Reklama
Obecnie w Polsce pacjenci covidowi zajmują ok. 20 tys. łóżek. I chociaż to mniej niż w połowie grudnia, kiedy na COVID-19 w szpitalach leczyło się prawie 25 tys. ludzi, to poziom ten nie zapewnia wystarczającego marginesu bezpieczeństwa na wypadek, gdyby Omikron szybko doprowadził do kolejnej fali zakażeń. Przyjmuje się, że 30 tys. zajętych łóżek to liczba, przy której zasoby służby zdrowia są już mocno nadwerężone (podczas trzeciej fali było to nawet 35 tys.).
- Frapująca jest liczba zajętych łóżek, wystartowanie z takiego poziomu z piątą falą to jest scenariusz katastroficzny - powiedział wczoraj na antenie radia RMF FM minister zdrowia Andrzej Niedzielski.
- Styczeń to będzie miesiąc prawdy - mówi prof. Jacek Wysocki, członek Rady Medycznej przy premierze i b. rektor Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Wskazuje, że dotychczas pomiędzy kolejnymi falami mieliśmy spadki w liczbie zakażeń, np. w czwartą wchodziliśmy po wakacjach z poziomem kilkuset infekcji dziennie. - Owe dołki pozwalały nam się przygotować na kolejną falę, a teraz proszę zwrócić uwagę, że szpitale tymczasowe wcale się nie opróżniły. Także styczeń pokaże nam do bólu, gdzie jesteśmy - tłumaczy lekarz.
Rząd pokłada nadzieję głównie w tym, że osiągnęliśmy pewną odporność dzięki przechorowaniu i świeżej IV fali, która dotknęła bardzo dużą liczbę ludzi. - Czy to wystarczy, tego nikt nie wie. Zdania są mocno podzielone. Największym zagrożeniem jest skala, czyli jaka będzie realnie liczba przypadków - wskazuje inny rozmówca z Rady Medycznej. Zgadza się jednak, że duża liczba zajętych łóżek w szpitalach na przednówku kolejnej fali to poważna słabość.

Reklama
Jednak rząd zaczyna dostrzegać, że sytuacja staje się niebezpieczna: na stole leży cały wachlarz rozważanych posunięć, tj. zamknięcia galerii handlowych, obowiązkowe szczepienia mundurowych oraz nauczycieli, a także możliwość czasowego zamknięcia szkół. - Mamy nawet zgodę ministra edukacji, tylko szukamy rozwiązania, co zrobić, jeżeli część nauczycieli odmówi tego szczepienia, tak aby to nie utrudniło pracy szkoły - mówi zorientowany w rządowych planach rozmówca. Przyznaje jednak, że zamknięcie szkół będzie rozważane w ostatniej kolejności - nawet jeśli stanowią jedno z dwóch najważniejszych ognisk COVID-19 (drugim są szpitale).
Nowe obostrzenia będą miały jeden cel: szybkie zmniejszenie liczby pacjentów w szpitalach. Decyzje mają zapaść w tym tygodniu, może nawet w środę lub w piątek.
Patrząc na innych
Analitycy zajmujący się Omikronem przyznają, że gdyby chuchać na zimne, to na pewno należałoby zamknąć na jakiś czas szkoły. To bowiem wśród dzieci, które są nadal w grupie z najmniejszym odsetkiem zaszczepionych, wirus może przenosić się bardzo szybko. Z drugiej strony zamykanie szkół i przechodzenie na zdalną edukację stało się - po doświadczeniach poprzednich fal i wpływu, jaki miało to na zdrowie psychiczne dzieci - ostatnim narzędziem, wykorzystywanym w walce z pandemią.
Jak wynika z informacji DGP, w ostatnim dniu roku odbyło się właśnie w tej sprawie spotkanie premiera z Radą Medyczną. Rozmowa dotyczyła prognoz przebiegu pandemii w związku z Omikronem. - Optymizmem nie wiało - mówi jeden z uczestników spotkania. - Prawda jest taka, że wstrzymaliśmy oddech, bo teraz właśnie jest czas, kiedy okaże się, jak bardzo groźny jest ten wirus - dodaje.
