Sytuacja w onkologii jest zła. Może na to wskazywać liczba wydanych kart pozwalających na korzystanie z szybkiej ścieżki leczenia onkologicznego. Otrzymują je osoby, u których jest podejrzenie nowotworu. W 2020 r. wydano ich o niemal 20 tys. mniej niż rok wcześniej. Jak podkreślają eksperci, to oznacza, że część przypadków w ogóle nie jest wykrywana. Rozmówcy z Fundacji Onkologicznej Alivia wyliczają główne problemy: zmniejszenie ogólnej liczby świadczeń, brak koordynacji ciągłości procesu diagnostyczno-terapeutycznego, brak informacji dla pacjentów o zamknięciu niektórych ośrodków ze względu na COVID-19 spadek liczby badań profilaktycznych i świadczeń z zakresu onkologii, niespójność procedur, braki kadrowe.
O spadku dostępności leczenia mogą świadczyć także dane dotyczące diagnostyki. Z analizy firmy United Imaging Healthcare Poland wynika, że choć dotychczas wydatki NFZ na badania diagnostyki obrazowej systematycznie rosły (w 2019 r. zwiększyły się aż o 19 proc.), to w ubiegłym roku wartość rynku diagnostyki obrazowej spadła o ponad 20 proc., co było spowodowane głównie koronawirusem. Na skutek pierwszej fali pandemii wiele pracowni diagnostycznych ograniczyło działalność, a część placówek publicznych zawęziło wykonywanie badań do przypadków pilnych.
Resort zdrowia chce wprowadzić plan, który ma postawić na nogi leczenie chorych na raka. Do końca marca ma powstać projekt ustawy prezentującej nowe pomysły. W styczniu premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że Krajowa Sieć Onkologiczna przestanie być pilotażem i w 2022 r. obejmie cały kraj. Pilotaż zaczął się w lutym 2019 r. w kilku województwach. Jak wynika z założeń ustawy, do których dotarliśmy, ma zostać wyrównany standard, aby jakość leczenia nie była uzależniona od miejsca zamieszkania. Wszystko ma być nadzorowane przez Krajowy Ośrodek Monitorujący.
W ramach nowej sieci będą działać placówki na trzech poziomach referencyjności, w zależności od wyspecjalizowania i zakresu pomocy. Im wyższy, tym bardziej specjalistyczną i kompleksową opiekę otrzyma chory. Będzie infolinia, przez którą pacjenci będą mogli się umawiać na wizyty. Każdy chory będzie miał opiekuna, który pomoże mu umówić lub odwołać badania czy wizytę, przypomni o terminach i wytłumaczy, gdzie chory ma szukać pomocy. Na jednego opiekuna ma przypadać maksymalnie 40 pacjentów. Wszystko będzie bardziej transparentne. Ośrodki będą zobowiązane do badania poziomu satysfakcji z jakości leczenia.
W zeszłym tygodniu minister zdrowia ogłosił zwiększenie wyceny świadczeń. Eksperci są zadowoleni, ale wskazują, że to dowód na dotychczasowe niedoszacowanie. – Widać, jak było ono wielkie, skoro nie są to podwyżki rzędu kilku, tylko kilkudziesięciu, a czasem kilkuset procent – zwraca uwagę Rafał Janiszewski, ekspert ds. ochrony zdrowia. Nowe stawki mają obowiązywać od kwietnia, a roczny koszt retaryfikacji to 200 mln zł. – W pandemii nie zadbano o pacjentów onkologicznych. Dopuszczono do tego, że pacjenci bali się zgłaszać, a placówki bały się ich przyjmować. Brakowało wytycznych, co robić z pacjentami, którzy są w trakcie leczenia, albo z takimi, którzy złapali COVID-19 podczas terapii czy diagnostyki – wylicza.
– Dziś cały świat leczy nowotwory, patrząc szeroko na wszystkie problemy zdrowotne pacjenta, łącznie z rekonstrukcją, rehabilitacją, leczeniem powikłań po terapii. Nasze ośrodki również to robią, ale ponoszą niebotyczne koszty, mają straty. Rządzący chyba w końcu to dostrzegli, zwłaszcza że uwypukliło się to w okresie pandemii – dodaje Janiszewski. W jego ocenie sieć onkologiczna jest dobrym rozwiązaniem. Ale – jak podkreśla – powinna być w całości finansowana na odrębnych zasadach.
Profesor Alicja Chybicka z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu zwraca uwagę, że w oparciu o swoistą sieć od lat funkcjonuje onkologia dziecięca. – We wszystkich 18 ośrodkach onkohematologii i onkologii dziecięcej stosowane są te same protokoły lecznicze, czyli każdy ośrodek ma na półce europejskie programy, które prowadzą lekarza za rękę od diagnozy. Czym to się różni od onkologii dorosłych, nie muszę mówić. Od lat doradzamy kolegom, żeby też się połączyli i ujednolicili proces leczenia, żeby pacjent, który trafia do szpitala w małej miejscowości, był leczony identycznie jak ten, który trafi do wielkiego centrum onkologii – mówi. ©℗
Dziennik Gazeta Prawna