statystyki

Drogo, drożej, lotnisko. Czyli na czym zarabiają porty

autor: Sylwia Czubkowska, Konrad Majszyk02.02.2017, 07:57; Aktualizacja: 02.02.2017, 09:26
Średnio jedna dziesiąta powierzchni lotnisk jest przeznaczana na sklepy. Zarówno bezcłowe drogerie, jak i kioski, kawiarnie, restauracje i kantory.

Średnio jedna dziesiąta powierzchni lotnisk jest przeznaczana na sklepy. Zarówno bezcłowe drogerie, jak i kioski, kawiarnie, restauracje i kantory.źródło: Bloomberg
autor zdjęcia: Bartek Sadowski

Najzwyklejsza kanapka za 20 zł, a do tego mała butelka wody za 8 zł – tak zarabia się na pasażerach, gdy zyski z podstawowej działalności stanowią coraz mniejszy procent dochodów.

Średnio jedna dziesiąta powierzchni lotnisk jest przeznaczana na sklepy. Zarówno bezcłowe drogerie, jak i kioski, kawiarnie, restauracje i kantory. Owszem, te lotniskowe centra handlowe jeszcze nie osiągają rozmiarów tradycyjnych w mieście. Jednak ich działalność dla lotnisk nabiera strategicznego charakteru. Opłaty lotniskowe, które tradycyjnie stanowiły główne źródło przychodów portów lotniczych, są ściśle regulowane. Co więcej, ostra konkurencja o przewoźników powoduje obniżanie stawek. Źródłem zarobku stają się więc... pasażerowie wydający pieniądze na lotnisku. Najwięcej sklepów, restauracji i innych punktów handlowych (łącznie 61) jest na Lotnisku Chopina. Grzegorz Michorek, dyrektor handlowy PPL, w rozmowie z nami podaje, że w przypadku Warszawy zarobki z tej działalności to już powyżej 30 proc. całych przychodów: – Rozwój tej części naszego biznesu jest dla nas niezwykle istotny – zapewnia.

Ale to i tak nie jest rekord. Na lotnisku w Poznaniu takie przychody stanowią już 44 proc. A jak podaje nam Monika Półtorzycka-Jon, rzeczniczka portu we Wrocławiu, tam ten wynik to aż 47,5 proc: – To kwota ok. 30 mln zł i składają się na nią również przychody z parkingów, najmu powierzchni biurowej – mówi rzeczniczka.

I stąd właśnie tak wyśrubowane ceny wody, posiłków i wysokie spready w kantorach. Z podobnym zjawiskiem uhandlowienia portów lotniczych, i to w punkty o wysokich cenach, mamy też do czynienia na świecie, tyle że tam jest jednak większa konkurencja sprzedawców. U nas, owszem, punkty handlowe i gastronomiczne na lotniskach prowadzi wiele firm, ale pod względem obsługi największych sklepów oraz głównych restauracji rynek podzieliły między siebie cztery sieci: polskie Baltona i Keraniss, francuski Lagardere i niemiecki Gebr. Heinemann.

I właśnie kwestia tego, czy ten podział nie ma wpływu na ceny wody, podlega kontroli UOKiK. – Nie planujemy badać cen innych produktów. Nasze wystąpienie dotyczące wody było spowodowane przede wszystkim tym, że chodzi o podstawowy produkt, którego brak może w skrajnych przypadkach zagrażać życiu lub zdrowiu pasażerów. Z jednej strony mamy bowiem obostrzenia związane z bezpieczeństwem i zakazem wnoszenia własnej wody, z drugiej z wysokimi cenami dyktowanymi przez sklepy na lotniskach. Podobne działania podjęła już kilka miesięcy temu KE, urealniając na niektórych europejskich lotniskach cenę wody do jednego euro. Również my postanowiliśmy przeanalizować sprawę – tłumaczy nam Maciej Chmielowski z biura prasowego UOKiK.

Kontrola UOKiK w sprawie wysokości cen wody na Lotnisku Chopina w Warszawie wciąż trwa. Równolegle na wniosek NBP UOKiK wszczął też postępowania przeciwko dwóm przedsiębiorcom prowadzącym kantory sprzedaży walut w ramach sieci Interchange i Money Exchange, także często działających na lotniskach. W przypadku wody sprawdzane jest, czy nie doszło do zmowy cenowej najemców. W stosunku do kantorów kontrolowany jest sposób pokazywania cen walut, który, jak wynika ze skarg klientów, może wprowadzać w błąd, bo na tablicy informacyjnej z wykazem kursów kupna i sprzedaży walut kursy umieszczano w odwrotnej kolejności. Problemem jest też spread osiągający często astronomiczną wartość.

Jedno jest pewne: ceny na lotniskach budzą coraz większe kontrowersje. Narzekania na to, ile trzeba na nich zapłacić za jedzenie, wodę, ale także waluty to problem nie tylko polski. W sprawie uregulowania wygórowanych cen wody na lotniskach interweniowała Unia Europejska. Słoweńska komisarz ds. transportu Violeta Bulc już w 2015 r. zaproponowała, aby cena półlitrowej butelki kosztowała symboliczne 1 euro. Do tej pory negocjowała ze 126 portami lotniczymi w tej sprawie, które zgodziły się na obniżenie cen.

Polskie porty twierdzą, że zastosowały się do tej zasady i wodę w strefie lotu można kupić już od 3,5–4 zł. – W trzech punktach handlowych dzięki współpracy z naszym partnerem (dwa punkty zlokalizowane w strefie Schengen oraz punkt zlokalizowany w strefie Non Schengen) pasażer ma możliwość zakupu wody w cenie 4,50 zł – tłumaczy Cezary Pytlos, p.o. rzecznik prasowy tego portu. I dodaje: – Z kolei w zakresie polityki ustalania spreadów w punktach kantorowych, z jednym z naszych partnerów, który prowadzi działalność kantorową w kilku punktach na terenie Lotniska Chopina w Warszawie, udało ustalić się granicę ich wysokości.


Pozostało jeszcze 30% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie