statystyki

Ogródki działkowe: Donosy, zastraszanie, wyzwiska, publiczne pranie brudów

autor: Tomasz Żółciak27.12.2013, 07:43; Aktualizacja: 27.12.2013, 08:33
  • Wyślij
  • Drukuj
Stawka jest ogromna: to 43 tys. ha wartych miliardy złotych terenów, na których funkcjonuje 4,6 tys. ogrodów.

Stawka jest ogromna: to 43 tys. ha wartych miliardy złotych terenów, na których funkcjonuje 4,6 tys. ogrodów.źródło: ShutterStock

To nie rzeczywistość więzienna, ale wydarzenia ostatnich miesięcy w rodzinnych ogrodach działkowych. Choć wydaje się, że wszyscy działkowcy walczą o to samo – altany oraz kawalątek ziemi – to im bliżej kompromisu z rządem, tym bardziej zaostrza się rywalizacja między działkowymi frakcjami



Jedyne, na czym mi zależy, to spokój. Chcę przyjeżdżać do swojego domku i pielić grządki. Nic mnie nie obchodzą wojny na górze, byleby nikt mi niczego nie odebrał – mówi nam właścicielka altany w jednym z ROD-ów w Bielsku-Białej. Nie chce się przedstawiać, tłumaczy, że ma „dość problemów na głowie”. Podobnie jak ona myśli większość z miliona działkowców. Nie da się jednak nie wyczuć atmosfery napięcia w pozornie spokojnych ogrodach.

– Kupiła już pani kalendarz na przyszły rok? – pytam.

– Oczywiście. Nawet na czerwono zaznaczyłam 21 stycznia 2014 r. – śmieje się moja rozmówczyni.

Miliardy ukryte w ogrodach

Do tego dnia, zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, muszą wejść w życie nowe regulacje w sprawie działek. W lipcu 2012 r. TK zakwestionował wywodzące się jeszcze z PRL przepisy, na mocy których Polski Związek Działkowców miał monopol na reprezentowanie wszystkich działkowców. Po wyroku zaczęły się prace nad nowymi regulacjami – podstawą był firmowany przez PZD obywatelski projekt ustawy, który w założeniu twórców „ocali polskie działki”. Podpisy pod nim złożyło ponad 924 tys. osób. W ubiegłym tygodniu zaakceptował go prezydent, choć coraz mocniej przebijały się opinie rosnącej grupy działkowych dysydentów, niezadowolonych z dotychczasowych rządów związku i wypracowanego kompromisu.

Stawka jest ogromna – 43 tys. ha wartych miliardy złotych terenów, na których funkcjonuje 4,6 tys. ogrodów. Nic dziwnego, że każdy ma coś do ugrania. Niechętni PZD działkowcy chcą zachować prawo do działek i uniezależnić się od centrali. Wielu z nich na działkach najchętniej by również zamieszkało na stałe, jednak nie pozwalają na to czekające na zatwierdzenie prezydenta przepisy. Z kolei PZD, mimo złamania monopolu, walczy o zachowanie jak największych wpływów. Tylko roczne dochody wyniosły w 2011 r. 54,7 mln zł. PZD wskazuje, że z tej sumy aż 35 mln zł pozostało w wyłącznej dyspozycji ogrodów działkowych. Ale już 12 mln zł trafiło do okręgowych zarządów PZD, a 6 mln zł do Krajowej Rady PZD. To sporo – zwłaszcza że zasiada w niej od 39 do 55 osób, a posiedzenia odbywają się co najmniej trzy razy w roku.

Swoje do powiedzenia mają też samorządy, które boją się utraty władzy nad rozległymi terenami. Udało im się już zablokować propozycje uwłaszczania działkowców. Związek Miast Polskich dowodził, że z samorządów – właścicieli nieruchomości, na których położone są ogrody działkowe – próbuje się zrobić podmioty podległe w stosunku do użytkowników tych ziem. Z powodu kurczącego się czasu pozostałego na uchwalenie przepisów, a także z obawy przed zaskarżeniem projektu przez samorządy do TK, projektodawcy uznali, że sprawę ewentualnego uwłaszczenia trzeba będzie uregulować później.

