statystyki

Rządowa kontrrewolucja w szkolnej kuchni. Do szkół wrócą sól i cukier?

autor: Anna Wittenberg, Klara Klinger16.11.2015, 08:23; Aktualizacja: 16.11.2015, 12:01
Szkoła, jedzenie

Programy edukacyjne dla dzieci i rodziców, a nie zakazy – to pomysł PiS na szkolne żywienieźródło: ShutterStock

Kandydatka na szefową MEN zapowiada odwrót od restrykcji, które wprowadziła Platforma.

Reklama


Reklama


Do szkół wrócą sól i cukier? Tak – w rozmowie z DGP zapowiada Anna Zalewska, wskazana przez premier Beatę Szydło na ministra edukacji w jej rządzie. – Najpierw należy dzieci nauczyć racjonalnego odżywiania, a dopiero potem wprowadzać zakazy – uważa.

Od września w sklepikach szkolnych oraz stołówkach nie można sprzedawać produktów z cukrem, solą oraz napojów gazowanych. To efekt zmian przygotowanych wspólnie przez resorty edukacji i zdrowia. Miały być odpowiedzią na rosnący odsetek otyłych dzieci. Według informacji MZ ma ich być już nawet 20 proc.

Kandydatka na minister edukacji zapowiedziała w rozmowie z nami, że jednym z jej pierwszych kroków po zaprzysiężeniu będzie odwrócenie tych zmian. Powód? Jej zdaniem ustawowe ograniczenia w dostępie do soli czy cukru przyniosły więcej złego niż pożytku, bo zamiast sprawić, że dzieci będą zdrowsze, powodują, że część w ogóle nie je w szkole, wyrzucając stołówkowe jedzenie do śmietnika. Jak przekonuje Anna Zalewska, uderza to szczególnie w uczniów pochodzących z biedniejszych rodzin, dla których głównym posiłkiem jest ten szkolny. Powodem cofnięcia zmian były także protesty ajentów sklepików.

O konkretach – na przykład, ile soli będą mogli użyć pracownicy szkolnych stołówek – przyszła minister nie chce jeszcze mówić, ale przyznaje, że pomysł konsultowała już z kandydatem na ministra zdrowia Konstantym Radziwiłłem. Jak mówi Anna Zalewska, są już po słowie. Zdaniem minister należy zainwestować w programy edukacyjne dla dzieci i rodziców, a nie zakazy.

Tym samym do szkół mogą wrócić serki topione i drożdżówki – między innymi o te produkty masowo pytali resort zdrowia ajenci sklepików szkolnych i dyrektorzy placówek. Restrykcyjne normy były dla nich początkowo bardzo uciążliwe. O skali problemów może świadczyć szczegółowość pytań: czy duszenie też jest zakazane jak smażenie (nie jest zakazane), czy zamiast kompotu można dać dodatkową porcję owoców (nie można) i czy można podczas przyjęć w szkole podać inne żywienie niż to z listy przedstawionej przez resort (można).

To, jak placówki radzą sobie z wprowadzaniem nowych zaleceń, kontrolowały stacje sanitarno-epidemiologiczne w całym kraju. Ewelina Strauss z olsztyńskiego sanepidu przekonuje, że przedszkola w większości nie miały problemu z dostosowaniem do wytycznych. Stacja kilka tygodni temu przeprowadziła ankiety, w których zapytano (podczas prowadzonych szkoleń) ajentów sklepików, pracowników stołówek i cateringu oraz przedszkoli, jakie mają problemy. Najwięcej zgłaszali ich właściciele sklepików. W jednej czwartej stołówek z kolei mówiono, że w ogóle nie mają z nowymi przepisami problemów. Z ankiety olsztyńskiego sanepidu wynikało, że największym kłopotem są krytyczne uwagi rodziców, brak odpowiednich produktów na rynku oraz przyzwyczajenia smakowe dzieci dotyczące najczęściej zup mlecznych. Jednocześnie ponad 80 proc. badanych uważało, że nawyki żywieniowe dzieci należy zmieniać.

Stołówki przygotowują więc specjalne mieszanki ziół zamiast soli, nie słodzą, a dzieci nie protestują. – Te najmłodsze są najbardziej skłonne do dostosowania się do nowości. Sama podczas kontroli próbowałam jedzenia przygotowanego według zasad i było naprawdę smaczne – przyznaje Strauss. Jej zdaniem na tym etapie wycofywanie przepisów czy nawet ich łagodzenie nie byłoby potrzebne, szczególnie jeśli chodzi o przedszkola. Dzięki zdrowej żywności dzieci mają szanse od małego uczyć się nowych smaków.

