Reklama

Koncepcję zmian w finansowaniu systemu ochrony zdrowia w Polsce przedstawił podczas debaty DGP wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski. Składają się na nią cztery filary:

Wzrost składki z 9 do 10 proc. w ciągu dwóch‒czterech lat. ‒ Podniesienie składki jest konieczne ‒ mówi wprost wiceminister. I tłumaczy, jak mogłoby to wyglądać. ‒ Chcielibyśmy podnieść składkę na pewno o 1 pkt proc. w czasie czterech lub dwóch lat ‒ mówi. Jak dodaje, MZ preferuje ten drugi, szybszy wariant.

7 proc. PKB na zdrowie w 2025 r. Zdaniem resortu nie wystarczy wydawać na ochronę zdrowia 6 proc. PKB do 2024 r., który to poziom jest obecnie gwarantowany ustawowo. Gadomski twierdzi, że dobrze byłoby zwiększyć nakłady przynajmniej o 1 pkt proc. już w 2025 r. To tyle, ile wynosi dziś średnia w UE.

Wyższe składki od osób płacących KRUS i przedsiębiorców. Część grup zawodowych płaci składkę zdrowotną na warunkach preferencyjnych: ryczałtowo. Ich obciążenie jest realnie często nieproporcjonalnie niższe niż w przypadku osób pracujących na etat. Stąd pomysł zmiany zasad i wzrostu tych obciążeń. W opisywanym przez nas rządowym Nowym Ładzie mowa jest o tym, że przedsiębiorcy płaciliby składkę uzależnioną od dochodu.

Wprowadzenie ubezpieczenia pielęgnacyjnego. Pomysł jest taki, żeby przedstawić rozwiązania dotyczące zakładów opiekuńczo-leczniczych oraz opieki nad starszymi, a następnie wprowadzić związaną z nimi opłatę. ‒ To byłby rodzaj składki rosnącej wraz z wiekiem czy stażem zawodowym i zarobkami ‒ aż do emerytury. Byłaby płacona w jakiejś części przez pracodawcę, w jakiejś przez pracownika ‒ tłumaczy wiceminister.

Ile pieniędzy na leczenie?

Pieniędzy na leczenie jest za mało – tym razem mówi o tym głośno resort zdrowia. I wskazuje rozwiązania. Jedną z propozycji jest podniesienie składki; inną – szybsze zwiększenie nakładów z budżetu
6 proc. PKB na zdrowie, które jest gwarantowane ustawowo w 2024 r., zdaniem wiceministra zdrowia odpowiedzialnego za finanse w systemie lecznictwa nie wystarczy: – Chciałbym, abyśmy mówili o 7 proc. PKB w roku 2025 – zadeklarował podczas debaty DGP Sławomir Gadomski.
Jak wynika z danych Eurostatu, w 2019 r. Polska wydała na zdrowie około 4,9 proc. PKB. W 2020 wydatki przekroczyły 5 proc. Resort zdrowia proponuje dynamiczniejsze zwiększanie nakładów na lecznictwo. Bardziej stroma ścieżka wydatków jest nawet zapisana w programie PiS, zgodnie z którym Polska powinna dążyć do osiągnięcia unijnej średniej, a tak się składa, że w 2019 roku wyniosła ona dokładnie 7 proc. Głównym problemem są jednak źródła finansowania. – Pewne małe kroczki już wykonaliśmy, pokazaliśmy kierunek. Takim jest np. opłata cukrowa, która trafi w całości na ochronę zdrowia. Ale to kropla w morzu. Co prawda budżet musi dokładać do poziomu 6 proc., ale musimy rozmawiać, co zrobić, by nie musiał dokładać 20, 30 czy w najbliższych latach może nawet 40 mld zł, żeby osiągnąć ścieżkę wzrostu – przyznaje wiceminister Sławomir Gadomski.
Z wyższej składki do NFZ mogłoby wpłynąć ok. 12 mld zł
Stąd pomysły na zwiększenie poziomu składki zdrowotnej. I ten ruch ma iść w dwóch kierunkach. Z jednej strony resort proponuje podwyższenie jej z 9 do 10 proc. (składkę płacimy od wynagrodzenia). Jak wynika z wypowiedzi wiceministra Gadomskiego na naszej debacie, składka mogłaby być podwyższana o 0,25 pkt proc. corocznie przez cztery lata lub po 0,5 pkt w ciągu dwóch. Z drugiej strony ministerstwo chciałoby zmian w ryczałtach, które pozwalają osobom o wysokich dochodach płacić relatywnie niewielką składkę.
Jakie byłyby efekty finansowe? W tym roku NFZ liczy, że od ZUS i KRUS ze składki na poziomie 9 proc. spłynie do niego łącznie ponad 95 mld zł. Z 10-proc. stawki byłoby to 10,5 mld zł więcej. W kolejnych latach w związku z gospodarczym wzrostem premia za podwyżkę składki będzie wyższa i jak szacuje sam resort zdrowia, wyniesie około 12 mld zł. Szacunki MZ mówią, że aby w 2024 r. osiągnąć 6 proc. PKB na zdrowie, wydatki musiałyby być na poziomie 149 mld zł. Jeśli założyć, że z podniesienia składki doszłoby 12 mld zł, a resztę można by pokryć z budżetu, 7 proc. do 2025 r. to realny cel.
Ale wpływy mogą przynieść także kolejne postulowane ruchy, czyli zmiany w zasadach opłacania składki zdrowotnej w KRUS i dla przedsiębiorców. Rolnicy płacą dziś 1 zł za każdą ubezpieczoną osobę od hektara przeliczeniowego lub nieco wyższe stawki z ryczałtowym minimum w przypadku działów specjalnych produkcji rolnej. Z kolei przedsiębiorcy płacą składkę ryczałtową naliczoną od 75 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Zmiana tych zasad to kolejne potencjalne spore źródło wpływów do NFZ. W 2019 r. dochód samych tylko podatników płacących liniowy podatek PIT wyniósł 184 mld zł. 10-proc. składka od tej sumy to ponad 18 mld zł. A do tego doszłyby jeszcze wpływy od przedsiębiorców opodatkowanych według skali podatkowej i rolników. Z drugiej strony podwyżka składki oznacza wyższe koszty pracy, z czego niekoniecznie cieszyliby się pracodawcy. Choć także z ich strony, co wybrzmiało w debacie DGP, pojawiają się pomysły podwyższania składki.