W końcu gdzieś w ukryciu na atrakcyjne działki czyhają jeszcze deweloperzy i sieci handlowe, którymi szczególnie lubią straszyć politycy. Bo działki to dla nich szczególnie łakome kąski – aż 90 proc. z tych 43 tys. ha położonych jest w miastach.

Bunt się zaostrza

Kompromis wypracowany wspólnie z posłami koalicji zakłada m.in. przekształcenie PZD w najzwyklejsze stowarzyszenie. To oznacza wprowadzenie zasady pluralizmu w ogrodach – w założeniu ogrody będą mogły być reprezentowane i zarządzane przez lokalne stowarzyszenia, a nie wyłącznie przez ogólnopolską centralę. Ale trudno nie odnieść wrażenia, że związek będzie traktowany przez ustawodawcę w sposób uprzywilejowany. Gdyby tak nie było, to działkowcy byliby wypisywani z jego struktur w sposób automatyczny, a potem wybieraliby, do jakiego stowarzyszenia chcą przystąpić (o ile w ogóle). Tymczasem do opuszczenia szeregów PZD potrzebne będzie głosowanie i powołanie lokalnego stowarzyszenia. Wszystko zadecyduje się na zebraniach zarządów poszczególnych ogrodów. Decyzje muszą zapaść w ciągu roku od wejścia w życie nowej ustawy. Zapewne nie każdy działkowiec ma w sobie tyle cywilnej odwagi, by otwarcie wystąpić przeciwko związkowi. Z tego powodu część z nich jest przekonana, że zebrania będą czystą fikcją. Jeśli mówią o zastrzeżeniach do nowego prawa, robią to po cichu. Zupełnie otwarcie mówią o tym tylko ci nieliczni, którzy prowadzą regularną wojnę z PZD. Ich zdaniem związek użyje wszelkich metod, by sabotować spotkania i opóźniać podjęcie decyzji, o ile nie będą po myśli centrali.

– Kilka lat temu próbowaliśmy odwołać prezesa ogrodu „Oaza” w Olsztynie, ale PZD wprowadził zarząd komisaryczny i sprawa upadła – mówi Roman Michalak ze Stowarzyszenia Inicjatyw Demokratycznych w Ogrodach Działkowych (SIDOD). – Otrzymaliśmy potem pismo od PZD nakazujące rozwiązanie naszego stowarzyszenia, zaś ja i żona zostaliśmy pozbawieni prawa użytkowania działki. Na szczęście media sprawę nagłośniły i po wygranej batalii w sądzie PZD dał nam spokój w sprawie eksmisji – opowiada pan Roman. Ale jak zaraz dodaje, potem pojawił się donos PZD do nadzoru budowlanego. Chodziło o budowę domu mieszkalnego jednorodzinnego na działce pana Romana (a właściwie o rozbudowę altany), w którym zamieszkał razem z rodziną. Zdaniem PZD było to korzystanie z działki niezgodnie z jej przeznaczeniem.

Działkowiec twierdzi też, że padł ofiarą szantażu. I pokazuje pismo z grudnia 2006 r. nadesłane przez Okręgowy Zarząd Warmińsko-Mazurskiego PZD z Olsztyna. Jego autorzy deklarują, że nie będą stwarzać żadnych problemów w przyjęciu państwa Michalaków na członków ROD „Oaza”, ale pod kilkoma warunkami: rozwiązania SIDOD, wycofania wszystkich spraw sądowych i złożenia oświadczenia, że po przyjęciu na członków związku będą przestrzegać jego statutu i regulaminu ROD. Konflikt trwa do dziś, podobnie jak SIDOD. Obecnie tworzy je ok. 50 członków. Ale w szczytowym momencie była ich niemal setka. – Część osób wycofała się po tym, jak zacząłem wojować z PZD. Bali się o swoje działki, które można byłoby uznać za samowolę budowlaną [rozbudowa altan bez niezbędnych zezwoleń czy podprowadzanie mediów – red.]. A de facto 90 proc. z nich jest samowolką – tłumaczy Roman Michalak.

