statystyki

Ogródki działkowe: Donosy, zastraszanie, wyzwiska, publiczne pranie brudów

autor: Tomasz Żółciak27.12.2013, 07:43; Aktualizacja: 27.12.2013, 08:33
Stawka jest ogromna: to 43 tys. ha wartych miliardy złotych terenów, na których funkcjonuje 4,6 tys. ogrodów.

Stawka jest ogromna: to 43 tys. ha wartych miliardy złotych terenów, na których funkcjonuje 4,6 tys. ogrodów.źródło: ShutterStock

To nie rzeczywistość więzienna, ale wydarzenia ostatnich miesięcy w rodzinnych ogrodach działkowych. Choć wydaje się, że wszyscy działkowcy walczą o to samo – altany oraz kawalątek ziemi – to im bliżej kompromisu z rządem, tym bardziej zaostrza się rywalizacja między działkowymi frakcjami

reklama


reklama


Jedyne, na czym mi zależy, to spokój. Chcę przyjeżdżać do swojego domku i pielić grządki. Nic mnie nie obchodzą wojny na górze, byleby nikt mi niczego nie odebrał – mówi nam właścicielka altany w jednym z ROD-ów w Bielsku-Białej. Nie chce się przedstawiać, tłumaczy, że ma „dość problemów na głowie”. Podobnie jak ona myśli większość z miliona działkowców. Nie da się jednak nie wyczuć atmosfery napięcia w pozornie spokojnych ogrodach.

– Kupiła już pani kalendarz na przyszły rok? – pytam.

– Oczywiście. Nawet na czerwono zaznaczyłam 21 stycznia 2014 r. – śmieje się moja rozmówczyni.

Miliardy ukryte w ogrodach

Do tego dnia, zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, muszą wejść w życie nowe regulacje w sprawie działek. W lipcu 2012 r. TK zakwestionował wywodzące się jeszcze z PRL przepisy, na mocy których Polski Związek Działkowców miał monopol na reprezentowanie wszystkich działkowców. Po wyroku zaczęły się prace nad nowymi regulacjami – podstawą był firmowany przez PZD obywatelski projekt ustawy, który w założeniu twórców „ocali polskie działki”. Podpisy pod nim złożyło ponad 924 tys. osób. W ubiegłym tygodniu zaakceptował go prezydent, choć coraz mocniej przebijały się opinie rosnącej grupy działkowych dysydentów, niezadowolonych z dotychczasowych rządów związku i wypracowanego kompromisu.

Stawka jest ogromna – 43 tys. ha wartych miliardy złotych terenów, na których funkcjonuje 4,6 tys. ogrodów. Nic dziwnego, że każdy ma coś do ugrania. Niechętni PZD działkowcy chcą zachować prawo do działek i uniezależnić się od centrali. Wielu z nich na działkach najchętniej by również zamieszkało na stałe, jednak nie pozwalają na to czekające na zatwierdzenie prezydenta przepisy. Z kolei PZD, mimo złamania monopolu, walczy o zachowanie jak największych wpływów. Tylko roczne dochody wyniosły w 2011 r. 54,7 mln zł. PZD wskazuje, że z tej sumy aż 35 mln zł pozostało w wyłącznej dyspozycji ogrodów działkowych. Ale już 12 mln zł trafiło do okręgowych zarządów PZD, a 6 mln zł do Krajowej Rady PZD. To sporo – zwłaszcza że zasiada w niej od 39 do 55 osób, a posiedzenia odbywają się co najmniej trzy razy w roku.

Swoje do powiedzenia mają też samorządy, które boją się utraty władzy nad rozległymi terenami. Udało im się już zablokować propozycje uwłaszczania działkowców. Związek Miast Polskich dowodził, że z samorządów – właścicieli nieruchomości, na których położone są ogrody działkowe – próbuje się zrobić podmioty podległe w stosunku do użytkowników tych ziem. Z powodu kurczącego się czasu pozostałego na uchwalenie przepisów, a także z obawy przed zaskarżeniem projektu przez samorządy do TK, projektodawcy uznali, że sprawę ewentualnego uwłaszczenia trzeba będzie uregulować później.

W końcu gdzieś w ukryciu na atrakcyjne działki czyhają jeszcze deweloperzy i sieci handlowe, którymi szczególnie lubią straszyć politycy. Bo działki to dla nich szczególnie łakome kąski – aż 90 proc. z tych 43 tys. ha położonych jest w miastach.

