Główny problem polega na tym, że nie wiadomo, czego może brakować. Firmy przekonują, że zapasy mogą tworzyć, ale nie wszystkiego. Z rozmów z MZ wynika, że określenie, jakie będą potrzeby w związku ze zwiększonym napływem ludności do Polski, na razie jest trudne. Nie wiadomo, ile osób do nas przyjedzie (to już ponad 1,5 mln osób) i ile z nich zostanie u nas. A przede wszystkim - w jakim będą stanie zdrowotnym. Przyjeżdżają głównie kobiety i dzieci, ale ta informacja to za mało, by zdiagnozować, które konkretnie preparaty będą bardziej potrzebne.
To, co już wiadomo, to fakt, że trzeba myśleć o lekach na choroby, które w Polsce niemal nie istnieją. Na przykład na gruźlicę wielolekooporną - koszt leczenia jednej osoby to ok. 60 tys. zł. Z naszych informacji wynika, że prowadzono już rozmowy z producentami. Ale ponieważ choroba dotyka głównie mężczyzn po 40. roku życia, a ci w większości zostali w Ukrainie, na razie nie zakupiono terapii; zabezpieczono tylko taką możliwość.