Reklama
Minister zdrowia na spotkaniu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego potwierdził, że nie będzie zmiany struktury właścicielskiej lecznic, tylko możliwość interwencji rządowego pełnomocnika dla szpitali, które mają negatywny wynik finansowy. Nowością będzie też wprowadzenie „państwowego egzaminu dla menedżerów ochrony zdrowia”. To oznacza, że dyrektorem szpitala będzie mogła zostać tylko osoba, która zda ten egzamin albo posiadająca doktorat z zakresu zarządzania lub MBA.
Obok wprowadzenia zarządu komisarycznego resort zdrowia rozważał pełną centralizację poprzez przejęcie przez Agencję Rozwoju Szpitali lub utworzenie spółek zarządzających placówkami z dominującym udziałem skarbu państwa. W dwóch ostatnich wariantach samorządy straciłyby lecznice.
– Ministerstwo po raz pierwszy zdecydowanie odrzuciło pomysł przejmowania szpitali, nie będzie też spółek Skarbu Państwa. Ma być jedynie w ostateczności wprowadzony pełnomocnik do placówki, która ma kłopoty finansowe – mówi jeden z uczestników komisji. Samorządowcy uzyskali też obietnicę, że wejście do szpitala będzie poprzedzone rozmowami z podmiotem prowadzącym. Ma to działać na podobnej zasadzie jak w Radomiu i Warszawie, gdzie do szpitali wprowadzono zarząd komisaryczny. Z tą różnicą, że będą konkretne parametry uprawniające do przejęcia kierownictwa. Na razie mowa jedynie o wskaźnikach finansowych: chodzi o stosunek wysokości zobowiązań szpitala do wysokości finansowania płynącego z funduszu. – Zaś z dokumentu, który zostanie przedstawiony Komisji Europejskiej, znikną wszystkie sformułowania sugerujące centralizację – mówi nasz rozmówca.
Wycofanie się ze słowa „centralizacja” potwierdzają nasi rozmówcy z resortu zdrowia. Słyszymy, że ma to być gest. – Bardziej chyba mówimy o usunięciu budzących emocje sformułowań sugerujących centralizację szpitali, niż wyrugowanie z KPO opisu zmian dotyczących reformy sektora szpitalnego – ocenia jeden z naszych rozmówców z rządu. Rząd liczy, że taki manewr powoduje, że samorządowcy wystawią pozytywną opinię dla ostatecznej wersji KPO, co ma przełożenie na atmosferę wokół negocjacji dokumentu z KE.
O reformie szpitalnictwa Ministerstwo Zdrowia mówi od dawna. Zmiana struktury właścicielskiej w placówkach miała być odpowiedzią na fatalną sytuację finansową placówek zdrowia. Skala zadłużenia szpitali wynosi obecnie ok. 15 mld zł. Początkowo ministerstwo planowało zmniejszyć liczbę organów założycielskich, potem widząc ostry sprzeciw samorządów, jak pisaliśmy w DGP, złagodziło pomysł i zaczęło przychylać się do rozwiązania, żeby nie zmieniać struktury, za to dać możliwość wprowadzenia centralnego zarządzania. Zgodnie z tym pomysłem nadzór nad szpitalem miałby przejmować pełnomocnik powoływany przez Agencję Rozwoju Szpitali. Chodzi o nową instytucję, która miałaby włączyć się w zarządzanie placówkami, jej powstanie zapowiadane jest w Polskim Ładzie i w KPO. Nadal jednak reforma wzbudzała kontrowersje. Szczególnie że w dokumencie, który został przedstawiony Komisji Europejskiej, pojawia się taki opis: „Reforma (szpitali) będzie ustanowiona w ustawie i obejmuje całościowe podejście do restrukturyzacji w połączeniu ze wzmocnieniem i scentralizowaniem nadzoru nad szpitalami”. Takie właśnie sformułowania mają z KPO zniknąć.
– Chcemy dokonać ewaluacji szpitali i te najgorsze objąć wzmożonym monitoringiem – łagodzi sytuację wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski, który przygotowuje projekt.
Gdyby zmniejszyć liczbę organów założycielskich i zabrać je powiatom, to zmiana byłaby duża; obecnie 44 proc. wszystkich szpitali w kraju należy do powiatów (255). Kolejnych 31 proc. (175) to szpitale wojewódzkie. W dalszej kolejności są szpitale miast na prawach powiatu (8 proc.), uczelnie medyczne (7 proc.), MSWiA (4 proc.), MON (2 proc.), MZ (2 proc.) i szpitale gminne (2 proc.).
Raport Ministerstwa Zdrowia przedstawiający analizę poszczególnych rozwiązań dotyczących reformy szpitali ma się ukazać w przyszłym tygodniu. Pierwsze projekty ustaw miałby być gotowe w czerwcu, a zmiany wchodziłyby w życie w pierwszej połowie 2022 r. – Liczy się cel, który ma zostać osiągnięty, czyli doprowadzenie do sytuacji, w której szpitalom będzie opłacało się łączyć działalność w pewnych zakresach. Aby to się stało, należy wprowadzić po pierwsze centralizację na poziomie standardów jakości i zasad zarządzania, a niekoniecznie właścicielskich, i w ten sposób zmotywować do zmian – dodaje dr Małgorzata Gałązka-Sobotka z Uczelni Łazarskiego.