Kolejne zmiany w przepisach mogą oznaczać też zmarnowane pieniądze. Stacje sanitarno-epidemiologiczne prowadziły szkolenia z nowych zaleceń dla pracowników stołówek i cateringów, właścicieli sklepików. – Mieliśmy na nich tłumy. Jeśli teraz wszystkie przepisy znowu się zmienią, szkolenia trzeba będzie powtarzać – mówi nam pracownik jednej ze stacji.

Z zapowiedzi kontrrewolucji nie jest też zadowolony Marek Olszewski ze Związku Gmin Wiejskich. Jego zdaniem szkoły, mimo początkowych trudności, przystosowały się już do nowych zaleceń. – Huśtawka decyzyjna podważy zaufanie do państwa jako całości – ocenia. – Kiedy wprowadzano zmiany, mówiono nam, że są one poparte opiniami lekarzy i dietetyków. Szkoły powinny robić to, co jest dobre dla uczniów.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • Dietetyk(2015-11-16 09:46) Odpowiedz 10

    cyt: "...część w ogóle nie je w szkole, w y r z u c a j ą c stołówkowe jedzenie do śmietnika. Jak przekonuje Anna Zalewska, uderza to szczególnie w uczniów pochodzących z b i e d n i e j s z y c h rodzin, dla których głównym posiłkiem jest ten szkolny." Jak słyszę takie uzasadnienia, to krew mnie zalewa! Biedniejsi wyrzucają jedzenie? To im go nie dawać!! A jedzenie w szkołach powinno być zdrowe. Jeśli komuś nie odpowiada szkolne to niech przynosi śmieciowe z domu, a nie odwrotnie. Takie postępowanie byłoby normalne! Takim sposobem PIS zdobywa głosy ciemnego, niedouczonego ludu wychowanego na białych bułach z salcesonem i parówkach za 4,5 kg z marketu. Żal... Co za kraj... Nich dzieci tuczą się w szkole, niech kuszą ich lizaki, hamburgery z mikrofalówki, cola i pączki z lukrem, byleby sklepikarze dobrze na tym wyszli! Strach żyć w takim kraju...

  • maxi(2015-11-16 10:28) Odpowiedz 00

    Aby jedzenie z Kuchni szkolnej bylo smaczne sól i cukier jest niezbędny.

  • ekuPL(2015-11-16 10:53) Odpowiedz 00

    Do Pani Dietetyk z IP: 83.12.42.* (2015-11-16 09:46)

    Bardzo proszę się nie nazywac dietetykiem skoro według Pani salceson i parówka to jest samo zło. Nie ma Pani zielonego pojęcia o dietetyce skoro wypisuje Pani takie brednie...Proszę swoje mądrości stosować na swojej rodzinie bo pewnie oni Pani ufają..A co do parówek i salcesonu...to radze Pani pseudo dietetyk zacząć od lektury na temat kolagenu.KROPKA

  • Miki(2015-11-16 11:00) Odpowiedz 00

    Do Dietetyk z IP: 83.12.42. - Jeśli nie próbowałeś jedzenia ze szkolnej stołówki, to się nie wypowiadaj. Moje dziecko nie jest wybredne i każdy domowy obiad zjada ze smakiem. Nie mam możliwości na tygodniu zapewnienia dziecku posiłku obiadowego, więc jest zapisane na stołówkę. Po tych zmianach, dzieciak często przychodzi głodny do domu. Mimo, że jadłospis z punktu widzenia dietetyka wygląda ok to z punktu widzenia przeciętnego młodego konsumenta jest bezsmakową papką. Co z tego, że na kartce ładnie pisze jak połowa dzieci tego nie zjada. Sama kiedyś próbowałem takiego niedoprawionego żarcia. Nigdy bym czegoś takiego nie podała drugiej osobie. Dziecko mówi abym go wypisała z obiadów. Jak widzę co teraz się dzieje w sklepach w pobliżu szkół - dzieciaki nie jedzą obiadów, więc po lekcjach w okolicznych sklepach idą w ruch wafle, 7 days-y,. hot dogi i inne śmieciowe żarcie. Teraz to dopiero jest zdrowe odżywianie.

