Ostrzega ministra Michała Boniego, że planowana ustawa o otwartych zasobach publicznych może się okazać niekonstytucyjna i sprzeczna z wiążącą Polskę konwencją berneńską. W grę może wchodzić naruszenie zasady swobody działalności gospodarczej, swobody umów i poszanowania własności.

Własność

Zdrojewski ocenia, że uprawnienia instytucji publicznych w założeniach poszły za daleko. „Z projektu założeń nie wynika jasno, czy nowe zasady udostępniania mają dotyczyć wyłącznie nowo powstałych lub nabywanych zasobów, czy może też mają obejmować obecne zasoby zobowiązanych instytucji” – wytyka minister kultury. Zastosowanie wobec twórców przymusu zawarcia umowy stanowiłoby też naruszenie wprowadzonej przez Trybunał Konstytucyjny zasady ochrony praw nabytych oraz byłoby nieproporcjonalnym ograniczeniem prawa własności.

Resort Boniego broni się, twierdząc, że projekt nie zakłada masowego wykupywania majątkowych praw autorskich. Ustawa dotyczyłaby tylko tych zasobów publicznych, które będą nabywane i udostępniane po wejściu ustawy w życie. Prawo nie działa bowiem wstecz. Ponadto podkreśla, że wszystko będzie zależało od umowy zawartej między twórcą a instytucją publiczną.

– Ta umowa oczywiście nie może być zawarta bez zgody twórcy – twierdzi MAiC.

Mimo to zdaniem ministra kultury wiele planowanych rozwiązań to przykład nadmiernego wkroczenia w prawa autorów. Taki charakter ma choćby propozycja wprowadzenia obowiązku przeniesienia praw majątkowych do korzystania z utworu na nowych, przyszłych polach eksploatacji. Zdaniem Zdrojewskiego to nic innego jak obejście prawa autorskiego. Podobne zastrzeżenia dotyczą proponowanego w założeniach okresu embargo, w którym twórca mógłby swobodnie korzystać z utworu. Powoduje on zdaniem Zdrojewskiego drastyczne skrócenie ochrony prawnoautorskiej – z 70 lat liczonych od śmierci twórcy do 12 miesięcy od daty publikacji albo 20 miesięcy od daty oddania zasobu do publicznego udostępnienia.

Zastrzeżenia budzi także to, że wzory gotowych klauzul umownych znalazłyby się w rozporządzeniu. To ogranicza podstawową zasadę prawa kontraktów, czyli swobodę umów. Minister kultury zarzuca też, że sama definicja zasobu publicznego jest niejasna i ma charakter tautologiczny, czyli że to masło maślane. „Niejasna różnica pomiędzy informacją publiczną a zasobem publicznym utrudni dostęp do informacji” – ostrzega także Zdrojewski.

Koszty

Szef resortu kultury zarzuca także, że MAiC nie przedstawiło oceny ekonomicznych oraz społecznych skutków bezpłatnego udostępniania zasobów wytworzonych przez podmioty publiczne lub finansowanych ze środków publicznych.

Obawia się także, że w przypadku przenoszenia całości praw autorskich majątkowych artyści i twórcy będą żądali kilkukrotnie wyższych wynagrodzeń lub nie będą w ogóle zainteresowani współpracą z sektorem publicznym. „Nowe przepisy nakładają na instytucje kultury obowiązek – często kosztownej – digitalizacji swoich zasobów, które są następnie przeznaczone do bezpłatnego korzystania zwłaszcza przez podmioty komercyjne” – wskazuje minister Zdrojewski.