Eksperci nie ukrywają, że próby przewidzenia dalszego rozwoju sytuacji nad Wisłą są bardzo trudne. Dotychczas posiłkowaliśmy się doniesieniami z zagranicy, bo pandemia u nas była nieco „przesunięta” w stosunku do innych krajów. Teraz jednak doniesienia ze świata nie są w pełni miarodajne. Jeden z naszych rozmówców wskazuje np., że Afryka, gdzie wykryto nowy wariant, ma bardzo młodą populację, w związku z czym doniesienia o relatywnej nieszkodliwości Omikronu należy traktować na wszelki wypadek z rezerwą.
Ale zwodnicze mogą być również doniesienia z Europy. W Wielkiej Brytanii, która stanowi dla nas główny punkt odniesienia - tam również pomimo naporu fali zakażeń nie zdecydowano się na wprowadzenie ostrych obostrzeń - wskaźnik wyszczepienia jest o ok. 20 pkt proc. wyższy niż w Polsce (w UE zajmujemy pod tym względem niechlubne piąte miejsce od końca). Jak wskazuje prof. Wysocki, z punktu widzenia sytuacji w szpitalach jeszcze ważniejszy jest wskaźnik wyszczepienia w grupach wiekowych najbardziej narażonych na ciężki przebieg COVID-19. Na tym tle także wypadamy słabo - w UK po pierwszej dawce szczepionki jest ponad 90 proc. osób po 70. roku życia; u nas w grupie wiekowej 76 plus jest to 80 proc.
Rekordowa fala
Trudno na przykładzie innych krajów przewidzieć też, jak będzie się rozwijać wirus w Polsce ze względu na różnice w skali obostrzeń. Chociaż w Niemczech IV fala uderzyła w podobnym czasie co u nas, to miała jednak inny przebieg, ponieważ rząd federalny we współpracy z władzami krajów związkowych zdecydował się na wprowadzenie obostrzeń. W efekcie Niemcy obecnie znajdują się na pierwszym miejscu w Europie pod względem wartości wskaźnika restrykcji wyliczanego przez Uniwersytet w Oksfordzie (84,3 na 100). Na drugim miejscu znajdują się Grecja i Francja. Polska zaś jest na szóstym miejscu od końca w UE z wskaźnikiem 39,8 na 100.
Podobne pytania co w Polsce Omikron wywołuje także na świecie - tym bardziej że w 2022 r. weszliśmy z liczbą infekcji bijących wszelkie rekordy z poprzednich fal. Przekroczenie magicznej bariery miliona wykrytych przypadków dziennie, dotychczas scenariusz rodem z covidowych koszmarów, stał się faktem. W USA pozytywny wynik testu na koronawirusa otrzymuje już prawie 200 tys. osób dziennie; w Wielkiej Brytanii niedawno osiągnięty został podobny poziom.
W wielu krajach wzrost liczby przypadków powoli zaczyna dawać się we znaki w szpitalach. Choć skala hospitalizacji nie jest na razie wysoka, to zaczęła rosnąć. Dla przykładu za kanałem La Manche przez ostatnie miesiące liczba pacjentów chorych na COVID-19 w szpitalach utrzymywała się na poziomie poniżej 10 tys.; teraz zbliża się do 12 tys. I chociaż co do zasady sytuacja nie jest jeszcze tak ciężka, jak bywało w poprzednich falach, to szybko może się pogorszyć.
Na korzyść Wielkiej Brytanii w stosunku do Polski przemawia jednak, jak wspomnieliśmy, wyższy wskaźnik wyszczepienia, także w grupach najbardziej narażonych. Rząd w Londynie w przygotowaniach na wariant Omikron mocno stawia również na dawki przypominające. Te w UK przyjęło już prawie 60 proc. ludności; dla porównania - w Polsce wskaźnik ten nie przekracza 20 proc.
Z brytyjskich badań wynika, że ryzyko hospitalizacji w przypadku wariantu Omikron wynosi jedną trzecią tego, co przy Delcie. Analizę przeprowadziła Agencja Bezpieczeństwa Zdrowotnego (HSA) - urząd odpowiedzialny za nadzór epidemiologiczny w Wielkiej Brytanii. „Za wcześnie jest jeszcze na wyciąganie definitywnych wniosków co do ciężkości COVID-19 powodowanej przez Omikron” - stwierdziła Susan Hopkins, główna doradczyni ds. medycznych agencji.
Noworoczne życzenia: oby nie było jeszcze gorzej / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe