Okazuje się, że to bardzo skuteczna metoda rekrutacji – z jednej strony pracownicy mają poczucie, że współtworzą firmę, z drugiej zaś – jest to po prostu tańsze. Zwłaszcza gdy chodzi o poszukiwania wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Nie dość, że ich rekrutacja tradycyjnymi sposobami jest długotrwała, to do tego jeszcze droga. Tymczasem za ułamek tej kwoty można pozyskać kandydata z rekomendacjami od zaufanej osoby. A ta za wcielenie się w rolę headhuntera może liczyć na premię, nagrodę rzeczową albo atrakcyjną wycieczkę. I tak wszyscy są zadowoleni. Firma, bo otrzymuje tanią, skuteczną pomoc, pracownik, bo dostaje ekstragratyfikację, i kandydat, bo znajduje pracę.

Niektóre firmy tworzą już nawet specjalne programy referencyjne, w których z góry jest jasno określone, co dostanie w zamian pracownik. Mają też swoje wymagania: nie liczą tylko na służbowe znajomości, a wręcz na osobiste, bo, jak podkreślają, w relacjach koleżeńskich czy rodzinnych łatwiej przekonać kogoś do zmiany pracy. A że na razie nic nie zapowiada odwrócenia trendu na rynku pracy i w coraz większej liczbie branż pracownik zaczyna dyktować warunki, to nasi znajomi i rodzina będą stawać się coraz cenniejsi i w dosłownym tego słowa znaczeniu będzie można na nich nieźle zarobić.

Skoro zatem zamieszczenie ogłoszenia na portalach rekrutacyjnych i korzystanie z usług profesjonalnego headhuntera odchodzi do lamusa, to najwyższy czas się zastanowić, jak nową rolę pracowników wpisać w ramy prawa pracy. Wątpliwości można mieć szczególnie co do tego, jak tę ekstrapłacę za dodatkową pracę rozliczać.

Więcej na ten temat przeczytasz w eDGP >>