Bunt się zaostrza

Kompromis wypracowany wspólnie z posłami koalicji zakłada m.in. przekształcenie PZD w najzwyklejsze stowarzyszenie. To oznacza wprowadzenie zasady pluralizmu w ogrodach – w założeniu ogrody będą mogły być reprezentowane i zarządzane przez lokalne stowarzyszenia, a nie wyłącznie przez ogólnopolską centralę. Ale trudno nie odnieść wrażenia, że związek będzie traktowany przez ustawodawcę w sposób uprzywilejowany. Gdyby tak nie było, to działkowcy byliby wypisywani z jego struktur w sposób automatyczny, a potem wybieraliby, do jakiego stowarzyszenia chcą przystąpić (o ile w ogóle). Tymczasem do opuszczenia szeregów PZD potrzebne będzie głosowanie i powołanie lokalnego stowarzyszenia. Wszystko zadecyduje się na zebraniach zarządów poszczególnych ogrodów. Decyzje muszą zapaść w ciągu roku od wejścia w życie nowej ustawy. Zapewne nie każdy działkowiec ma w sobie tyle cywilnej odwagi, by otwarcie wystąpić przeciwko związkowi. Z tego powodu część z nich jest przekonana, że zebrania będą czystą fikcją. Jeśli mówią o zastrzeżeniach do nowego prawa, robią to po cichu. Zupełnie otwarcie mówią o tym tylko ci nieliczni, którzy prowadzą regularną wojnę z PZD. Ich zdaniem związek użyje wszelkich metod, by sabotować spotkania i opóźniać podjęcie decyzji, o ile nie będą po myśli centrali.

– Kilka lat temu próbowaliśmy odwołać prezesa ogrodu „Oaza” w Olsztynie, ale PZD wprowadził zarząd komisaryczny i sprawa upadła – mówi Roman Michalak ze Stowarzyszenia Inicjatyw Demokratycznych w Ogrodach Działkowych (SIDOD). – Otrzymaliśmy potem pismo od PZD nakazujące rozwiązanie naszego stowarzyszenia, zaś ja i żona zostaliśmy pozbawieni prawa użytkowania działki. Na szczęście media sprawę nagłośniły i po wygranej batalii w sądzie PZD dał nam spokój w sprawie eksmisji – opowiada pan Roman. Ale jak zaraz dodaje, potem pojawił się donos PZD do nadzoru budowlanego. Chodziło o budowę domu mieszkalnego jednorodzinnego na działce pana Romana (a właściwie o rozbudowę altany), w którym zamieszkał razem z rodziną. Zdaniem PZD było to korzystanie z działki niezgodnie z jej przeznaczeniem.

Działkowiec twierdzi też, że padł ofiarą szantażu. I pokazuje pismo z grudnia 2006 r. nadesłane przez Okręgowy Zarząd Warmińsko-Mazurskiego PZD z Olsztyna. Jego autorzy deklarują, że nie będą stwarzać żadnych problemów w przyjęciu państwa Michalaków na członków ROD „Oaza”, ale pod kilkoma warunkami: rozwiązania SIDOD, wycofania wszystkich spraw sądowych i złożenia oświadczenia, że po przyjęciu na członków związku będą przestrzegać jego statutu i regulaminu ROD. Konflikt trwa do dziś, podobnie jak SIDOD. Obecnie tworzy je ok. 50 członków. Ale w szczytowym momencie była ich niemal setka. – Część osób wycofała się po tym, jak zacząłem wojować z PZD. Bali się o swoje działki, które można byłoby uznać za samowolę budowlaną [rozbudowa altan bez niezbędnych zezwoleń czy podprowadzanie mediów – red.]. A de facto 90 proc. z nich jest samowolką – tłumaczy Roman Michalak.

Jeszcze dalej w walce z PZD poszedł Ireneusz Jarząbek ze stowarzyszenia działkowców „Zielona Dolina”, który twierdzi, że PZD zbierało podpisy pod obywatelskim projektem ustawy o ROD niezgodnie z prawem. Zawiadomił nawet w tej sprawie Centralne Biuro Antykorupcyjne. W jednej z naszych rozmów wprost stwierdził, że na zebraniach zamiast listy obecności podsuwane były listy poparcia dla inicjatywy. Samo PZD nazywa „organizacją przestępczą”, a o jej wykreślenie z rejestru wnioskował już w Krajowym Rejestrze Sądowym (w przeciwieństwie do stowarzyszeń zwykłych stowarzyszenie zarejestrowane w KRS posiada osobowość prawną, dzięki czemu może np. prowadzić działalność gospodarczą).

Ireneuszowi Jarząbkowi wtóruje Ryszard Durek, pełnomocnik Grupy Niezależnej Rodzinnego Ogrodu Działkowego „Podzamcze” w Wałbrzychu. W e-mailu przesłanym kilka dni temu do redakcji pisze, że w jego regionie także doszło do oszustw przy zbieraniu głosów poparcia – PZD zachęcał do podpisywania apelu w sprawie „obrony ogrodów działkowych”, choć był to przygotowany przez związek projekt ustawy. Poinformował też o złożonym wniosku do prezydenta (także do prezesa TK i pierwszego prezesa Sądu Najwyższego) w sprawie zawetowania nowej ustawy o ROD-ach. „Przedmiotowa ustawa narusza Konstytucję RP w zakresie wolności zrzeszania się, równości gospodarczej, narusza także europejską konwencję praw człowieka w zakresie wolności zrzeszania się i stowarzyszania (art. 11), a przede wszystkim ma na celu obejście wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 11 lipca 2012 r., który uchylił prawne podstawy działania Polskiego Związku Działkowców, tym samym nakazał likwidację monopolu PZD” – czytamy we wniosku.

Suchej nitki na projekcie nowej ustawy działkowej nie zostawia także Grażyna Piszczoła ze Szczecina. – To bubel prawny. Dlaczego występować z PZD mogą jedynie całe ogrody, a nie mogą tego zrobić pojedyncze osoby? Ja nie chcę należeć do żadnego stowarzyszenia – przekonuje. O pani Grażynie było głośno kilka lat temu, gdy po śmierci męża została pozbawiona altany w szczecińskim ROD, bo nie chciała zapisać się do PZD. Przedstawiciele związku argumentowali, że tytuł prawny do działki mogą mieć jedynie członkowie związku. – Gdy Trybunał Konstytucyjny wydał w lipcu 2012 r. wyrok w sprawie działkowców, złożyłam skargę do sądu o wznowienie postępowania. Sędzia je zawiesił do czasu uchwalenia nowej ustawy przez Sejm – opowiada pani Grażyna. Liczy, że już niedługo jej sprawa znów trafi na wokandę.

Uprzejmie donoszę

Wszyscy nasi rozmówcy są doskonale znani władzom PZD. – Jeśli chodzi o osoby, które nas najzacieklej atakują, to mamy do czynienia z ok. 10 tymi samymi nazwiskami. W sumie w tzw. stowarzyszeniach funkcjonuje ok. 150 osób na milion członków PZD. Skala zjawiska jest śladowa – bagatelizuje sprawę mec. Bartłomiej Piech, pełnomocnik komitetu inicjatywy ustawodawczej „Ocalmy ogrody” (powołanego w październiku 2012 r. podczas zjazdu delegatów PZD w Warszawie). – Stowarzyszenia zakładane przez te osoby same boją się zebrań działkowców – przekonuje. Dlaczego? Bo może się okazać, że po wystąpieniu z PZD działkowcy z danego ogrodu nie wybiorą na swojego reprezentanta stowarzyszenia założonego przez przeciwników PZD, tylko utworzą własne. Wtedy składki trafią do nowego stowarzyszenia, a nie do już istniejącego. – Składki niejednokrotnie już dziś pobierają [stowarzyszenia skonfliktowane z PZD – red.] od działkowców przeświadczonych, że płacą na rzecz PZD – mówi mec. Piech.

– Ale są działkowcy, którzy nie chcą należeć do jakiegokolwiek stowarzyszenia, nawet po odłączeniu się od PZD. Co z nimi? – dopytuję. Pełnomocnik przyznaje, że działkowcy chcący wystąpić z PZD powinni powołać lokalne stowarzyszenie. Wówczas przejmie ono od PZD prawa do ogrodu i jego majątek, m.in. własność infrastruktury i środki na rachunkach. – Ale wobec działkowca nie będzie przymusu przynależności do jakiegokolwiek stowarzyszenia. Gwarantuje to art. 49 ustawy o ROD-ach, w każdej chwili można zrzec się członkostwa i zachować prawo do działki – zastrzega mec. Piech. Tak więc gdy w ogrodzie zacznie funkcjonować stowarzyszenie alternatywne dla PZD, nie powinno być problemu z wystąpieniem pojedynczych działkowców także z niego. Ważne jednak, by to stowarzyszenie kompletnie się nie rozpadło – w dalszym ciągu ktoś musi reprezentować dany ogród.

Odpierając ataki „dysydentów”, związek sam nie przebiera w środkach. Z chęcią wyciąga na wierzch niewygodne rzeczy z życia działkowiczów, by w ten sposób ich zdyskredytować. „Im bliżej zakończenia procesu legislacyjnego ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych, tym brutalniejsze i wręcz wstrętne są wystąpienia tych, których społeczność działkowa wykluczyła ze swego grona za świadome i rażące łamanie obowiązującego prawa” – czytamy w komunikacie PZD. W innym wpisie precyzuje, że chodzi o członków tzw. stowarzyszeń ogrodowych, którzy walczą o legalizację samowoli budowlanych w ogrodach, dopuszczenie zamieszkiwania na działkach czy też opodatkowanie działkowców i wygaszenie ich praw do terenów ROD.

I tak np. Romanowi Michalakowi PZD zarzuca, że nie walczy o interesy działkowców, lecz o dom w ogrodzie działkowym, który zajmuje z rodziną. Tymczasem nowa ustawa zakazuje zamieszkiwania na terenie ogrodu i nakazuje stowarzyszeniu ogrodowemu zawiadomienie nadzoru budowlanego o ponadnormatywnej budowli na działce. Związek wskazuje też, że SIDOD, wbrew swojej nazwie, nie ma nic wspólnego z inicjatywami demokratycznymi. „Już po niespełna dziewięciu miesiącach od przydziału działki [Roman Michalak – red.] wystąpił do Krajowej Rady PZD, aby przekazała mu prawo użytkowania wieczystego do gruntu. W ten sposób chciał wyłączyć teren swojej działki z ROD. Kilka osób, które także mają domy w ogrodzie, i ich rodziny założyły stowarzyszenie SIDOD, które oficjalnie wystąpiło do PZD o przekazanie im gruntu ogrodu. Gdy dostali odmowę, wystąpili przeciwko PZD do sądu, który odrzucił ich pozew w całości” – tłumaczy PZD.

