Aby rozmawiać o mądrym inwestowaniu w innowacje, warto najpierw zdefiniować, co to jest. Paradoksalnie, nie jest to takie jednoznaczne.
dr Aleksandra Burdukiewicz dyrektor Centrum Transferu Wiedzy i Innowacji oraz Komercjalizacji, Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu / Fot. materiały prasowe
Aleksandra Burdukiewicz: Według definicji z Podręcznika Oslo wydanego przez OECD jest to nowy lub znacząco ulepszony i różniący się od poprzedniej wersji produkt lub proces biznesowy, który został udostępniony użytkownikom. Czyli coś, co jest różne wobec wersji poprzednich, ma walor nowości i musi być wdrożone. Co to jest „znacząco różniący się”? Czym innym jest zmiana z perspektywy dużego przedsiębiorstwa, ta sama rzecz w przypadku małej firmy może być istotną zmianą. Czyli to też zależy od kontekstu. To jest najczęściej rozstrzygane przez ekspertów, którzy oceniają to na etapie oceny merytorycznej wniosków przed przyznaniem finansowania.
Paweł Elbanowski dyrektor operacyjny StethoMe / Fot. materiały prasowe
Paweł Elbanowski: Najważniejsze jest to, żeby nie była oderwana od rzeczywistości. Jednak w przypadku innowacji nie zawsze wiadomo, jaki będzie końcowy efekt. Bardzo mi się podobała jedna z definicji start-upu, którą kiedyś usłyszałem. Mówi ona o rzuceniu się w przepaść i budowaniu samolotu w trakcie spadania. To z pewnością jest wyzwanie. Rzeczywistość jest bardzo podobna. Po drodze napotykamy też wiele trudności, wymagań, obostrzeń. Jednak samo poddawanie ocenie jest bardzo dobre i nie powinniśmy się tego bać. To nie my jesteśmy oceniani, tylko nasz produkt, to co chcemy wdrożyć. Z każdej takiej oceny można wyciągnąć wnioski i skorygować kierunek. Nikt nie wynalazł koła pierwszego dnia. To był przemyślany proces. Kluczowy jest też element wdrożenia, o którym wspomina pani doktor. Nam przy tworzeniu zdalnego stetoskopu od początku siłę do działania dawało właśnie myślenie, komu może on służyć. Że może pomóc lekarzom, że to narzędzie, które pozwoli lepiej zdiagnozować i kontrolować przebieg choroby, a pacjentom da możliwość nie tylko łatwiejszej, ale i bardziej precyzyjnej kontroli stanu zdrowia.
Jak to wygląda z perspektywy szpitali?
Jarosław J. Fedorowski prezes Polskiej Federacji Szpitali / Fot. materiały prasowe
Jarosław J. Fedorowski: Dyrektorzy szpitali przede wszystkim oceniają nowe rozwiązania pod kątem praktycznym. To są różne rozwiązania: od takich jak rozpoznawanie mowy, po nowe procesy organizacyjne. Podam prosty przykład: 20 lat temu wprowadziliśmy ratowników do karetek. Coś, co teraz wydaje się naturalne, było wtedy innowacją. Szpital to też miejsce, które jest motorem postępu - ze względu na potrzeby pacjentów i lekarzy. Czyli takich rozwiązań, które pomogą w bieżącym badaniu i będą wsparciem medycznym, ale i odpowiedzią na potrzeby pacjentów.
Arkadiusz Grądkowski prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych POLMED / Fot. materiały prasowe
Arkadiusz Grądkowski: Każdy ma trochę inne spojrzenie na innowacje. Izba Polmed zrzesza 90 firm - rozmawiając z nimi zdałem sobie sprawę z tego, że innowacją jest nie tylko wprowadzenie zaawansowanego technologicznie wyrobu medycznego, np. robota chirurgicznego czy wykorzystanie sztucznej inteligencji. Innowacjami mogą być też ulepszone wersje prostszych w swojej budowie produktów. Wprowadzenie nowego elementu lub kształtu, czy zastosowanie innego materiału, np. w produkcji pieluchomajtek, to też jest innowacja, która potrafi niesamowicie wpłynąć na komfort użytkowników. Niestety nie każda innowacja finalnie wejdzie do powszechnego użytku. Przy inwestowaniu w nowoczesne rozwiązania należy zwrócić uwagę na grupę docelową użytkowników produktu. Lekarze nie zawsze chcą korzystać z nowości, również pacjenci nie zawsze dają się przekonać. Przeszkodą we wdrożeniu innowacji mogą być przyzwyczajenia.