Jeszcze dalej w walce z PZD poszedł Ireneusz Jarząbek ze stowarzyszenia działkowców „Zielona Dolina”, który twierdzi, że PZD zbierało podpisy pod obywatelskim projektem ustawy o ROD niezgodnie z prawem. Zawiadomił nawet w tej sprawie Centralne Biuro Antykorupcyjne. W jednej z naszych rozmów wprost stwierdził, że na zebraniach zamiast listy obecności podsuwane były listy poparcia dla inicjatywy. Samo PZD nazywa „organizacją przestępczą”, a o jej wykreślenie z rejestru wnioskował już w Krajowym Rejestrze Sądowym (w przeciwieństwie do stowarzyszeń zwykłych stowarzyszenie zarejestrowane w KRS posiada osobowość prawną, dzięki czemu może np. prowadzić działalność gospodarczą).

Ireneuszowi Jarząbkowi wtóruje Ryszard Durek, pełnomocnik Grupy Niezależnej Rodzinnego Ogrodu Działkowego „Podzamcze” w Wałbrzychu. W e-mailu przesłanym kilka dni temu do redakcji pisze, że w jego regionie także doszło do oszustw przy zbieraniu głosów poparcia – PZD zachęcał do podpisywania apelu w sprawie „obrony ogrodów działkowych”, choć był to przygotowany przez związek projekt ustawy. Poinformował też o złożonym wniosku do prezydenta (także do prezesa TK i pierwszego prezesa Sądu Najwyższego) w sprawie zawetowania nowej ustawy o ROD-ach. „Przedmiotowa ustawa narusza Konstytucję RP w zakresie wolności zrzeszania się, równości gospodarczej, narusza także europejską konwencję praw człowieka w zakresie wolności zrzeszania się i stowarzyszania (art. 11), a przede wszystkim ma na celu obejście wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 11 lipca 2012 r., który uchylił prawne podstawy działania Polskiego Związku Działkowców, tym samym nakazał likwidację monopolu PZD” – czytamy we wniosku.

Suchej nitki na projekcie nowej ustawy działkowej nie zostawia także Grażyna Piszczoła ze Szczecina. – To bubel prawny. Dlaczego występować z PZD mogą jedynie całe ogrody, a nie mogą tego zrobić pojedyncze osoby? Ja nie chcę należeć do żadnego stowarzyszenia – przekonuje. O pani Grażynie było głośno kilka lat temu, gdy po śmierci męża została pozbawiona altany w szczecińskim ROD, bo nie chciała zapisać się do PZD. Przedstawiciele związku argumentowali, że tytuł prawny do działki mogą mieć jedynie członkowie związku. – Gdy Trybunał Konstytucyjny wydał w lipcu 2012 r. wyrok w sprawie działkowców, złożyłam skargę do sądu o wznowienie postępowania. Sędzia je zawiesił do czasu uchwalenia nowej ustawy przez Sejm – opowiada pani Grażyna. Liczy, że już niedługo jej sprawa znów trafi na wokandę.

Uprzejmie donoszę

Wszyscy nasi rozmówcy są doskonale znani władzom PZD. – Jeśli chodzi o osoby, które nas najzacieklej atakują, to mamy do czynienia z ok. 10 tymi samymi nazwiskami. W sumie w tzw. stowarzyszeniach funkcjonuje ok. 150 osób na milion członków PZD. Skala zjawiska jest śladowa – bagatelizuje sprawę mec. Bartłomiej Piech, pełnomocnik komitetu inicjatywy ustawodawczej „Ocalmy ogrody” (powołanego w październiku 2012 r. podczas zjazdu delegatów PZD w Warszawie). – Stowarzyszenia zakładane przez te osoby same boją się zebrań działkowców – przekonuje. Dlaczego? Bo może się okazać, że po wystąpieniu z PZD działkowcy z danego ogrodu nie wybiorą na swojego reprezentanta stowarzyszenia założonego przez przeciwników PZD, tylko utworzą własne. Wtedy składki trafią do nowego stowarzyszenia, a nie do już istniejącego. – Składki niejednokrotnie już dziś pobierają [stowarzyszenia skonfliktowane z PZD – red.] od działkowców przeświadczonych, że płacą na rzecz PZD – mówi mec. Piech.

