Wspólnie z innymi samorządowcami zaapelowała pani do premiera i ministra zdrowia, by szczepienia przeciwko COVID-19 były obowiązkowe. Czy pani zdaniem formuła dobrowolnych szczepień się nie sprawdziła?
Za program szczepień odpowiada rząd i niestety realizuje go nieudolnie. Omija także dyskusję na ten temat. Mamy w tej chwili zaszczepionych 16 mln Polaków. Odporność jako społeczeństwo osiągniemy, kiedy zaszczepimy przynajmniej 95 proc. populacji. Eksperci, na podstawie badań naukowych i swojego bogatego doświadczenia, twierdzą, że jedynym ratunkiem dla świata są szczepienia. Jeżeli będą one postępowały w takim tempie, niestety nie nabędziemy odporności zbiorowej i wkrótce będziemy się mierzyć z kolejną, czwartą falą jesienną, bo teraz obostrzenia zostały zniesione i za chwilę znowu będzie większa zachorowalność. Dane statystyczne są takie, że chęć zaszczepienia deklaruje około połowy Polaków, 30 proc. nie zamierza się zaszczepić. Mimo trwającej od czterech miesięcy akcji skierowanej szczególnie do osób starszych, połowa z nich nie przyjęła nawet pierwszej dawki. Niewielkie jest też zainteresowanie szczepieniami wśród młodych ludzi – trzy czwarte nie chce się szczepić. Przerażają także statystyki zgonów. Polska zajmuje czołowe miejsce na świecie, mimo to wielu Polaków nadal wierzy w teorie spiskowe, mity i kłamstwa, a nie w naukę. Większość przeciwników szczepień nie boi się zakażenia, a co piąty uważa, że nie ma żadnej epidemii. To przerażające dane.
Jakie narzędzia do zachęcania lub przymuszania do szczepień mogą stosować samorządy w granicach obowiązującego prawa? Czy fakt, że szczepienia nie są obowiązkowe – na gruncie ustawowym – ogranicza władzom lokalnym możliwość działania w tym zakresie?
Samorządy mają możliwości działania. Po pierwsze – zwiększenie dostępności do szczepień. Okazuje się, że wielu Polaków, szczególnie z mniejszych miejscowości i terenów wiejskich, nie ma warunków logistycznych do tego, żeby się zaszczepić. Dlatego tak ważne jest uruchamianie punktów szczepień, także w zakładach pracy. Ja zorganizowałam szczepienia zakładowe w urzędzie i namawiam do tego także innych pracodawców. Po drugie – rozmowa. Podpisaliśmy ten apel także dlatego, żeby wywołać dyskusję na temat szczepień. Im więcej edukacji, tym większa świadomość. Dyskusja pozwala wyjaśnić wiele kwestii. Nie chciałabym mówić o karaniu, bo to nie jest dobra metoda. Warto jednak przypomnieć, że w Polsce obowiązkowe szczepienia nie są niczym nowym. Szczepimy się na gruźlicę, błonicę, krztusiec, polio, odrę, świnkę, różyczkę, wirusowe zapalenie wątroby typu B czy pneumokoki. Dzięki masowym szczepieniom udało się niemalże wyeliminować zachorowania na odrę (szczególnie w Europie i Ameryce). Niestety przez działania ruchów antyszczepionkowych, od 2010 r. znowu widzimy wzrost zachorowań. Chciałabym jednak przede wszystkim, żeby społeczeństwo zrozumiało, że są badania naukowe, które wyraźnie wskazują, że będziemy żyć z pandemią. Jeśli nie zaszczepimy się, ona będzie ciągle wracać.
Czy nie obawiają się państwo, że dotychczasowe działania na rzecz szczepień, podejmowane np. przez władze Wałbrzycha, zostaną zakwestionowane?
Nie jest to popularna decyzja. Sama także doświadczyłam potężnego hejtu, gdy opublikowałam apel w sprawie szczepień. Jednak od początku i konsekwentnie powtarzam, że obecnie nie ma nic ważniejszego. Wszyscy moi bliscy: mąż, synowie, mój 87-letni tato, teściowa, synowe, współpracownicy – wszyscy się zaszczepili, jak tylko mogli najszybciej. W pełni popieram działanie wałbrzyskich radnych, którzy z inicjatywy prezydenta, doktora nauk medycznych Romana Szełemeja, przygotowali uchwałę mającą na celu aktywną walkę z zakażeniem SARS-Cov-2 oraz ograniczenie dalszego rozprzestrzeniania się COVID-19. Apeluje o to coraz głośniej także część znanych lekarzy i społeczników. Im więcej będzie takich osób, im głośniej będziemy o tym mówić, tym większa szansa na zwiększenie liczby zaszczepionych.
Elżbieta Anna Polak marszałek województwa lubuskiego / Dziennik Gazeta Prawna