Istnienie chorób, do których predyspozycje są przekazywane genetycznie, nie sposób zanegować. Większość przypadłości, które przypisujemy zwyczajowo „złym genom”, wcale jednak od nich nie zależą. To one są najczęstszą przyczyną zgonów w świecie zachodnim. To choroby zwane cywilizacyjnymi.

Skąd wiemy, że geny za nie odpowiadają, a przynajmniej nie odgrywają decydującej roli w ich występowaniu? Z badań nad stylem życia i stanem zdrowia emigrantów i – ogólniej – ludzi, którzy zmienili swój styl życia na bardziej „zachodni”.

Już w 1916 r. dr Cornelius de Langen zaobserwował, że jego rodacy – Holendrzy – mają zdecydowanie wyższe stężenie cholesterolu we krwi niż Jawajczycy. Kiedy jednak zbadał ten parametr u jawajskich stewardów pracujących dla holenderskich linii oceanicznych, okazało się, że stężenie cholesterolu we krwi w obu grupach jest takie samo. Wniosek był prosty: to nie pochodzenie odpowiada za miażdżycę, tylko nasz styl życia.

Japońska tajemnica

Jeszcze dobitniejsze wnioski wyciągnięto z Badania Siedmiu Krajów przeprowadzonego w latach 60. XX w. pod kierunkiem Ancela Keysa. Wśród badanych byli mieszkańcy dwóch japońskich wiosek: Ushibuka i Tanushimaru. Spożywali oni najmniej tłuszczu spośród zamieszkujących wszystkie badane regiony – tylko równowartość 9 proc. dostarczanych codziennie kalorii. Jednocześnie nie stwierdzono tam zgonów z powodu niedokrwiennej choroby serca.

Nie całkowity brak, ale bardzo małą zachorowalność na choroby układu krążenia obserwowano zresztą w całej Japonii jeszcze długo po tym badaniu. Najlepszym zdrowiem i długowiecznością cieszą się mieszkańcy Okinawy. Ich tradycyjna dieta (nadal tam kultywowana przez starszych ludzi) jest niskokaloryczna, za to bardzo skoncentrowana (tzw. gęstość odżywcza, czyli zawartość składników odżywczych w przeliczeniu na jednostkę objętości, jest wysoka). Tradycyjnie uprawiano na wyspie także formy aktywności fizycznej, przede wszystkim tai-chi i jazdę na rowerze. Kiedy na fali powojennych trendów zmienił się model żywienia (do posiłków weszło białe pieczywo, zwiększyło się spożycie tłuszczu), pogorszył się również stan zdrowia mieszkańców. Na codzienne ćwiczenia również jest mniej czasu i ochoty – zachodni styl życia stał się celem, do którego aspirują młodsi mieszkańcy. Dziś najzdrowsi są liczni na wyspie 100-latkowie! Młodsi o wiele częściej cierpią na choroby układu krążenia, mają wyższy indeks masy ciała. Ci zaś, którzy wyemigrowali, osiągają dziś wiek i stan zdrowia członków społeczeństw, których częścią się stali (istnieje np. spora populacja w Brazylii, u której średnia długość życia zmniejszyła się o 17 proc.).

Geny są te same, różni się styl życia. Wraz z przyjmowaniem zachodnich wzorców społeczeństwa tradycyjne tracą długowieczność i częściej zapadają na choroby, których dotychczas prawie nie znały. Do tych samych wniosków prowadzą badania prowadzone od lat 60. XX w. na populacji Japończyków w San Francisco i na Hawajach. Zaobserwowano u nich zwiększenie poziomu insuliny na czczo, poziomu tłuszczu trzewnego (szczególnie niebezpieczny – osadzający się na narządach wewnętrznych) i wzrost występowania blaszki miażdżycowej – nie tylko u drugiego pokolenia, także u pierwszych emigrantów, którzy częściowo przyjęli styl życia miejsca, w którym się osiedlili, acz z wyraźną tendencją wzrostową u coraz młodszych pokoleń wychowywanych już według amerykańskich wzorców.