– Ale są działkowcy, którzy nie chcą należeć do jakiegokolwiek stowarzyszenia, nawet po odłączeniu się od PZD. Co z nimi? – dopytuję. Pełnomocnik przyznaje, że działkowcy chcący wystąpić z PZD powinni powołać lokalne stowarzyszenie. Wówczas przejmie ono od PZD prawa do ogrodu i jego majątek, m.in. własność infrastruktury i środki na rachunkach. – Ale wobec działkowca nie będzie przymusu przynależności do jakiegokolwiek stowarzyszenia. Gwarantuje to art. 49 ustawy o ROD-ach, w każdej chwili można zrzec się członkostwa i zachować prawo do działki – zastrzega mec. Piech. Tak więc gdy w ogrodzie zacznie funkcjonować stowarzyszenie alternatywne dla PZD, nie powinno być problemu z wystąpieniem pojedynczych działkowców także z niego. Ważne jednak, by to stowarzyszenie kompletnie się nie rozpadło – w dalszym ciągu ktoś musi reprezentować dany ogród.

Odpierając ataki „dysydentów”, związek sam nie przebiera w środkach. Z chęcią wyciąga na wierzch niewygodne rzeczy z życia działkowiczów, by w ten sposób ich zdyskredytować. „Im bliżej zakończenia procesu legislacyjnego ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych, tym brutalniejsze i wręcz wstrętne są wystąpienia tych, których społeczność działkowa wykluczyła ze swego grona za świadome i rażące łamanie obowiązującego prawa” – czytamy w komunikacie PZD. W innym wpisie precyzuje, że chodzi o członków tzw. stowarzyszeń ogrodowych, którzy walczą o legalizację samowoli budowlanych w ogrodach, dopuszczenie zamieszkiwania na działkach czy też opodatkowanie działkowców i wygaszenie ich praw do terenów ROD.

I tak np. Romanowi Michalakowi PZD zarzuca, że nie walczy o interesy działkowców, lecz o dom w ogrodzie działkowym, który zajmuje z rodziną. Tymczasem nowa ustawa zakazuje zamieszkiwania na terenie ogrodu i nakazuje stowarzyszeniu ogrodowemu zawiadomienie nadzoru budowlanego o ponadnormatywnej budowli na działce. Związek wskazuje też, że SIDOD, wbrew swojej nazwie, nie ma nic wspólnego z inicjatywami demokratycznymi. „Już po niespełna dziewięciu miesiącach od przydziału działki [Roman Michalak – red.] wystąpił do Krajowej Rady PZD, aby przekazała mu prawo użytkowania wieczystego do gruntu. W ten sposób chciał wyłączyć teren swojej działki z ROD. Kilka osób, które także mają domy w ogrodzie, i ich rodziny założyły stowarzyszenie SIDOD, które oficjalnie wystąpiło do PZD o przekazanie im gruntu ogrodu. Gdy dostali odmowę, wystąpili przeciwko PZD do sądu, który odrzucił ich pozew w całości” – tłumaczy PZD.

