Polacy wydają dziś 30 mld zł na zdrowie z własnej kieszeni, co stanowi połowę budżetu NFZ. Z tego 2,5 mld to abonamenty, 300 mln zł ubezpieczenia, a resztę stanowią leki. Mimo coraz większego udziału sektora niepublicznego w tej dziedzinie wciąż brakuje procedur odwoławczych, a ewentualne skargi klientów można rozwiązywać jedynie na drodze sądowej. Stąd propozycja ustawy regulującej rynek. Resort zdrowia pracuje nad jej założeniami.

Z informacji DGP wynika, że nie przewidują one możliwości rezygnacji z NFZ i wybrania innego ubezpieczyciela. – To nie miałoby sensu, bo ilość pieniędzy i tak zostałaby taka sama, więc podzielenie rynku na większą liczbę płatników nie rozwiąże problemów – mówi wiceminister zdrowia Sławomir Neumann.

Ustawa ma za to wprowadzić przepisy, które ograniczą dyskryminację ze względu na wiek. Obecnie na rynku brakuje ofert dla osób powyżej 60. roku życia. Ministerstwo zaznacza, że prawo do korzystania z polis powinny mieć również osoby w tej grupie wiekowej.

Ministerstwo przekonuje, że ustawa nie naruszy koszyka świadczeń gwarantowanych. Każdy będzie miał dostęp do publicznego leczenia jak do tej pory. Resort liczy, że ustawa upowszechni prywatne usługi w zakresie podstawowej opieki medycznej, co znacznie odciąży NFZ.

– Dlatego można się spodziewać krótszych kolejek, bo w NFZ zostaną pieniądze ze składek osób, które wykupią ubezpieczenia dodatkowe i nie będą wykorzystywać świadczeń z publicznej opieki zdrowotnej – mówi Dorota M. Fal z Polskiej Izby Ubezpieczeń. Jej zdaniem musi być stworzonych wiele zachęt do wykupywania takiego dodatkowego ubezpieczenia. – System zadziała skutecznie tylko wtedy, gdy będzie masowy – przekonuje Fal.

Ministerstwo Zdrowia rozważa pomysł, by pracodawca mógł dofinansować zakup polis dla pracowników z funduszu świadczeń socjalnych. Jednak nie ma mowy o tych najważniejszych zachętach sugerowanych przez prywatnych ubezpieczycieli – przekazaniu na ten cel części składki zdrowotnej lub odpisach podatkowych.

Ustawa ma zmienić także sytuację publicznych szpitali. Dostałyby one możliwość wykonywania nie tylko kontraktów NFZ, lecz także zleceń od ubezpieczycieli prywatnych (mogliby podpisać umowę z wybranymi szpitalami i tam kierować swoich pacjentów). Obecnie placówki publiczne nie mogą przyjmować pacjentów poza kontraktem (zdarza się, że placówka kupiła drogi tomograf i wykorzystuje go jedynie dla pacjentów, których obejmuje kontrakt z NFZ). – Zmiana systemu byłaby korzystna dla szpitali. Dzięki temu mogłyby w pełni wykorzystać swoją infrastrukturę i obniżyć koszty stałe – komentuje Dorota Fal.

Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz powiedział, że warunkiem wejścia w życie ustawy jest wcześniejsze wprowadzenie zmian w NFZ, w tym likwidacja centrali i uruchomienie systemu elektronicznej karty pacjenta. – Jest szansa, że ustawa zostanie uchwalona w przyszłym roku przez Sejm i wejdzie w życie w 2014 r. – mówi DGP wiceminister Sławomir Neumann.

Sposób na fundusz: centrala do likwidacji

Zadania dotyczące kreowania polityki zdrowotnej przejdą do regionalnych oddziałów funduszu. Ustawa likwidująca centralę zwiększy zarazem niezależność i kompetencje w regionach. Oddziały wykonają część zadań kas chorych sprzed 13 lat. Regionalne oddziały będą decydowały o profilaktyce, liczbie kontraktowanych zabiegów, będą współpracowały również z wojewodami.

Rejestracja pod kontrolą

Wojewoda poprowadził podwójny rejestr placówek: tych, które korzystają z kontraktów publicznych NFZ, i pozostałych. Jednocześnie nowy system rejestracji i wyceniania ma zapobiec – jak zapowiada minister zdrowia Bartosz Arłukowicz –„niekontrolowanej rejestracji” nowych podmiotów. Chodzi o niewielkie szpitale czy kliniki powstające masowo jedynie w celu wykonywania najbardziej opłacalnych procedur. Nie muszą one przy tym ponosić kosztów utrzymania mniej opłacalnych oddziałów jak zwykłe szpitale.

– A czasami wykonują najlepiej opłacane procedury nie tylko w Polsce, lecz także w Europie – mówił wczoraj minister, zapewniając, że korekty wycen są już dokonywane.