Związek nie oszczędza też Ireneusza Jarząbka z „Zielonej Doliny”. W materiałach PZD z lipca tego roku wyczytać można, że został on odwołany z funkcji członka zarządu i prezesa zarządu ROD „Kwitnąca Dolina” po tym, jak prowadząc inwestycję wodociągową, dopuścił się „rażących nadużyć”. Z kolei po wybudowaniu 60-metrowej altany został pozbawiony członkostwa zwyczajnego PZD oraz prawa użytkowania działki. Do tego skazany został za niszczenie mienia ogrodowego, a także oskarżony o pobicie kobiety i mężczyzny. „Kreowanie przez dziennikarzy i polityków osoby Ireneusza Jarząbka, wielokrotnie naruszającego prawo, na odnowiciela ogrodnictwa działkowego urąga, w naszym mniemaniu, wszystkim działkowcom” – kwituje PZD. Dostaje się także Romanowi Durkowi z Grupy Niezależnej Rodzinnego Ogrodu Działkowego „Podzamcze” w Wałbrzychu. Zarzucane jest mu coś na kształt schizofrenii. „W środowisku niektórych działkowców wymieniona wyżej osoba, występująca pod nazwą, jest znana, najdelikatniej rzecz ujmując, jako osoba niezrównoważona emocjonalnie oraz jako tzw. pieniacz. W ocenie działkowców wszystkie informacje rozpowszechniane przez byłego członka PZD są jego urojoną wyobraźnią i działaniem odwetowym za pozbawienie członkostwa PZD” – donosi Konferencja Delegatów ROD „Podzamcze” w oficjalnym oświadczeniu.

Pośpiech bardzo wskazany

PZD nie zajmuje się tylko publikacją kolejnych rewelacji o nieprzychylnych mu działkowcach. Mimo nieciekawej atmosfery, jaka wytworzyła się wokół ROD-ów, związek bardzo skutecznie lobbuje w parlamencie za jak najszybszym uchwaleniem nowej ustawy. Niemal codziennie posłowie i senatorowie zasypywani byli listami od zarządów ogrodów. Proszą ich o jak najszybsze przekazanie projektu w ręce prezydenta i niezwracanie uwagi na osoby i stowarzyszenia, które próbują storpedować kompromisowe rozwiązanie.

Siła perswazji najwyraźniej działa na polityków. – Było niebezpieczeństwo, że posłanki i posłowie PO zechcą doprowadzić do likwidacji ogrodów działkowych. Ale dzięki samym działkowcom, którzy demonstrowali pod Sejmem, dzięki Polskiemu Związkowi Działkowców, także wielu posłankom i posłom z innych klubów niż PO, udało się działki obronić – mówił w listopadzie w Sejmie przewodniczący SLD Leszek Miller. Sympatia działkowców wobec lewicy nie jest szczególną tajemnicą. Sojusz zresztą gorliwie zabiega o to poparcie. Członkowie SLD pomagali zbierać podpisy pod projektem obywatelskim ustawy o ROD-ach. W połowie listopada SLD uruchomił na stronie internetowej „zegar działkowy” odmierzający czas pozostały do uchwalenia nowych przepisów.

Z przedstawicielami PZD kilkukrotnie spotykał się premier Donald Tusk. Do spotkania doszło m.in. w ROD im. Waszyngtona w Warszawie. Po jednym ze spotkań szef rządu przyznał, że „uzyskał zgodę” PZD w sprawie obowiązkowych zebrań, na których działkowcy będą decydowali o pozostaniu w związku lub nie. – Jest szansa, że ta ustawa będzie kompromisowa ku satysfakcji wszystkich stron – stwierdził Donald Tusk.

Teraz posłowie i działkowcy liczą na szybkie domknięcie prac legislacyjnych. Ci pierwsi chcą już mieć problem działkowców z głowy. Ci drudzy chcą wejścia w życie nowych przepisów przed 21 stycznia 2014 r. – datą wyznaczoną przez trybunał. Jeśli to nie nastąpi, w rodzinnych ogrodach działkowych może zapanować chaos, którego dziś nikt nie jest w stanie przewidzieć. Poza tym PZD najprawdopodobniej wychodzi z założenia, że im szybciej projekt zostanie uchwalony, tym mniej czasu na jego podważanie będą mieli przeciwnicy.

Na to ostatnie związek chyba nie ma co liczyć. – Ogrody już się buntują – przestrzega Ireneusz Jarząbek i dodaje, że stowarzyszenia działkowe integrują się, by powołać Federację Stowarzyszeń Działkowych, alternatywę dla PZD. Pytanie tylko, czy tworząc federację złożoną z opozycyjnych stowarzyszeń, zbuntowani działkowcy sami nie wyhodują z czasem potwora, którego upatrują w PZD. Bo ewentualny dualizm, którego rezultatem będzie najprawdopodobniej kolejna wyniszczająca wojna o wpływy, może prowadzić do nowego monopolu. A tę historię działkowcy już przerobili.

Stawka jest ogromna: to 43 tys. ha wartych miliardy złotych terenów, na których funkcjonuje 4,6 tys. ogrodów. Nic dziwnego, że każdy ma coś do ugrania

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • kruliczek(2014-01-02 19:18) Odpowiedz 10

    zgadzam się z opiną kłusownika rzeczywiście w naszym ogrodzie panuje władza absolutna która lekcewarzy działkowców.

  • realista(2016-03-03 22:36) Odpowiedz 12

    Wyrównać działki do gołej ziemii wraz domkami i szopami szczególnie u nas w górach gdzie takie działki szpecą krajobraz. Wybudować piękny wyciąg czy hotele na miejscu ogródków działkowych

  • teżdziałkowiec(2013-12-31 00:27) Odpowiedz 00

    To co, niespodzianka? Obudziliśmy się teraz z ręką w nocniku po latach relatywizmu w traktowaniu prawa! Nawet się nikt nie zająknie w prawie 40 postach nt zawinień samorządów ogrodów: kunktatorskich komisji rewizyjnych i bojaźliwych zarządów ROD, natomiast chętnie wskazuje się kciukiem za siebie. Szukacie frajera, który podzieli winę rzeszy aktywistów ogrodowych? 'Damian' wielokrotnie powtarzał w swoich wpisach, że to przecież zarządy wydawały zgody na budowę ponadnormatywnych 'altan'. Myślę, że świadomie wprowadza zamęt, gdyż wie, że zarządy takiej zgody nie wydawały, bo nie posiadały takich kompetencji. Ale powinny odezwać się, gdy widziały, że powstawała nie altana, a duży dom. Tego jednak nie robiły i to jest ich zawinienie. Udawały też, że "nie ma sprawy" komisje rewizyjne, które miały obowiązek w takiej sytuacji zareagować i skłonić zarząd do przestrzegania prawa!! Ale też tego nie robiły. Mamy więc teraz "kwiatki" w postaci ogrodów miejskich, w których 90 proc. altan jest mocno ponadwymiarowa, nadto w sezonie prowadzona jest w niektórych z nich 'działalność gospodarcza', np. nad morzem. Część tych tzw. działkowców posiada drugą działkę w głębi kraju, zaś latem jedzie dorabiać wynajmem dla wczasowiczów. To są przecież znane przypadki i proszę nie udawać, że takich nie znacie.
    Dzisiaj trzeba zdemaskować tę krzyczącą obłudę. Winni patologii w ROD, zwłaszcza całorocznego zamieszkiwania jesteśmy w równym stopniu my sami - członkowie PZD nieprzychodzący na doroczne walne zebrania, co wyższe struktury PZD tolerujące latami łamanie prawa w ogrodach.
    Największą jednak winę ponoszą za narastający chaos ci, którzy wprowadzili się cichcem na działki zmuszając innych do zaakceptowania zmiany funkcji ROD w osiedle mieszkalne. Teraz widać, jakie konsekwencje miało milczące przyzwalanie na te wszystkie nielegalne działania. Myślę, że samorządność ogrodnictwa działkowego znalazła się w głębokim kryzysie, do którego doprowadziła nasza niedojrzałość społeczna i brak odpowiedzialności działaczy. Szukanie winnych gdzie indziej jest zwykłym tchórzostwem i próbą nieetycznego przerzucenia odpowiedzialności na innych, jakkolwiek ci inni też mają swoje za uszami. Nowa ustawa podtrzymuje jednak warunki sprzyjające eliminowaniu patologii, co potrwa pewnie przez następne pokolenie działkowców. Ważne, by skala destrukcyjnych zjawisk nie powiększała się. Ale czy nas działkowców będzie na to stać?

  • Zofia, emerytka(2013-12-30 22:55) Odpowiedz 00

    Jeżeli nasze państwo ma być państwem prawa to należy odnieść to także do działkowiczów. Należy wyprowadzić działkowiczów, którzy prawo przekroczyli i wybudowali domy zamiast altanek o wymiarach 4x4. Jeżeli tacy działkowicze nie chcą żyć w społeczności ogólnej działkowiczów to niech sobie kupią działki budowlane i na nich stawiają domy. Ogrody działkowe powinny służyć emerytom i rodzinom biednym do wypoczynku i relaksu ich dzieci lub wnuków. Taką zresztą była idea powstawania ogrodów, czyli przydziału kawałka ziemi przez zakłady produkcyjne dla swoich robotników. Dawne, dobre czasy minęły i teraz w kapitaliźmie chcemy to zniweczyć. Dlaczego?

  • Dociekliwa(2014-01-04 11:50) Odpowiedz 00

    Zgadzam się z opinią białorusina ale tylko w kwestii ogrodu działkowego.Nie zgadzam sie natomiast wkwestii istnienia Krajowego Związku. Gdyby nie Krajowa Rada i prawnicy ktorzy opracowali projekt obywatelski było by już po ogrodach, a na działkach to sami musimy zrobić porządek.Na Krajową Radę z naszej składki idzie tylko od 300 metrowej dzialki 5,70 na rok.

  • kłusownik(2014-01-02 19:06) Odpowiedz 00

    Popieram Zofię emerytkę oraz teżdziałkowca . Całe zło tkwi w ogrodzie ściślej w jego władzy oraz w nieznajomości przepisów jakie mamy , one nas chronią ale co z tego jak działkowcy bardzo często są nieświadomi i niezoriętowani w sytuacji. O ten brak informacji dba przynajmniej w naszym ogrodzie nasz władza działkowa która nie informuje działkowców o sytuacji w Związku , nie wieszaja na tablicy ogłoszeń żadnych informacji które przychodzą z Krajowej Rady.Na Walne Zgromadzenia przychodzi garstka osób, podejrzewam że nie wszyscy są powiadamiani.Wladza robi co chce. Jak to zmienić?

  • Poszkodowany!(2014-01-06 14:23) Odpowiedz 00

    Mam pytanie do tych ludzi, (działaczy PZD) co się wypowiadają w imieniu PZD. Co powiedzą, jak wytłumaczą krzywdy wyrządzone uczciwym ludziom takim, którzy postępowali zgodnie z ustawą PZD i regulaminem ROD, a w tej chwili są w niezgodzie z Prawem Polskim z powodu niekonstytucyjnych ustaw PZD. Są karani, pozbawieni całego dorobku życia przez PZD, co im powiecie ? Uważam, że „Is damnum dat, qui iubet dare – Ten wyrządza szkodę, kto rozkazuje ją czynić”.

  • obserwator(2014-01-07 17:09) Odpowiedz 00

    Do teżdziałkowcaq. Masz rację taka jest sytuacja na ogrodach.Jak to zmienić skoro większość działkowców nie ma orientacji a może nie chce jej mieć, nie przychodzą na Walne Zgromadzenia.Zarządy Ogrodów sami s..ię wybierają w ten sposób że zgłaszają jeden drugiego.Obecni na zebraniu tylko biernie podnoszą rękę i tak przez lata umocnili się na swoich stołkach .Sami nie przestrzegają przepisów to też nie wymagają tego od innych, przez to na ogrodzie przynajmniej naszym jest totalny bałagan.Jaki powód trzyma ich na stołkach.Trzeba by skontrolować księgi.

  • teżdziałkowiec(2013-12-31 17:44) Odpowiedz 00

    Wydaje się, że nie ma innego sposobu na patologię, jaką stał się ogród osiedle mieszkalne, niż wyłączenie takiego zasiedlonego w 90 proc. ROD z sieci działek PZD. W przeciwnym razie wieloletnia wojna wszystkich ze wszystkimi murowana.
    Będzie to zapewne strata dla organizacji, ale trzeba popatrzeć na nią jako na koszt naprawy własnych błędów spowodowanych przede wszystkim niską jakością uprawianej w ogrodach samorządności. Te głosy w poprzednich postach opisujące prezesów-satrapów też o tym świadczą. Czyżby zarządy w tych ROD-ach były 1-osobowe? A co robi pozostałych 4. lub 6. członków zarządu, co robią członkowie co najmniej 5-osobowych komisji rewizyjnych? Pochowali się za krzaki?
    No właśnie, z własnego wyboru nie czujemy się gospodarzami ogrodów, uchylamy się od przyjętych na siebie obowiązków, a nasze poczucie społecznej odpowiedzialności za pełnione funkcje jest nieraz kompromitujące.
    W pozostałych ROD, gdzie skala zamieszkiwań jest rzędu 10-15 proc. powinny zadziałać dwie ustawy: o ROD oraz o stowarzyszeniach i przy wykorzystaniu stworzonych przez nie możliwości prawnych możliwie sprawnie uporządkować ogrody. Zobaczymy, jak 'starsi panowie' z dotychczasowych władz zabiorą się za rozwiązywanie tego problemu, gdyby opieszale, to od nas będzie zależeć, komu powierzymy w najbliższych wyborach zarządzanie siecią ogrodów działkowych czy to w okręgach, czy w kraju. Dzięki dotychczasowym doświadczeniom więcej nauczyliśmy się, więcej poznali i odpowiednio więcej rozumiemy i potrafimy. Teraz tylko zechciejmy, żeby chciało się nam chcieć!

  • teżdziałkowiec(2014-01-02 19:20) Odpowiedz 00

    'Domin', ja na sprawę patrzę podobnie. Osoba sprawująca wysoką funkcję w naczelnych organach PZD powinna w sposób szczególnie dbały przestrzegać prawa obowiązującego w ROD i organizacji. Tu nie powinno być "zmiłuj się". A jeśli jest inaczej, to mamy do czynienia z czymś podwójnie nagannym. Stosowana tu ochrona jest więc niezrozumiała.
    Swoją drogą któż jest członkiem KR, o czym szerzej szeregowi członkowie PZD w okręgu nic nie wiedzą?

    Właśnie idzie czas, by tego typu negatywne zaszłości prostować i piętnować. Jeśli oczekujemy, by w społecznościach ogrodów postawy obywatelskie stały się standardem, to trzeba nazywać rzeczy po imieniu: 'białe' białym, a 'czarne' czarnym. Inaczej będzie to kontynuacja rozpanoszonej hipokryzji. A przecież nie chcemy, by ludzie odwracali się ze wzgardą od działań społecznych. Dzisiaj chętniej nazywamy to współczesnym określeniem: wolontariatem i na pewno wszyscy pragniemy, by traktowano go z szacunkiem.

  • teżdziałkowiec(2013-12-31 17:10) Odpowiedz 00

    Wydaje się, iż mniejszą "stratą", gdy chodzi o negatywne konsekwencje, będzie mimo wszystko oddanie takiego zamieszkałego prawie w całości ogrodu gminie/miastu niż utrzymywanie go na stanie PZD. Chodzą słuchy, że organizacja dojrzewa już do takiego rozwiązania, a zbliżający się czas przemian będzie sprzyjał jego realizacji. To wcale nie jest idea oderwana od życia i coraz częściej należy o niej mówić, zwłaszcza że chyba nie istnieje inny realny sposób przywrócenia akceptowanych, tradycyjnych funkcji ROD. To także koszt naprawy błędów szeroko pojętej organizacji.

  • działkowiec z s-c(2013-12-29 00:36) Odpowiedz 00

    do - ''działkowca z lubelskiego'' nazwa tu niczego nie zmieni,należało by zmienić 80%przepisów-bzdurnych i w Statusie i Regulaminach i Zarządzeniach!
    A Stowarzyszenie-a,jest oparte na podobnych zasadach co PZD, a może by tak Zrzeszenie lub Wspólnota.? Proszę o zapoznanie się na wikipedii z różnicy znaczenia - stowarzyszenie,zrzeszenie i wspólnota.

  • działkowiec z lubuskiego(2013-12-28 23:27) Odpowiedz 00

    Do Damian
    Może spróbować się zjednoczyć przeciwko PZD.
    Ponarzekać jest dobrze, ale może jakieś konstruktywne działania)
    Może skupić się w jakimś stowarzyszeniu (lub przystąpić - np. S-O-D Stowarzyszenia ogrodów działkowych)

  • teżdziałkowiec(2014-01-02 09:37) Odpowiedz 00

    'Gustaw' optujący za wyższym standardem altan i podniesieniem poziomu warunków przebywania w ROD (m.in. toalety) ma rację! Ale też w tym kierunku idą sprawy, na co wskazują zaistniałe ostatnio zmiany w przepisach pozwalające - właśnie w ogrodach miejskich - na większe altany do 35 m2 oraz na budowanie szamb. To przecież znaczące symptomy poprawy.
    Idzie jednak nie o okresowe korzystanie z altan nawet w różnych porach roku, lecz o całoroczne zamieszkiwanie na działkach, tj. pełne przeniesienie tu wszelkich funkcji codziennego życia.
    'Gustaw', czy naprawdę nie wiesz, że wg oficjalnych statystyk PZD stale zamieszkuje działki ok. 10 tys. tzw. działkowców, którzy z powodu rażącego naruszenia prawa już dawno nie powinni nimi być? Nie czytałeś nigdy różnych wypowiedzi użytkowników ROD przeciwnych niszczeniu klasycznych funkcji ogrodów, wskazujących szacunkowo na znacznie większy odsetek zamieszkałych całorocznie altan - rzędu 6-8 proc., co przy ogólnej liczbie działek w Polsce 966 tys. ukazuje całkiem pokaźną skalę tej patologii?
    Standard niemiecki (prawie 985 tys. działek), gdzie ogrody miejskie są na noc zamykane i trzeba opuścić działki do godz. 22:00 u nas nie ma szans, chociażby z uwagi na inną mentalność Polaków i fizyczną wręcz niechęć do zbyt daleko posuniętej subordynacji. Co w zamian zyskują ogrody niemieckie było nieraz w literaturze przedmiotu opisywane jako niecodzienne wrażenia grup naszych działkowców odbywających formalne wizyty w tamtych ogrodach.
    Reasumując, nie można przyzwalać na zawłaszczanie ogrodów jako oaz zieleni, ciszy i spokoju na osiedla mieszkalne. To przecież ukryta przemoc tych, którzy wykorzystując chaos i słabość państwa (w tym organizacji i jej samorządu) dla prywatnych celów narzucają inny model ogrodu sprzeczny z ponad 100-letnią ideą ogrodnictwa działkowego. Trzeba wszystko zrobić, by zatrzymać, a następnie cofnąć ten negatywny trend, wyrażając na początek swój protest przeciw temu demoralizującemu zjawisku w ogrodach.

  • domin(2014-01-02 10:14) Odpowiedz 00

    Drodzy Działkowcy bardzo zainteresował mnie komentarz p. Damiana, jeśli to prawda, że p. będąca we władzach Rady Krajowej łamie prawo w ogrodzie przy ul. Bałtyckiej 46 mając ponad wymiarową altanę, domek to czego możemy wymagać od innych działkowców. Czyżby robienie porządków w ogrodach zaczynamy od tych szaraczków. To na nich najłatwiej wysyłać NB a ci na górze to prominenci Tak p. "teżdziałkowiec"? Wydaję się, członkowie Rady Krajowej to przykład nie tylko dla działkowców ale dla całego społeczeństwa w Polsce.

  • teżdziałkowiec(2014-03-02 08:43) Odpowiedz 00

    Droga Moniko,
    sytuacja na działkach sama się nie zmieni. To działkowcy poszczególnych społeczności powinni wykazywać większe zainteresowanie sprawami ROD. Skoro interesuje się nimi zaledwie ok. 30 proc. użytkowników, bo tyle mniej więcej przychodzi na doroczne walne zebrania, to oznacza, że większość (70 proc.) przyjmuje postawy powierzchownych i obojętnych obserwatorów. Więc jak się ma zmienić?
    Ubolewać należy nad bylejakością życia społecznego w ogrodach i nie ma się co dziwić, że zarządy oraz komisje ogrodowe działają podobnie. Nadzieja w młodych, którzy wyrażają chęć angażowania się w lokalne sprawy. Róbcie to z większą determinacją i przekonaniem, a na pewno wam nikt nie przeszkodzi.

    Mówiono już tutaj kilkakrotnie: trzeba odbudować samorządność ogrodów, prawo temu sprzyja, reszta jest w rękach ludzi. Osobiście nie sądzę, by nastąpiła tu jakaś radykalna poprawa, ale może przykład zdeterminowanych grup, by tworzyć samodzielne stowarzyszenia, podziała jako dobry przykład?
    Ten dobry przykład ma pewną skazę, jest nią partykularyzm, gdyż to głównie ochrona własnego interesu (całoroczne zamieszkiwanie w ponadnormatywnych "altanach") motywuje tych ludzi do secesji ogrodów. Ważne jednak, by tego procesu nie napędzał słomiany ogień, tj. by po 2-3 latach "nowego" nie okazało się, że w odłączonych ogrodach jest jeszcze gorzej. Bo wówczas powrotu do PZD już nie będzie, nie przewiduje tego ustawa. Zapomnieli?

  • działkowiec(2013-12-31 16:41) Odpowiedz 00

    Podejrzewam, że Damian to właśnie niejaki Michalak. Wybudowałeś się na ogrodowej działce, to ją wykup, ale za cenę budowlanej. A przynajmniej tego się domagaj, a nie jęcz tu zyskach w PZD, oszustwach itp bzdurach. Przeciw uwłaszczeniu podpisało się ponad 900 tys działkowców. Żeby było jasne, ja niczego nie podpisywałem, nawet nie wiedziałem, że podpisy zbierano. I jeszcze jedno - gdyby w sąsiedztwie "mojej" działki ktoś wybudował dom i w nim zamieszkał natychmiast bym z tej działki zrezygnował.

  • Damian(2013-12-30 19:47) Odpowiedz 00

    Do: tadeo działka ani to co na działce nie jest Twoje jest to wszystko PZD, działkowiec to śmieć który nie ma żadnych praw bo tak chce towarzysz Eugeniusz Kondracki.

  • obserwator(2014-01-23 19:16) Odpowiedz 00

    Do Gustawa -zgadzam się z tym zdaniem ,że nie wolno dla własnego widzimisi wyłączyć prąd na ogrodzie działkowym i to nie dlatego ze ktoś tam zamieszkuje .Jak zamieszkuje to go ścigać ,kontrolować. Na naszym ogrodzie działkowym wyłączono prąd na zimę pierwszy raz od kiedy istnieje z zaskoczenia nikogo nie informując inie powiadamiając. W inne zimy Prezes i Gospodarz przebywali nieraz zimą na działce i używali prądu, teraz może zmieniły im się plany to sobie prąd wyłączyli nie licząc się z nikim.Nieraz nawet zima lubię napić się gorącej herbaty.

  • monika(2014-08-06 11:54) Odpowiedz 00

    Do Grażyna Piszczoła. Ustawę o ogrodach działkowych mamy już konstytucyjną i niewiele się w przepisach zmieniło w stosunku do po[przedniej. Ziemie które PZD otrzymało kiedyś pod ogrody otrzymało je zgonie z prawem, wlaścicielami jesteśmy my działkowcy bomy użytkujemy te ziemie ,my tworzymy PZD.A pani chciała by teraz to wszystko zdezorganizować a przecież nic nie stoi na przeszkodzie by stworzyć swoje ogrodowe stowarzyszenie a nie żerować na tym co tyle lat funkcjonuje .Nikt kto wynajmuje np. mieszkanie nie wyprowadza się razem z nim tylko zostawia je właścicielowi.Pani coś żle rozumuje. Gdyby nie nasza wielka ogólnokrajowa organizaca to może by nie było już ogrodów działkowych . to właśnie obywatelski projekt ustawy i totalna jego obrona uratował nasze ogrody .A gdzie powstał ten projekt, kto go opracował? J a osobiście zbierałam podpisy i jestem dumna że zwyciężyliśmy ale są też mąciciele ,tacy niech się odłączą.Jestem ciekawa jakie będa koszty funkcjonowania takiego ogrodu po odłączeniu.Jestem przekonana że wielokrotnie większe niż teraz chociaż pani uważa że placimy jakiś characz to jest nieprawda , na krajowy związek ida niewielkie pieniądze z obowiązkowej składki większa ich część zostaje się w ogrodzie. Inną jest natomiast sprawą jak dany ogród się rządzi , jakie naciąga koszty jakie dodatkowe opłaty pobiera ,musmy to kontrolować atak się nie dzieje.Ogrody są pod nieustannym obstrzłerm tych których te ziemie nęcą.Już mamy nowy atak na altany malutkie stowarzyszenie się obroni, nie sądzę.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

reklama