Związek nie oszczędza też Ireneusza Jarząbka z „Zielonej Doliny”. W materiałach PZD z lipca tego roku wyczytać można, że został on odwołany z funkcji członka zarządu i prezesa zarządu ROD „Kwitnąca Dolina” po tym, jak prowadząc inwestycję wodociągową, dopuścił się „rażących nadużyć”. Z kolei po wybudowaniu 60-metrowej altany został pozbawiony członkostwa zwyczajnego PZD oraz prawa użytkowania działki. Do tego skazany został za niszczenie mienia ogrodowego, a także oskarżony o pobicie kobiety i mężczyzny. „Kreowanie przez dziennikarzy i polityków osoby Ireneusza Jarząbka, wielokrotnie naruszającego prawo, na odnowiciela ogrodnictwa działkowego urąga, w naszym mniemaniu, wszystkim działkowcom” – kwituje PZD. Dostaje się także Romanowi Durkowi z Grupy Niezależnej Rodzinnego Ogrodu Działkowego „Podzamcze” w Wałbrzychu. Zarzucane jest mu coś na kształt schizofrenii. „W środowisku niektórych działkowców wymieniona wyżej osoba, występująca pod nazwą, jest znana, najdelikatniej rzecz ujmując, jako osoba niezrównoważona emocjonalnie oraz jako tzw. pieniacz. W ocenie działkowców wszystkie informacje rozpowszechniane przez byłego członka PZD są jego urojoną wyobraźnią i działaniem odwetowym za pozbawienie członkostwa PZD” – donosi Konferencja Delegatów ROD „Podzamcze” w oficjalnym oświadczeniu.

Pośpiech bardzo wskazany

PZD nie zajmuje się tylko publikacją kolejnych rewelacji o nieprzychylnych mu działkowcach. Mimo nieciekawej atmosfery, jaka wytworzyła się wokół ROD-ów, związek bardzo skutecznie lobbuje w parlamencie za jak najszybszym uchwaleniem nowej ustawy. Niemal codziennie posłowie i senatorowie zasypywani byli listami od zarządów ogrodów. Proszą ich o jak najszybsze przekazanie projektu w ręce prezydenta i niezwracanie uwagi na osoby i stowarzyszenia, które próbują storpedować kompromisowe rozwiązanie.

Siła perswazji najwyraźniej działa na polityków. – Było niebezpieczeństwo, że posłanki i posłowie PO zechcą doprowadzić do likwidacji ogrodów działkowych. Ale dzięki samym działkowcom, którzy demonstrowali pod Sejmem, dzięki Polskiemu Związkowi Działkowców, także wielu posłankom i posłom z innych klubów niż PO, udało się działki obronić – mówił w listopadzie w Sejmie przewodniczący SLD Leszek Miller. Sympatia działkowców wobec lewicy nie jest szczególną tajemnicą. Sojusz zresztą gorliwie zabiega o to poparcie. Członkowie SLD pomagali zbierać podpisy pod projektem obywatelskim ustawy o ROD-ach. W połowie listopada SLD uruchomił na stronie internetowej „zegar działkowy” odmierzający czas pozostały do uchwalenia nowych przepisów.

Z przedstawicielami PZD kilkukrotnie spotykał się premier Donald Tusk. Do spotkania doszło m.in. w ROD im. Waszyngtona w Warszawie. Po jednym ze spotkań szef rządu przyznał, że „uzyskał zgodę” PZD w sprawie obowiązkowych zebrań, na których działkowcy będą decydowali o pozostaniu w związku lub nie. – Jest szansa, że ta ustawa będzie kompromisowa ku satysfakcji wszystkich stron – stwierdził Donald Tusk.

Teraz posłowie i działkowcy liczą na szybkie domknięcie prac legislacyjnych. Ci pierwsi chcą już mieć problem działkowców z głowy. Ci drudzy chcą wejścia w życie nowych przepisów przed 21 stycznia 2014 r. – datą wyznaczoną przez trybunał. Jeśli to nie nastąpi, w rodzinnych ogrodach działkowych może zapanować chaos, którego dziś nikt nie jest w stanie przewidzieć. Poza tym PZD najprawdopodobniej wychodzi z założenia, że im szybciej projekt zostanie uchwalony, tym mniej czasu na jego podważanie będą mieli przeciwnicy.