Polacy nie zostali w tyle

Nasze Ministerstwo Zdrowia w 2010 r. rozpoczęło realizację Narodowego programu przeciwdziałania chorobom cywilizacyjnym. Zaliczyło do nich m.in. cukrzycę, nadwagę, otyłość, choroby układu krążenia i nowotwory. Jak czytamy na jego oficjalnej stronie, rozwojowi tych chorób sprzyjają:

● siedzący tryb życia;

● całkowity brak aktywności fizycznej;

● ograniczenie ćwiczeń do minimum;

● dieta bogata w produkty wysokotłuszczowe i zawierająca zbyt dużą ilość cukrów;

● palenie tytoniu;

● nadużywanie alkoholu;

● stres.

Oczywiście są również przyczyny, na które nie mamy bezpośredniego wpływu, i na nie ministerstwo również zwraca uwagę. To postęp technologiczny i „negatywne skutki zanieczyszczenia środowiska naturalnego, coraz bardziej odczuwalne dla zwykłego człowieka”. Zanieczyszczenie to musi być redukowane na poziomie krajowym i globalnym – wysiłki pojedynczych obywateli są istotne, ale nie przełożą się na ich stan zdrowia! Możemy natomiast wprowadzić do swojego stylu życia takie zmiany, które przyniosą szybkie skutki.

Przede wszystkim otyłość

Otyłość i nadwagę wiąże się z występowaniem wielu chorób – cukrzycy typu II, choroby wieńcowej, chorób stawów, zakrzepicy, a nawet coraz częstszych zaburzeń oddychania w czasie snu. Są to przypadłości niebezpieczne dla życia, dlatego w żadnym razie nie wolno ich bagatelizować. Sama otyłość również została uznana za chorobę przewlekłą. Jest to zaburzenie homeostazy przemiany energetycznej spowodowane nadmierną podażą energii zawartej w pokarmach w stosunku do zapotrzebowania organizmu. W jej wyniku dochodzi do magazynowania nadmiaru w tkance tłuszczowej. Alarmujący przyrost liczby ludzi dotkniętych tą chorobą obserwuje się głównie w krajach rozwiniętych, co wskazuje na jej wyraźny związek ze stylem życia. W tych krajach codziennością jest nieograniczony dostęp do wysokokalorycznej żywności, za to zdecydowanie mniej mieszkańców niż niegdyś para się pracą fizyczną bądź regularnie uprawia jakąkolwiek dyscyplinę sportu.

Dla zmierzenia poziomu, na którym się znajdujemy, stosuje się indeks masy ciała (BMI). Oblicza się go następująco: masę ciała w kilogramach dzielimy przez podniesiony do kwadratu wzrost w centymetrach. BMI powyżej 25 wskazuje na nadwagę. BMI przekraczające 30 to już otyłość.

Problem z walką z otyłością nie tkwi tylko w zaklętym kręgu, w którym znajduje się wielu z nas: osobom z nadwagą o wiele trudniej wykonywać ćwiczenia fizyczne niż tym z prawidłową masą ciała. Badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii wskazały zaś, że im wyższe BMI, tym później mózg reaguje „sygnałem nasycenia”. Oznacza to, że ludzie z nadwagą bardzo łatwo przechodzą do grupy otyłych, bowiem są głodni nawet po posiłku, a przy tym szybciej się męczą, rezygnują więc z aktywności ruchowej. Najważniejsze wydaje się więc niedopuszczenie do znaczącej i stałej nadwagi, bo ona zazwyczaj tylko się zwiększa do poziomu otyłości, z którą sami, bez pomocy wyspecjalizowanych lekarzy, już sobie nie poradzimy.

Dlatego ważna jest aktywność fizyczna i właściwa (nisko kaloryczna, zbilansowana i oparta na produktach roślinnych – niezawierających nasyconych kwasów tłuszczowych) dieta. Razem nie dopuszczają one do wystąpienia nadmiaru energii, którą organizm zmagazynuje w postaci tłuszczu.

Ważne, by o prawidłową masę ciała dbać na co dzień. Nie chodzi tylko o słynny efekt jojo, czyli naprzemienne tracenie kilogramów i przybieranie na wadze. Nieprawidłowo przeprowadzone odchudzanie jest niebezpieczne! Może dojść do uwolnienia toksyn (te, których nasze ciało nie potrafi się pozbyć, magazynuje w tkance tłuszczowej). Przede wszystkim nie wolno odchudzać się dietami wykluczającymi, czyli takimi, które pozbawią nasz organizm niezbędnych mu substancji. Dieta bez węglowodanów czy tłuszczów jest akceptowalna tylko na bardzo krótką metę. Jeśli się przeciąga (a zazwyczaj tak jest, bo efekty z pierwszego tygodnia, dwóch są bardzo motywujące), odbija się na zdrowiu, o czym pisaliśmy tydzień temu.

Aby nie dopuścić do nadwagi, powinniśmy się... skupić na jedzeniu. Doświadczenia wykazały, że przyjmując posiłki w trakcie innych czynności – choćby oglądając telewizję – zjadamy średnio o 20 proc. więcej, niż kiedy je celebrujemy! 20 proc. nadmiaru energii codziennie to kilka kilogramów tłuszczu rocznie.

Plaga naszych czasów

Otyłość prowadzi do insulinooporności. Aby więc w ogóle móc trawić cukry, organizm musi wyrzucać do krwi coraz więcej tego hormonu. To cukrzyca typu II. Najczęstsza (około 90 proc. przypadków). Na początku leczy się ją przede wszystkim zwiększoną aktywnością fizyczną, dzięki której zmniejsza się stężenie glukozy we krwi. Potem w razie potrzeby wprowadza się leki. Niezaleczona cukrzyca powoduje niewydolność nerek, udary, może doprowadzić do utraty wzroku, a niewydolność układu krążenia prowadzi w skrajnych przypadkach (w cukrzycy typu II jednak nie tak rzadkich) nawet do martwicy kończyn i konieczności amputacji. Szacuje się, że za 30 proc. przypadków tej choroby odpowiada zbyt duża ilość spożywanych tłuszczów (a nie, jak powszechnie się sądzi, węglowodanów!). Chodzi o tłuszcze nasycone (masło, smalec, łój) i tłuszcze trans, czyli uwodornione nienasycone kwasy tłuszczowe wszechobecne np. w margarynach twardych i wyrobach przemysłu cukierniczego. Jedno- i wielonienasycone kwasy tłuszczowe (większość olejów roślinnych) zmniejszają ryzyko, oczywiście jeśli są spożywane z rozsądkiem, bo inaczej tak samo jak zwierzęce prowadzą do otyłości.

W cukrzycy typu II podkreśla się również czynnik genetyczny. To dlatego nie każdy otyły zapada na tę chorobę. Stosując właściwą dietę i dbając o to, by regularnie ćwiczyć, zmniejszymy jednak ryzyko. Dotyczy to też innych bardzo poważnych schorzeń, których możemy uniknąć, nawet jeśli mamy do nich predyspozycje. Odpowiednie dla naszej aktywności żywienie i dawka ruchu to coś, co możemy zapewnić sobie sami. Choć nie uchronią nas przed wszystkimi chorobami, pomogą uniknąć tych najczęściej dzisiaj dotykających społeczeństwa zachodnie! A jak widać na przykładzie cukrzycy typu II, zachorowalność wzrasta alarmująco. W 1985 r. na świecie było około 30 mln diabetyków 20 lat później 217 mln. Niemal wszyscy mieszkali w krajach wysoko rozwiniętych i rozwijających się. Społeczeństwa ubogie (czyt. nieprzejadające się i pracujące fizycznie) cukrzycy nie znają.

PARTNER CYKLU: