019 i 2020). Albo wcale. Wszystko dlatego, że nie jest gotowa Centralna Ewidencja Kierowców (CEK) – system informatyczny, który ma obsłużyć okres próbny.

Jak więc należy rozumieć projekt Ministerstwa Infrastruktury, który miał wejść w życie 4 czerwca? Resort przekonuje, że rozporządzenie ma tylko charakter techniczny. – Przepisy te nie będą stosowane aż do chwili wydania komunikatu dot. CEK przez ministra cyfryzacji – tłumaczy Szymon Huptyś, rzecznik ministerstwa.

Wersję tę potwierdza resort cyfryzacji. Jak słyszymy, konstrukcja ustawy z 9 maja 2018 r., nowelizująca ustawę – Prawo o ruchu drogowym (Dz.U. z 2018 r. poz. 957), przewiduje wejście w życie przepisów 4 czerwca 2018 r., ale jednocześnie odracza ich stosowanie. – Tak jest w przypadku okresu próbnego. Przepisy wchodzą w życie, jednak na podstawie art. 14 nie będą stosowane do czasu wdrożenia rozwiązań technicznych. Termin wdrożenia zostanie określony w komunikacie ministra właściwego ds. informatyzacji – podaje ministerstwo.

Dowód i OC nadal trzeba wozić

Resort precyzuje też, że zmiany wejdą w życie trzy miesiące po opublikowaniu komunikatu w Biuletynie Informacji Publicznej. To samo dotyczy innej zmiany, na którą czekają kierowcy, czyli braku obowiązku wożenia ze sobą dowodu rejestracyjnego i polisy OC.

Z jednej strony rządowi decydującemu się na takie rozwiązanie przyświecała niegłupia idea, by nie deklarować kolejnych terminów ustawowych, których znów mógłby nie dotrzymać. Z drugiej jednak takie postawienie sprawy jest źródłem chaosu i niepewności. Nie wiadomo, kiedy minister opublikuje komunikat, a przecież jego wydanie diametralnie zmieni sytuację np. kandydatów na kierowców. Nagle dowiedzą się, że jeśli w ciągu trzech miesięcy nie zdobędą uprawnień, to zostaną objęci okresem próbnym. A to oznacza nie tylko surowsze traktowanie przez policję i koszt dodatkowych 300 zł, ale i konieczność zapisania się na dodatkowy kurs w wojewódzkim ośrodku ruchu drogowego (WORD) oraz praktyczne szkolenie w ośrodku doskonalenia techniki jazdy (ODTJ).

Jak słyszymy od przedstawicieli branży egzaminacyjnej, w kraju ciągle brakuje ODTJ, tak więc można się spodziewać tam sporych kolejek. Zresztą dla WORD też oznacza to większe obciążenie.

Dyrektor katowickiego WORD Roman Bańczyk stara się studzić nastroje. – Gdy okres próbny miał wejść kilka lat temu, rzeczywiście kolejki były duże, ale udało się je rozładować. Dziś mamy niż demograficzny, do tego zasady samego egzaminowania się nie zmienią, dojdą tylko nowe rzeczy. Tak więc nie przesądzałbym, że czeka nas powtórka z 2013 r. – przekonuje.

Trzeba było zrobić to inaczej

Rozwiązanie przyjęte przez rząd głośno krytykują za to samorządowcy (np. starostowie uczestniczą w procesie ubiegania się czy odbierania prawa jazdy).

– Na etapie prac legislacyjnych mieliśmy duże wątpliwości co do komunikatu jako nowej i specyficznej formy wpływania na obowiązywanie prawa. Ostatecznie rozwiązanie zaakceptowaliśmy z zastrzeżeniami. Tyle że wówczas rozważana była likwidacja pakietu „młodego kierowcy”. Ostatecznie ustawę uchwalono w nieco innym kształcie. Dlatego jestem bardzo ciekawy, jak komunikat ministra sprawdzi się w praktyce – ocenia Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich.

Przekonuje jednak, że i tak właściwie każde rozwiązanie było lepsze niż wejście w życie przepisów dotyczących CEK w sytuacji, gdy ten element systemu CEPiK 2.0 obecnie po prostu nie istnieje.

Co może się jeszcze zmienić? W zasadzie to... wszystko. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, w rządzie trwają prace nad tzw. pakietem deregulacyjnym, wskutek którego sama koncepcja okresu próbnego („pakietu młodego kierowcy”) może zostać zmodyfikowana.