Na to ostatnie związek chyba nie ma co liczyć. – Ogrody już się buntują – przestrzega Ireneusz Jarząbek i dodaje, że stowarzyszenia działkowe integrują się, by powołać Federację Stowarzyszeń Działkowych, alternatywę dla PZD. Pytanie tylko, czy tworząc federację złożoną z opozycyjnych stowarzyszeń, zbuntowani działkowcy sami nie wyhodują z czasem potwora, którego upatrują w PZD. Bo ewentualny dualizm, którego rezultatem będzie najprawdopodobniej kolejna wyniszczająca wojna o wpływy, może prowadzić do nowego monopolu. A tę historię działkowcy już przerobili.

Stawka jest ogromna: to 43 tys. ha wartych miliardy złotych terenów, na których funkcjonuje 4,6 tys. ogrodów. Nic dziwnego, że każdy ma coś do ugrania




  • Wyślij
  • Drukuj
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
czytaj więcej w e-DGPczytaj więcej w e-DGP

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Komentarze: 69

  • 1: J. w T. Kresy Zach. z IP: 79.190.205.* (2013-12-27 08:54)

    Wszystkim tym działkowcom, którzy uważają, że zarządzy (Ogrodowe, Okręgowe - czy czapa centralna) to sam miód z profitami ogromnych pieniędzy, życzę aby "dali się wybrać" do owych zarządów i poprowadzili wszystkie obowiązki prawne dla całego swojego ogrodu. Oczywiście spolecznie i z pełnym zaangazowaniem, łązcnie z gwarancą majątkiem osobistym (to ostatnie to przyobowiązkach fiskalnych).
    Tym działkowcom, którzy chcą wielu stowarzyszeń na terenie jednego ogrodu, życzę powodzenia we wszystkich wymaganych uzgodnieniach dla wszystkich użytkowników w ogrodzie. łącznie z reprezentowaniem wspólnych intreresów na zewnątrz wobec gmin urzędów skarbowych itp.

    ... a rozpalone umysły, czy głowy niektórych działkowców będą potrzebować "wody dla ochłody" - czy wspólny brak podstawowych uzgodnień i regulacji zobowiązań zapewni nieprzerwaną dostawę wody ???

  • 2: Oburzeni działkowcy z IP: 46.134.116.* (2013-12-27 09:10)

    A co z uwłaszczeniem działkowców? PZD już nabrał wody w usta? Artykuł przedstawił nagą prawdę o motywach, którymi się kierują funki z PZD. Jest to olbrzymia kasa działkowców, którą się żywią. Grube miliony. I to powoduje,iż stosują ciosy poniżej pasa tłumiąc jakiekolwiek głosy inne, niż ichnie. A na zewnątrz grają rolę niewiniątek, że niby zależy im tylko na dobru działkowców. Hipokryci i obłudnicy ! Aż dziw bierze, że żaden organ kontroli publicznej nie przyjrzał się rozchodowi ich finansów. Allbo przynajmniej o tym nic nie wiadomo, gdyż PZD nie udostępnia tych danych szerokiemu kręgowi działkowców.

  • 3: emeryt z IP: 31.135.192.* (2013-12-27 11:25)

    Każdy myślący człowiek wie, że istnięjąca struktura PZD ( teraz będzie pod inną nazwą) nigdy nie ustąpi. Zrobi wszystko by nie było żadnego uwłaszczenia, ponieważ dopiero ono otworzyłoby możliwość powstawania nowych stowarzyszeń. Oni zawsze będą mieli na myśli "interesy działkowców" by utrzymać się przy władzy. Jeżeli prezes PZD jest od 30 lat to chyba coś jest nie tak. Takie rzeczy to dzieją się tylko w strukturach kolesiowskich. Czekam na spełnienie obietnic Sejmu o ustawie uwlaszczeniowej. Może dożyję.