Ubezpieczenie pielęgnacyjne

Kolejnym pomysłem, który zaprezentowało MZ, jest wprowadzenie ubezpieczenia pielęgnacyjnego. Chodzi o rodzaj nowej składki, która miałaby być płacona solidarnie przez pracowników i pracodawców na opiekę na starość. Jak tłumaczy wiceminister Gadomski, można będzie ją wprowadzić, ale po tym, kiedy powstanie realna oferta dla seniorów. Na razie resort chce zachęcić szpitale do zmiany profilu działalności w kierunku opiekuńczo-leczniczym. Są środki na przekształcanie i modernizację. Potem można wprowadzić dodatkową składkę na ten cel. Miałaby rosnąć wraz z wiekiem albo stażem zawodowym oraz być uzależniona od wysokości zarobków.
Wariant podniesienia składki zdrowotnej z 9 do 10 proc., za którym optuje Ministerstwo Zdrowia, na dziś wydaje się koncepcją alternatywą w stosunku do tego, co opisywaliśmy w kontekście Nowego Ładu – nowego dokumentu programowego PiS. W roboczej wersji, którą opisywaliśmy, przewidywano inne rozwiązanie – zostawienie składki na dzisiejszym 9-proc. poziomie, ale zlikwidowanie możliwości odliczania 7,75 proc. w PIT. Do tego w kontekście Nowego Ładu pojawił się pomysł, by przedsiębiorcy rozliczający się PIT płacili składkę proporcjonalną do dochodu, a nie ryczałtową jak dziś. Widać więc, że co do zasady koncepcje resortu i PiS idą w podobnym kierunku.
Z naszych informacji wynikało również, że jedna z „nowoładowych” propozycji miała również zakładać przyspieszenie tempa zwiększania nakładów na zdrowie. Zgodnie z nią już w 2023 r. (a nie w 2024 r.) miałyby one osiągnąć poziom 6 proc. PKB, a w perspektywie 6–7 lat doszłyby do 7 proc. W tym względzie ta propozycja była mniej ambitna niż to, z czym dziś oficjalnie wychodzi resort zdrowia.
Plany nie budzą entuzjazmu opozycji. – Wolałbym, by zamiast planów podnoszenia kolejnych podatków, tym razem w sektorze ochrony zdrowia, minister zajął się tym, że mamy rekordowe w świecie liczby zgonów i zakażeń – ocenia Bartosz Arłukowicz z Koalicji Obywatelskiej, były minister zdrowia. Mimo to jego zdaniem trzeba „przestawić stery państwa w kierunku ochrony zdrowia”. To oznacza co najmniej trzy rzeczy. – Po pierwsze, po pandemii trzeba zrobić bilans zdrowia Polaków, którzy musieli przez półtora roku przeżyć utrudniony dostęp do ochrony zdrowia. Po drugie, trzeba w 100 najlepszych szpitalach znieść limity, by nadrobić zaległości w leczeniu pacjentów, nie tylko covidowych. Po trzecie, konieczne jest stworzenie kompleksowego systemu rehabilitacji pocovidowej w Polsce – wylicza Arłukowicz.
Wydatki na zdrowie w relacji do PKB w krajach UE