  • sol i cukier(2015-11-16 11:20) Odpowiedz 00

    Ale tytuł. Palikociarnia i złodzieje z PO dołożyli by jeszcze wibratory i sztuczne cipy.

  • sacharoza(2015-11-16 09:25) Odpowiedz 00

    Lewacy. Uszczęśliwią każdego czy chce tego czy nie. Na szczęście wracamy w stołówkach do normalności.

  • Mama ośmiolatki(2015-11-16 09:59) Odpowiedz 00

    Co za bzdura! Szkolna stołówka nie ma problemów, żeby karmić dzieci zdrowo i smacznie.
    Za to z automatu w szkole zniknęły gazowane słodzone napoje, chipsy i słodycze, a pojawiły się woda i zdrowe przekąski (pieczywo chrupkie, łuskany słonecznik, ciasteczka owsiane bez cukru itp...). Dla mnie to rozporządzenie to wielka zmiana na plus. I to samo twierdzi wychowawczyni mojego dziecka

  • Dietetyk(2015-11-16 12:02) Odpowiedz 00

    Do ekuPL. Kłopoty z czytaniem? Nie pisałam że salceson i parówki to SAMO zło (chociaż nikt mi nie powie, że parówki z marktetu które kosztują 4,50 za kilogram, są wartościowym pożywieniem). Pisałam natomiast, że dzieci nie powinny w sklepikach szkolnych kupować słodyczy, pączków i hamburgerów z mrożonki odgrzewanych w mikrofalówce. Nikt nad tym nie panuje. Rodzice nawet nie zdają sobie sprawy, że dziecko w szkole zamiast kupić sobie drożdżówkę, kupi lizaki, gumy i kolę z automatu. Idealnym rozwiązaniem byłoby zlikwidowanie sklepików szkolnych a dzieci powinny przynosić śniadanie z domu, ewentualnie zjeść obiad w stołówce.
    Do Miki: Piszesz: "ak widzę co teraz się dzieje w sklepach w pobliżu szkół - dzieciaki nie jedzą obiadów, więc po lekcjach w okolicznych sklepach idą w ruch wafle, 7 days-y,. hot dogi i inne śmieciowe żarcie. Teraz to dopiero jest zdrowe odżywianie". Zatem sugerujesz aby to wróciło do sklepików szkolnych?? Powiem Ci, że nastolatki zrywają się też z lekcji i palą papierosy po kontach, więc może zróbmy palarnię w szkole?

  • Dietetyk(2015-11-16 12:04) Odpowiedz 00

    Oczywiście miało być: po kątach".

  • Iwona(2015-11-16 12:31) Odpowiedz 00

    A wystarczyło zakazać tłuszczów trans - utwardzone tłuszcze roślinne, często olej palmowy i syropu glukozowo - fruktozowego z kukurydzy GMO, który jest masowo wykorzystywany do słodzenia napojów zamiast cukru. Komu zaszkodzi posolenie czy posłodzenie potraw polskim cukrem?

  • erter4(2015-11-16 16:38) Odpowiedz 00

    Chodzi o to aby młodzież jadła PiSowi z ręki

  • Umiem czytać(2015-11-18 09:18) Odpowiedz 00

    Ludzie czy wy umiecie czytać. Przecież czytając ten artykuł każdy odrobinę myślący czyta. Wrócą drozdzowki,jakieś ustalone przez MZ,posolą ziemniaka i zupę to jest napisane..Trochę smaku wróci i tylko tyle a może aż tyle..Nikt tu nie pisze o chipsach czy coli..Kłania się czytanie ze zrozumieniem

  • Hee(2015-11-16 23:00) Odpowiedz 00

    Durni rodzicei tak pewnie wpychają dzieciom petitki, dania, batony, ciastka, draże, cukierki, chipsy, kolorowe napoje, drożdżówki, serki topione, nutellę. Na obiadek zupka z kostki rosołowej i smażone kotlety z rozgotowanym makaronem. A potem dziwią się, że dziecka nikt w klasie nie lubi bo jest grube, na wf nie chce chodzić bo jest grube i dostaje zadyszki, a potem w okresie dojrzewania grubnie jeszcze bardziej i ma problemy z cerą. Potem to już tylko gorzej, bo jako młody 30 letni człowiek ma cukrzycę albo chociaż nadciśnienie. Paście swoje kochane dzieci byle syfem, a umrą przed wami.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

Reklama