Wśród krajów, które zdecydowały się działać radykalnie, są m.in. Wielka Brytania, Niemcy, Włochy i Francja. Ograniczenia mają różny charakter: o ile Brytyjczycy, Niemcy i Włosi po prostu zakazali wjazdu osobom, które podróżują z Indii, o tyle nad Sekwaną wystarczy obowiązkowa, 10-dniowa kwarantanna.
W Polsce na razie jedynym środkiem zapobiegawczym dla osób przybywających spoza strefy Schengen, w tym z Indii, jest obowiązkowa kwarantanna lub negatywny wynik testu zrobiony po przylocie do kraju. Resort zdrowia zapytany o zamykanie granic tłumaczy, że nie mamy żadnych stałych połączeń pasażerskich z Indiami (inaczej niż Wielka Brytania czy chociażby Niemcy przez wzgląd na hub we Frankfurcie). Zatem nie ma co zamykać.
Reklama
PLL LOT potwierdza i dodaje, że działają tylko połączenia towarowe (wyjątkiem była ewakuacja polskiego dyplomaty chorego na COVID-19 wraz z rodziną). Krzysztof Moczulski, rzecznik prasowy linii, zaznacza jednak, że jego załoga jest na bieżąco testowana na obecność wirusa. Do tego ma możliwość przeprowadzenia badań także na własne żądanie.
Resort zdrowia zapewnia, że stale monitoruje sytuację sanitarno-epidemiologiczną na świecie. ‒ Wprowadzanie obostrzeń i zasad bezpieczeństwa jest dostosowywane do sytuacji międzynarodowej. Jeśli będą zapadały decyzje w tej sprawie, resort zdrowia o tym powiadomi ‒ mówi Jarosław Rybarczyk z biura prasowego Ministerstwa Zdrowia. O Indie zapytaliśmy również Kancelarię Prezesa Rady Ministrów; przed zamknięciem wydania nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Reklama
Teoretycznie takie środki ostrożności powinny wystarczyć. Eksperci zwracają jednak uwagę, że system nie jest w 100 proc. szczelny, m.in. za sprawą połączeń pośrednich, przechodzących przez lotniska poza Unią Europejską, tj. w Katarze, Dubaju czy Moskwie. ‒ Wiele zależy od samych pasażerów. Od tego, czy przyznają się, że podróżują z Indii, czy powiedzą, że krajem, z którego wyruszyli, jest ten, w którym się przesiedli ‒ tłumaczy pracownik biura marketingu i PR Lotniska Chopina w Warszawie.
Sebastian Gościniarek z firmy doradczej BBSG uważa, że wyselekcjonowanie pasażerów z Indii będzie możliwe tylko, gdy kupią bilet z tzw. przesiadką, czyli z Indii przez Dubaj do Polski czy Niemiec. ‒ Gdy jednak nabędą bilety osobno na oba odcinki, stanie się to już niemożliwe ‒ dodaje. Innymi słowy: w zasadzie każdy, kto naprawdę będzie chciał przylecieć z Indii do Polski, będzie mógł to zrobić. Chociaż warto nadmienić, że to także nie będzie proste, bo np. linie Emirates zawiesiły połączenia z Indii.
Pandemia w Indiach z każdym dniem przybiera na sile. Od środy wykrywa się tutaj więcej niż 300 tys. infekcji koronawirusem dziennie i wartość ta z każdym dniem rośnie (w niedzielę przekroczyła 350 tys.). Sytuacja jest tak zła, że szpitale nie są w stanie pomóc chorym na COVID-19: nowym, bo brakuje dla nich miejsc; już przyjętym, bo często brakuje dla nich tlenu. To przekłada się na liczbę zgonów, już prawie trzy razy większą niż w szczycie jesiennej fali.
Sytuacja w Indiach jest na tyle dramatyczna, że kraj masowo zaczęli opuszczać majętni mieszkańcy. Jak donosił dziennik „The Sunday Times”, ostatni wyczarterowany odrzutowiec Bombardier Global 6000 (mogący pomieścić trzynastu pasażerów) z Indii wylądował na podlondyńskim Luton na 40 minut przed zamknięciem granic dla obywateli tego kraju. Łącznie takich samolotów, których wynajęcie może kosztować nawet 650 tys. zł za lot, przyleciało na dobę przed zakazem na to lotnisko osiem.
Ograniczenia w podróżowaniu mają na celu niedopuszczenie do rozprzestrzenienia się tzw. indyjskiego wariantu koronawirusa w Europie. Wykryty po raz pierwszy w październiku ub.r. wariant obecnie odpowiada za nawet 60 proc. infekcji w niektórych stanach Indii, chociaż eksperci nie są na razie zgodni co do tego, czy jest bardziej zaraźliwy (i śmiertelny). Dla przykładu Brytyjczycy na razie wciąż klasyfikują go jako „wariant do zbadania” (czyli trzeba się nad nim pochylić), a nie „wariant budzący obawy” (jak angielski, brazylijski czy południowoafrykański).
Dotychczas obowiązek kwarantanny dla wszystkich podróżnych z zagranicy utrzymywały wyłącznie Chiny. Z epidemiologicznego punktu widzenia taka strategia się opłaciła: od dawna większość wykrywanych tam infekcji jest zawleczona spoza Państwa Środka.