  • 4: Damian z IP: 83.9.215.* (2013-12-27 11:34)

    . Skalę zjawiska samowoli budowlanej na ogrodach działkowych potwierdził raport NIK z 2010 roku, w podsumowaniu tego raportu NIK sugerował zmiany w ustawie o ogrodach działkowych. Jednak nikt z parlamentarzystów RP raportu NIK nie wziął pod uwagę.
    Nadzory budowlane w Polsce nie radzą sobie z problemem samowoli budowlanej z powodu masowości zjawiska... W przykładowym ogrodzie działkowym w Poznaniu, przy ulicy Bałtyckiej, PINB dla miasta Poznania podczas wizji lokalnej, stwierdził , że cały ogród działkowy to samowole budowlane, zamieszkałe przez rodziny, wycofał się z postępowania na tym ogrodzie, domy na tym ogrodzie maja powierzchnię nawet 300 metrów kw. W Olsztynie na ogrodzie Oaza stoi prawie 300 budynków ponadnormatywnych (samowoli), stanowi to ponad 90 procent zabudowy, PINB dla miasta Olsztyna też nie wie co ma robić. Postępowania PINB „wiszą” nad głowami użytkowników działek, bo obecnie nie ma instrumentów prawnych żeby można je było zakończyć z korzyścią dla użytkowników działek. Ponadto PZD najpierw wydawał pozwolenia na taka zabudowę a teraz torpeduje wszystkie próby legalizacji. PINB dla miasta Świnoujścia zamierza wystąpić z inicjatywą wykreślenia tamtejszych ogrodów z rejestru rodzinnych ogrodów działkowych, z powodu nie spełniania norm budowlanych, to pozwoli na legalizację obiektów budowlanych. Obecnie Gminy właściciele gruntu są ubezwłasnowolnione w działaniach i mimo szczerych chęci nie mogą wiele zdziałać i podjąć czynności korzystnych, naprawczych dla działkowców, ponieważ PZD w większości użytkownik wieczysty blokuje takie inicjatywy. Ustawa o ogrodach działkowych powinna w końcu uznawać także prawa właścicielskie Gmin do gruntu, żeby mogły mieć wpływ na to co się dzieje na ich gruncie, tym bardziej, że Gminy chcą działać dla dobra działkowców.
    Unormowanie stanu prawnego rodzin mieszkających na ogrodach działkowych, legalizacja ich pobytu, jest konieczna, ludzie są meldowani wprawdzie na ogrodach działkowych jednak to dalej nie legalizuje ich zamieszkiwania. . W krajach takich jak Austria czy Litwa wolno mieszkać na ogrodach działkowych w Austrii o tym decydują władze danego Landu, na terenie którego znajduje się ogród działkowy. Obecnie w Polsce ustawa o ogrodach powinna dać Gminom możliwość decyzji w sprawie zamieszkiwania, gdyż dotyczy to dziesiątków tysięcy rodzin często wielodzietnych, których jedynym dobytkiem i miejscem zamieszkania jest domek na ogrodzie działkowym, postawiony często z naruszeniem prawa budowlanego.
    Ustawa o ogrodach działkowych będzie „zabójcza” dla tych rodzin, art.12 zakazuje mieszkania na ogrodach działkowych, mamy do czynienia z ustawową penalizacją czynu, zagrożonego konkretną karą.. Kara za zamieszkiwanie jak i posiadanie . ponadnormatywnej altany jest bardzo dotkliwa, zgodnie z art. 13 punkt 3 ustawy następuje wtedy rozwiązanie umowy użytkowania działki, końcowym efektem jest eksmisja, i to bez żadnego odszkodowania, gdyż zgodnie z art. 41 pakt 1 ustawy o rod wynagrodzenie czyli odszkodowanie za mienie w takim wypadku nie przysługuje. Jest to niedopuszczalne w cywilizowanych krajach żeby ustawa zagroziła bezdomnością dziesiątkom tysięcy rodzin łącznie z przejęciem a ich mienia przez PZD.
    Żadna Gmina w Polsce nie poradzi sobie z ogromnym problemem bezdomności, jeżeli ta ustawa jej zapisy wejdą w życie i zaczną być egzekwowane. Gminy dobrze znają problem zamieszkiwania na ogrodach działkowych, starają się pomóc takim rodzinom, przykład to burmistrzowie Międzyzdrojów i Chojnic, chcących legalizować mieszkanie na ogrodach działkowych jaki i samowole budowlane, jednak władze Gmin nie są w stanie nic zrobić gdyż PZD jest użytkownikiem wieczystym, Burmistrz Chojnic toczy boje w sądzie żeby odzyskać prawa do gruntu Gminny i móc pomóc zamieszkałym działkowcom.

