Reklama
Czego tak naprawdę chcecie od resortu zdrowia?
Poprawy systemu. W trakcie pandemii przekonaliśmy się, że sektor zdrowia nie działa, jak powinien. Ucierpieli na tym przede wszystkim pacjenci. I to nie tylko ci, którzy chorowali na COVID-19, ale także inni, którzy nie mogli dostać się do lekarza. Chociażby onkologiczni.
Również dlatego, że była pandemia.

Reklama
To prawda, wiele osób bało się zgłaszać do lekarza, do szpitala. Ale efekt jest taki, że odroczona diagnoza prowadzi do zwiększonej śmiertelności i ciężkiego przebiegu wielu chorób.
Co protest środowisk medycznych może w tej kwestii zmienić?
Apelujemy do decydentów, żeby w końcu zauważyli, że system nie działa dobrze, i wprowadzili zmiany. Bardzo nam zależy, żeby kadra medyczna wróciła do sektora publicznego.
Odeszli do prywatnej służby zdrowia?
Nie tylko, ale część w ogóle zrezygnowała z pracy w tym sektorze. Podam przykład z Lublina. Tutaj 300 pielęgniarek skończyło studia, a tylko pięć odebrało uprawnienie do wykonywania zawodu. Bo nie jest on już atrakcyjny. Wiąże się z dużym stresem i dużą odpowiedzialnością, a to w połączeniu ze zmniejszającym się autorytetem medyka oraz fatalnymi warunkami pracy nie zwiększa jego popularności.
Na tej liście nie znalazła się kwestia zarobków…
Te są ważne, ale nie najważniejsze kwestie. Bardziej zależy nam na poprawie dostępności świadczeń, bez pracowników tej dostępności nie zagwarantujemy. Już teraz nawet my – kiedy wysyłamy pacjenta do innego specjalisty, nie wiemy, kiedy wróci z wynikami, bo kolejki są bardzo długie. I czy w ogóle się do lekarza dostanie.
Dyrektorzy mówią, że lekarze zarabiają od 80 do 100 zł za godzinę.
To nieprawda – pensja podstawowa lekarza specjalisty z wieloletnim doświadczeniem to w tym momencie 32 zł za godzinę. Natomiast pielęgniarki czy ratownika medycznego to 17 zł. To niedorzeczne!
Plus dyżury.
To dodatkowa praca. Każdy, niezależnie od wykształcenia, może dodatkowo pracować ponad etat. Są osoby, które zarabiają więcej, ale jakim kosztem i w jakich warunkach? Ile można pracować? 300 godzin? 400 godzin miesięcznie? Przecież jakość takiej pracy jest dyskusyjna, nie mówiąc już o jakości życia takich ludzi. My, medycy, to też ludzie. Nie jesteśmy robotami. Też chcielibyśmy poświęcić czas rodzinie, mieć czas na odpoczynek.
No dobrze, ale na sam początek, jakich zmian oczekujecie?
Wprowadzenia asystenta medycznego…
Dyrektorzy mogą zatrudniać już teraz asystentów.
Ale nie mają na to pieniędzy. Bo szpitale są zadłużone, a wiele procedur jest nieracjonalnie wycenionych. I to w różnych obszarach. Podam przykład. Koszt wymiany wypełnienia, tzn. plomby, Narodowy Fundusz Zdrowia wycenia na 11 zł – to opłata, która ma wystarczyć na materiały, czynsz i pracę dentysty. W efekcie stomatologia jest głównie niepubliczna. Czy chcemy do tego samego doprowadzić cały system? Aby publiczna ochrona zdrowia przestała istnieć?
Co może spowodować, że strajku nie będzie? Co konkretnie ministerstwo, rząd mają zrobić?
Oczekujemy dialogu z nami. Bo na tym najbardziej nam zależy. Na rzeczowej rozmowie.
Dialogu, czyli właściwie czego? Powołania jakiejś komisji?
Nie, było wiele takich komisji i nic nie dały. Chcemy początku prawdziwego dialogu.
Minister zdrowia mówi, że pana zaprasza. Pan nie skorzystał.
Chcemy spotkania przedstawicieli wszystkich zawodów medycznych skupionych wokół komitetu protestacyjno-strajkowego z panem ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim i panem premierem Mateuszem Morawieckim. Proponujemy wspólne spotkanie w trakcie Forum Ekonomicznego w Karpaczu.
Co wówczas zaproponujecie? Jaki jest pierwszy cel – jaki zapis ma się pojawić? O asystentach medycznych? Oddłużeniu szpitali?
Chcielibyśmy, aby przedstawiciele rządu nas wysłuchali. Bo to my się spotykamy na co dzień z pacjentami, widzimy sytuację od strony praktycznej. Chcemy powiedzieć, co z naszej perspektywy należy poprawić.
Jaki będzie efekt?
Gdy rozpocznie się rozmowa, to nawet możemy pomyśleć o zawieszeniu protestu. Chcielibyśmy wypracować takie rozwiązanie, które byłoby dobre dla polskiego pacjenta. To zdrowie i życie Polaków jest dla nas najważniejsze. Aby w końcu pacjent był na pierwszym miejscu systemu opieki zdrowotnej w Polsce.
Rozmawiała Klara Klinger