Najczęstszą przeszkodą jest jednak biurokracja oraz problem z finansowaniem. Brakuje całościowego spojrzenia na system, przez co niestety innowacje postrzegane są często jak rozwiązania zwiększające koszty leczenia. Warto jednak zwrócić uwagę, że coś, co patrząc wycinkowo z perspektywy płatnika, jest bardzo drogie, z punktu widzenia makro jest oszczędnością dla systemu i całościowego budżetu państwa.
Stąd pytanie - jak mądrze inwestować?
Aleksandra Burdukiewicz: Innowacja jest zawsze obarczona pewnego rodzaju ryzykiem. Nawet gdy mamy analizy, jak dany produkt zostanie przyjęty przez użytkowników, przez rynek, to do końca nie wiadomo, jak to będzie wyglądać. Jaki będzie koszt, czy będzie wygodne w użytkowaniu. Dlatego każda koncepcja poddawana jest ocenie przez każdego, niezależnie od tego, kto wykłada fundusze, czy robi to samo przedsiębiorstwo czy inwestorzy, czy też firma poszukuje po prostu bonu czy jakichś środków z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju bądź z innych instytucji. Ale tej pewności nigdy nie będziemy mieli. To czas pokazuje przydatność.
Paweł Elbanowski: Pokażę na naszym przykładzie: zaczęliśmy od zmiany definicji. Stwierdziliśmy, że stetoskop jest narzędziem do osłuchiwania i może być używany w domu. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiliśmy, to stworzyliśmy rozwiązanie, które może być wykorzystywane przez laika. Nie trzeba mieć wykształcenia medycznego, aby móc z niego korzystać. Stworzyliśmy algorytmy sztucznej inteligencji, które automatycznie identyfikują nieprawidłowe dźwięki osłuchowe, udowodniliśmy jakość medyczną. Zrobiliśmy to jako pierwsi na świecie. W tym przypadku jesteśmy pionierami, pokazujemy, że takie rozwiązania się sprawdzają i skracają kolejkę do lekarza. To też oszczędność ekonomiczna, lekarz może dokładnie lepiej monitorować pacjentów. Ponadto otrzymuje historię osłuchową choroby - kiedy w końcu trafiam do alergologa, moje dziecko może nie mieć już objawów (np. świstów w płucach, kaszlu czy gorączki), ale pacjent może pokazać nagrania, jak wyglądało zaostrzenie choroby. Mamy lekarzy, którzy mówią, że dzięki temu zmienili diagnozę. Wyniki przeprowadzonych przez nas badań obserwacyjnych pokazały, że w 47 proc. przypadków lekarz, mając dostęp do historii pacjenta prowadzonej dzięki aplikacji StethoMe, podjął decyzję o zmianie leczenia, które okazało się nieoptymalne. Trzeba dowodów na efektywność innowacji, ale także lekarzy, którzy chcą z takich rozwiązań korzystać, oraz chęci płatnika, żeby przeznaczyć pieniądze na pilotażowe wdrożenia.
Jarosław J. Fedorowski: Do każdego projektu potrzeba liderów, którzy pokażą, że technologia, organizacyjna czy produktowa, jest skuteczna. Liczy się bowiem aspekt emocjonalny i psychologiczny, trzeba przekonać ludzi do zmieniania przyzwyczajeń. Wybierając nowe rozwiązania, trzeba korzystać z doświadczeń innych - także i szpitali. Bo niedopracowana innowacja może bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Trzeba też pamiętać, że beneficjentem naszych działań powinien być przede wszystkim pacjent, ale żeby tak się stało - również medycy.
Arkadiusz Grądkowski: Bardzo istotna jest współpraca. Czasami możemy mieć świetny, innowacyjny projekt, ale nie damy rady go wdrożyć. Niezbędne są jasne, przejrzyste regulacje prawne i ścieżka postępowania. A tego w Polsce brakuje.
Jakie są Państwa rekomendacje?
Aleksandra Burdukiewicz: Warto rozpoznać rynek i przygotowywać rozwiązania szyte na miarę.
Paweł Elbanowski: Zgadzam się - pracujmy jak najbliżej klienta. Klientem jest płatnik, ale też użytkownik końcowy, musi on zobaczyć wartości rozwiązania, które stanie się dla niego usprawnieniem.
Jarosław J. Fedorowski: Kluczowa jest współpraca naukowców, menedżerów, medyków praktyków i inwestorów. Ale także kreowanie liderów opinii, którzy będą promować nowe rozwiązania. Warto też obserwować, co się dzieje na innych rynkach. Jak mówią w Izraelu - inaczej niż w Polsce - szansa tkwi w szczegółach. I o tym należy pamiętać.
Arkadiusz Grądkowski: Ja mam propozycje systemowe - nam są po prostu potrzebne jasne, przejrzyste reguły gry. Inżynier z Politechniki nie musi być prawnikiem. On powinien mieć możliwość wejścia na jedną stronę www i znalezienia informacji, jaką drogą musi podążać i jakie kroki podjąć, aby wymyślony przez niego produkt miał szansę na wejście do powszechnego stosowania.
_____________________________________________________

Kluczowy jest etap pilotażu

Paweł Elbanowski dyrektor operacyjny StethoMe / Fot. materiały prasowe
Przy innowacyjnych projektach i nowych technologiach nigdy pewnie nie da się powiedzieć, że finansowanie jest wystarczające. Ale nie jest to główne wyzwanie, bo pieniądze są i można ich szukać w różnych źródłach. Po pierwsze na rynku działają inwestorzy, po drugie dostępne są granty z instytucji państwowych, takich jak Agencja Badań Medycznych czy też Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.
Tworząc nasz start-up korzystaliśmy ze wszystkich dostępnych źródeł. Początkowo pozyskaliśmy dwa duże granty. Ale bez wsparcia biznesu nie mielibyśmy szans - bo musieliśmy mieć wkład własny.
Szukanie finansowania jest o tyle korzystne, że wnosi coś jeszcze innego niż pieniądze: jest pierwszym sprawdzianem, czy rozwiązanie, które chcemy wprowadzić na rynek, ma sens. Jeżeli biznes inwestuje swoje pieniądze, to oznacza, że wierzy, że dany projekt ma szansę. Wiara „biznesowych aniołów” ma podwójny wymiar, i finansowy, i merytoryczny. To moment, kiedy projekt jest poddawany dogłębnej ocenie. Pieniądze inwestorów połączone z pieniędzmi z grantów pozwalają doprowadzić projekt do etapu badań klinicznych i testowania rozwiązania, jak się sprawdza u użytkowników. Na tym etapie może pozyskać wsparcie, np. od Agencji Badań Medycznych.
Z naszej perspektywy wynika, że właśnie ten etap, czyli pilotaż, jest kluczowy. I to jest paradoksalnie w Polsce największym wyzwaniem. Łatwiej jest znaleźć początkowe wsparcie, a większym wyzwaniem jest wprowadzenie produktu na rynek, do powszechnego użytku w ochronie zdrowia. Bardzo istotne jest dotarcie na wczesnym etapie do użytkowników, czyli w przypadku innowacji w zdrowiu - środowiska medycznego oraz pacjentów. Chodzi o obszar, w którym możemy zweryfikować przydatność nowej technologii. Nasze rozwiązanie jest skierowane do pacjentów, aby bez wychodzenia z domu mogli mieć wykonane badanie stetoskopem - potrzebowaliśmy więc i pacjentów, i lekarzy, którzy by sprawdzali, jak to działa. Aby zebrać dowody, jak rozwiązanie może działać w publicznej ochronie zdrowia, potrzebny był test z POZ-ami - i bez decyzji Ministerstwa Zdrowia o pilotażu nie dałoby się tego zrobić.
Jeżeli miałbym mówić o jakiś barierach przy wejściu na rynek, byłaby to współpraca ze środowiskiem medycznym, aby lekarze mieli więcej czasu na poznanie i wspieranie innowacji oraz na przekonanie się do tego rozwiązania. Jest to kluczowe, bo to realna walidacja pomysłu, która daje możliwość sprawdzenia już na samym początku, czy pomysł ma rację bytu, ale też stwarza możliwość jego skorygowania. Dla małych oddolnych inicjatyw jest istotne, aby mieć dostęp do lekarzy i naturalnego środowiska, w którym rozwiązanie miałoby działać oraz żeby współtworzyć z nimi wytyczne do produktu. To jest ścieżka, która w Polsce jeszcze wymaga wsparcia. To etap, który pokazuje wartości medyczne i ekonomiczne innowacyjnych rozwiązań dla systemu zdrowia.
Fot. materiały prasowe