Poinformował, że KE przyjęła specjalną strategię, która ma zostać zrealizowana do końca 2016 r. Przede wszystkim chodzi o lepszy dostęp do usług cyfrowych (w tym e-administracji) oraz ujednolicenie zasad prowadzenia działalności telekomunikacyjnej i internetowej. Bruksela zaczęła od przeglądu przepisów dotyczących transgranicznego handlu internetowego, co w dużym uproszczeniu ma doprowadzić do tego, że będziemy mogli kupować w sieci usługi i towary zastrzeżone do tej pory wyłącznie dla mieszkańców jakiegoś kraju bądź regionu. Takie ograniczenia wprowadzają często sami producenci. Łatwiejsze i tańsze ma być także przesyłanie paczek z towarami zakupionymi w e-sklepach.

Obywatele krajów Beneluksu od lat żyją transgranicznie. W jednym kraju mieszkają, w innym pracują, a w jeszcze innym robią codzienne zakupy. Ale gdy chodzi o korzystanie z telefonów komórkowych, tak łatwo już nie mają. Gdy jeszcze w 2010 r. połączenia w roamingu były skandalicznie drogie i każda minuta międzynarodowej rozmowy kosztowała ponad euro, praktyczni Belgowie czy Luksemburczycy po prostu wozili w samochodzie po kilka telefonów komórkowych. W zależności od tego, gdzie się akurat znajdowali, korzystali z jednego z nich. A że zimy bywają tam niemal tak srogie jak w Polsce, aparaty pozostawione w schowkach aut często zamarzały. Mówiło się wtedy o syndromie zamrożonych komórek.

Anegdotę tę opowiedział mi ekspert rynku telekomunikacyjnego Tomasz Kulisiewicz, gdy zapytałem go o sukcesy realizowanej przez Komisję Europejską agendy cyfrowej. Dokument powstał w maju 2010 r. i był następcą strategii lizbońskiej, która miała sprawić, że obszar UE prześcignąłby pod względem innowacyjności i nowych technologii USA oraz Koreę Południową, uznawane za liderów w tym zakresie. Jak wiadomo, plany te zakończyły się fiaskiem. Głównie dlatego, że oprócz pustych deklaracji politycznych strategia nie zawierała instrumentów, wskaźników czy aktów prawnych, które można by do tego wykorzystać.

Umiarkowanym sukcesem twórców agendy jest częściowe uregulowanie roamingu. Stawki pobierane od klientów sieci korzystających ze smartfonów za granicą nie są już złodziejskie, chociaż nadal jest tutaj sporo do zrobienia, bo za granicą za rozmowy płacimy znacznie drożej niż w kraju. Dzięki Brukseli opłaty te spadły jednak z 70 eurocentów za minutę połączenia w 2012 r. do 20 eurocentów w lipcu 2014 r. Jeśli KE dotrzyma słowa i zniesie roaming, za granicą będziemy używać telefonów tak samo jak w kraju, nie martwiąc się o wysokość rachunku.

Pierwsi zauważą zmiany właśnie mieszkańcy krajów Beneluksu, bowiem wczoraj regulatorzy rynków w Belgii i Luksemburgu zawarli porozumienie umożliwiające logowanie się kart SIM do sieci komórkowych tak, jakby użytkownik nie opuścił swojego kraju. Dzięki temu tamtejsi operatorzy będą mogli świadczyć usługi na terytorium obu krajów, omijając opłaty roamingowe.

W agendzie cyfrowej zapisano, że każdy Europejczyk ma mieć do 2013 r. dostęp do szerokopasmowego internetu. W Polsce to się nie udało. Teraz będzie jeszcze trudniej, bo politycy założyli wówczas, że do 2020 r. wszyscy mamy mieć dostęp do łączy o prędkości co najmniej 30 Mb/s, a połowa z nas nawet do ultraszybkiego internetu 100 Mb/s. Dziś średnia prędkość internetu w Polsce to 10 Mb/s, a do łączy 30 Mb/s ma dostęp tylko nieco ponad 44 proc. gospodarstw domowych. Gdyby nie rozkwit mobilnego internetu i LTE, byłoby jeszcze gorzej. Zaledwie 60 proc. gospodarstw domowych ma stacjonarne połączenie z internetem – pod tym względem zajmujemy 23. miejsce w UE.

Trzeba przyznać, że Bruksela zaangażowała znacznie siły i środki, aby przynajmniej przybliżyć nas do tego efektu. Tylko w Polsce na dostęp do internetu w latach 2007–2015 wydano ponad 1 mld euro, a w kolejnych zamierza się na to przeznaczyć kolejne 2,2 mld euro. Kraje takie jak Litwa, Łotwa czy Estonia skorzystały ze swojej szansy i dokonały znaczących zmian, podłączając do mieszkań światłowód, dzięki czemu mają jedną z największych penetracji FTTH (Fiber to the Home) w regionie. Czy my także skorzystamy z szansy, jaką dają nam fundusze UE na lata 2014–2020? Oby – to ostatni raz, gdy Polska otrzymuje z unijnej kasy tak duże środki.