  • 5: Damian z IP: 83.9.215.* (2013-12-27 11:43)

    Uwłaszczenia jak i wyodrębniania sie z PZD nie będzie nie pozwoli na to towarzysz Eugeniusz Kondracki.
    Ta ustawa to martwe zapisy których PZD nigdy nie będzie przestrzegać.
    Parlament ponownie powierzył w ręce działaczy PZD milion obywateli, dobrze wiedząc, że ta ustawa jest niekonstytucyjna, wynika to z tego, że PZD nie jest w stanie napisać konstytucyjnych przepisów. Tak to jest jak ustawodawca pozwala, żeby przepisy pisali sami dla siebie działacze PZD. Przepisy skonstruowane przez PZD sa takie, że monopol faktyczny wladza i korzyści finansowe dalej zostały w ich rękach wbrew wyrokowi T.K.
    Niekonstytucyjność przepisów potwierdziło Biuro Legislacyjne Senatu RP.
    Trzeba dązyć do tego, żeby ta ustawa ponownie trafiła do T.K.
    Najgorsze jest to, że w tym czasie przybędzie obywateli RP pokrzywdzonych okradzionych przez funkcjonariuszy tego związku, bo parlamentu uchwalił następny gniot legislacyjny dla partykularnego interesu działaczy PZD..

  • 6: iza z IP: 77.254.78.* (2013-12-27 11:45)

    Federacja ma zupełnie inne zadania niż obecna centrala. Nigdy nie będzie czapą. Natomiast pewne sprawy PZD musi wyjaśnić CBA. Chocby fundację założoną w szczerym polu.

  • 7: Damian z IP: 83.9.215.* (2013-12-27 11:50)

    http://www.echokamienia.pl/wiadomosci/miedzyzdroje/5445-wolna-amerykanka-na-dzialkach-ogrodowych-w-miedzyzdrojach

  • 8: najemca komunalny z IP: 62.143.209.* (2013-12-27 12:01)

    Kolesie nie uwlaszczyli wszystkich najemcow domow komunalnych - tylko porozkradali i nadal rozkradaja mienie wielu obywateli - i tak samo nie uwlaszcza dzialkowcow!!!
    to chore zeby gryzipiorek w Pacanowa Malego - rzadzil losami i mieniem publicznym!!!
    albo istnieje Panstwo i wytyczne do wykonywania ustaw i prawa stanowionego , albo mamy dzungle!!! dzicz i "rzadzacy" proletariat!!!

  • 9: sceptyk z IP: 80.245.186.* (2013-12-27 13:43)

    S.L.D. istnieje,P.Z.D. będzie istniało.Taka jest wola polityczna.Działkowcy w tych rozgrywkach się nie liczą.Skąd,, jedynie słuszna partia ,, będzie brała kasę na wybory.? Ciekawe co co ci wodzowie sobie przyobiecali.?W chwili obecnej nie ma takiej siły by oderwać te ryje od koryta.

  • 10: Zbuntowany z IP: 5.173.239.* (2013-12-27 13:52)

    Mysle ze powinien skonczyc sie proceder z odbieraniem dzialek ludziom juz schorowanym ktorzy raz na rok chcieli nacieszyc sie zielenia a potem zmuszac ich do pozbywania swojego dobra za bezcen Tak postepuje sie ze starymi ludzmi pani prezes potem na tej dzialce buduje nowy dom a swoja odstepuje za krocie Niechcemy takich zarzadow na dzialkach

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie