źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Trzeciemu dokapitalizowaniu Polskiej Grupy Górniczej jej udziałowcy mówią „nie”. A pieniądze w grudniu się skończą. Właśnie wtedy firma musi znaleźć ponad 0,5 mld zł na pensje i wypłatę barbórki. Zarząd uspokaja, że wszystko jest pod kontrolą, jednak – jak wynika z naszych informacji – po 8 mln zł zysku netto pierwszego półrocza nie ma już praktycznie śladu. W lipcu i sierpniu spółka notowała straty na sprzedaży węgla. Na nasze pytania o sytuację finansową jednak nie odpowiedziała.

Problemem PGG jest brak węgla. Mimo dobrej koniunktury i wysokich cen jej kopalnie produkują za mało paliwa. Powód? Oszczędności ostatnich lat, także w poprzedniczce PGG (czyli Kompanii Węglowej), i obcięte nakłady inwestycyjne (także na roboty udostępniające nowe złoża). Ale to niejedyny kłopot. Firmy zewnętrzne, które czekają nawet ponad 5 miesięcy na pieniądze z PGG, po prostu nie chcą lub nie mogą realizować zleceń (ich załogi rezygnują z pracy).

Jak już pisaliśmy, PGG od września odcięła od miałów dla odbiorców indywidualnych swoich autoryzowanych sprzedawców węgla. Co oznacza, że na ostatnie cztery miesiące roku zdjęła z rynku 1,2 mln ton paliwa.

Z informacji DGP wynika, że kłopoty są nie tylko z węglem energetycznym, lecz także koksującym. PGG nie realizuje bowiem w pełni kontraktu z Arcelor Mittal Poland.

– Zdarzają się pewne opóźnienia w realizacji dostaw, ale Polska Grupa Górnicza na bieżąco dokłada wszelkich starań, by te niezrealizowane nie były większe niż dozwolone odchylenia zapisane w kontrakcie – mówi nam Monika Olech, odpowiedzialna za komunikację w Mittalu.

Na co więc poszły 3 mld zł, które od 1 maja 2016 r. wpompowały w PGG m.in. Węglokoks, PGE, Enea, Energa, PGNiG Termika oraz państwowe fundusze TF Silesia czy FIPP FIZAN? Nikt takiego zestawienia nie pokazał.

Jastrzębska Spółka Węglowa, której restrukturyzacja poszła bardzo dobrze, dostała propozycję odkupienia udziałów w koksowni Victoria, które sprzedała TF Silesia. Ono z kolei mogłoby wspomóc PGG. W JSW słyszymy jednak, że taka opcja nie wchodzi w grę. – Kolejne dokapitalizowanie PGG to absurd, narazilibyśmy się Komisji Europejskiej, która doskonale wie, że to zawoalowana pomoc publiczna – mówi DGP Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka.

Z naszych źródeł zbliżonych do Brukseli słyszymy, że Komisja Europejska wciąż pyta o dotychczasowe dokapitalizowanie PGG i w każdej chwili może wszcząć postępowanie związane z niedozwoloną pomocą publiczną. – A to może podkopać nasze rozmowy o sprawach o wiele ważniejszych dla bezpieczeństwa energetycznego kraju, jak rynek mocy czy pakiet zimowy – ostrzega jeden z naszych rozmówców.

Kolejne dokapitalizowanie PGG, któremu i tak sprzeciwiają się udziałowcy, byłoby więc bardzo ryzykowne. Nasi rozmówcy przekonują, że planem B miałby być ewentualny podział aktywów Polskiej Grupy Górniczej pomiędzy jej udziałowców. Między innymi PGNiG byłoby zainteresowane przejęciem kopalni ROW (połączone zakłady Marcel, Jankowice, Chwałowice i Rydułtowy). To najlepsze dziś aktywo PGG. Ale to nie podobałoby się z kolei PGE, która kończy budowę dwóch wielkich bloków węglowych w Opolu (2 x 900 MW).

– Ani przejęcie jakiejkolwiek kopalni od PGG, ani kolejne dokapitalizowanie tej spółki nie jest obecnie przedmiotem żadnych rozmów i analiz – mówi nam Maciej Szczepaniuk, rzecznik PGE. PGNiG natomiast odmówiło komentarza w tej sprawie.

O tym, że do Tauronu Wydobycie nie dołączy czwarta kopalnia (Tauron jako jedyny w energetyce nie jest udziałowcem PGG, jednak uratował przed zamknięciem należącą wcześniej do Kompanii Węglowej kopalnię Brzeszcze), zapewnia Łukasz Gębala, wiceprezes finansowy tej spółki. – Nie rozważamy takiej możliwości – powiedział DGP. Przypomnijmy, że jeszcze przed powstaniem PGG jednym z wariantów było przeniesienie do Tauronu kopalni Bolesław Śmiały, która jest połączona taśmociągiem transportującym węgiel z elektrownią Łaziska należącą do tej spółki.

Energa i Enea nie odpowiedziały na nasze pytania dotyczące ewentualnego podziału PGG. Przedstawiciele spółki i resort energii nadzorujący sektor węglowy również.

Dominik Kolorz, szef górniczej „S”, powiedział nam natomiast, że o pomyśle przyłączenia kopalni ROW do PGNiG słyszał, ale na razie nie wie, czy to pomysł rozważany na poważnie.

– To by była ryzykowna decyzja PiS w kontekście nadchodzących wyborów, bo ktoś musiałby ponieść odpowiedzialność polityczną za ten „sukces” – mówią nasi rozmówcy z branży górniczej.

– Przyłączenie kopalń do poszczególnych spółek energetycznych to jedyny sensowny pomysł na przyszłość górnictwa i jestem jego ogromnym orędownikiem – mówi z kolei DGP Janusz Steinhoff. – Energetyka konkurująca ze sobą na rynku krajowym nie może być wspólnym właścicielem PGG, bo nie ma tak naprawdę realnego wpływu na zarządzanie tymi kopalniami. Gdyby spółka X przejęła kopalnię Y, mogłaby realnie decydować o inwestycjach, restrukturyzacji czy zamknięciu danego zakładu – tłumaczy.

W środę w Rudzie Śląskiej wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski podkreślił, że górnictwo musi być rynkowe. Tymczasem resort energii znowu musi się gimnastykować w negocjacjach z Brukselą, bo zatwierdzony w listopadzie 2016 r. program będzie musiał być modyfikowany, a zmiany na nowo notyfikowane. Na starej liście kopalń do zamknięcia nie ujęto kopalni Wieczorek, a możliwość jej likwidacji jest brana pod uwagę. Są tam natomiast wpisane Śląsk, Sośnica i Rydułtowy, ale PGG zapewnia, że nie podjęła jak dotąd żadnych decyzji w ich sprawie. 

Bruksela dopytuje Polskę o miliardy wpompowane w PGG

PGG chce sięgnąć po węgiel z nieczynnej kopalni Makoszowy

Wiceprezes Polskiej Grupy Górniczej Piotr Bojarski poinformował w środę, że spółka sięgnie po złoża węgla nieczynnej od końca 2016 r. zabrzańskiej kopalni Makoszowy. Chodzi o ok. 12 mln ton surowca. Część paliwa można wydobyć od strony gliwickiej Sośnicy, część od Bielszowic w Rudzie Śląskiej. Sęk w tym, że kopalnia Makoszowy od 2015 r. znajdowała się w Spółce Restrukturyzacji Kopalń, gdzie dopiero z końcem ubiegłego roku postawiona została w stan likwidacji. Była to jedna z kopalń do zamknięcia, które zadeklarowaliśmy na liście przekazanej do Brukseli, otrzymując zgodę Komisji Europejskiej na wydanie 8 mld zł z budżetu państwa na likwidację nierentownych zakładów wydobywczych. Tyle tylko, że wbrew doniesieniom medialnym PGG nie rozmawiała jeszcze z SRK na temat węgla z Makoszów.

– Koncesja wydobywcza kopalni Makoszowy nadal znajduje się u nas i nikt nie wystąpił do nas z jakąkolwiek inicjatywą zmian w tej sprawie – mówi DGP Witold Jajszczok, rzecznik SRK. A bez koncesji ani Bielszowice, ani Sośnica nie będą mogły sięgnąć po węgiel z Zabrza. Zmiana zapisów koncesji leży z kolei w gestii resortu środowiska. Jednak w tym przypadku mogłaby się również znaleźć pod lupą Brukseli z tego względu, że nieczynna kopalnia skorzystała z pomocy publicznej. Znaczna część jej załogi poszła na urlopy górnicze czy skorzystała z jednorazowych odpraw pieniężnych (opłacane z budżetu państwa). A do sięgnięcia po węgiel z Makoszów potrzebne byłyby dodatkowe roboty udostępniające nieprzygotowane obecnie do eksploatacji. A te ktoś musi wykonać. PGG musiałaby więc np. zatrudnić firmy zewnętrzne, bo sama zatrudnienia w ramach restrukturyzacji zwiększać nie będzie. Poza tym urobek z Makoszów musiałby wyjeżdżać na powierzchnię nie w Zabrzu, ale w Rudzie Śląskiej, a to kolejne koszty.

Według wyliczeń SRK realizowana już likwidacja kopalni Makoszowy potrwa do 2021 r. i będzie kosztowała w sumie niemal 0,5 mld zł.