- O tego typu próbach pozywania inspektorów i ciągania ich po sądach do tej pory słyszałem tylko w kontekście walki z tzw. mafią lekową. Zajmujące się nielegalnym wywozem leków grupy przestępcze kierowały też groźby pod adresem rodzin inspektorów. Mam nadzieję, że prawnicy reprezentujący sieci apteczne nie pójdą tą drogą - mówi Łukasz Waligórski, farmaceuta, redaktor naczelny branżowego portalu Mgr.farm
DGP

Sprawa apteki w Kamieńsku jest wielowątkowa. Jednym z nich jest to, że prowadzący biznes w piśmie do inspektora farmaceutycznego stwierdził, że jeśli inspektor nie zmieni podjętej przez siebie decyzji, to zostanie pozwany na niemal 3 mln zł. Słyszał pan o takich metodach działania na rynku aptecznym?
O tego typu próbach pozywania inspektorów i ciągania ich po sądach do tej pory słyszałem tylko w kontekście walki z tzw. mafią lekową. Zajmujące się nielegalnym wywozem leków grupy przestępcze kierowały też groźby pod adresem rodzin inspektorów. Mam nadzieję, że prawnicy reprezentujący sieci apteczne nie pójdą tą drogą.
Niektórzy prawnicy mówią, że to nie groźby, lecz zgodne z prawem ostrzeżenie.
W mojej ocenie jest to dość nieelegancka próba wysłania komunikatu wszystkim inspektorom farmaceutycznym w Polsce, że jeśli będą cofać zezwolenia za przekroczenie zasady 1 proc. (przepis antykoncentracyjny w prawie farmaceutycznym, który jest nagminnie łamany – red.), to powinni liczyć się z tego typu oskarżeniami i procesami. Nie jest to zresztą nic nowego, bo jak doskonale pamiętamy, podczas procedowania ustawy nazywanej „apteką dla aptekarza” sieci apteczne groziły rządowi wielomilionowymi roszczeniami za utracone zyski w związku z zablokowaniem możliwości rozwoju. Tego typu groźby i próby wywierania nacisku to kolejna odsłona wieloletniego sporu między sieciami aptek, inspekcją i samorządem aptekarskim o wspomniany przepis antykoncentracyjny.
Przedsiębiorca w ostatnich dniach uruchomił aptekę, mimo że zdaniem inspektora farmaceutycznego ta powinna być zamknięta. Może urzędnicy przesadzają i tłamszą starający się postępować uczciwie biznes?
Trudno mi oceniać sprawę, nie znając jej szczegółów, niemniej w oparciu o dostępne informacje sytuacja w Kamieńsku, czyli tam, gdzie mieści się apteka, wydaje się dość klarowna. Spółka posiadająca sieć aptek kupiła kilka lat temu kolejną placówkę i była przekonana, że zgodnie z kodeksem spółek handlowych przejdzie na nią też zezwolenie na jej prowadzenie. Wojewódzki inspektor farmaceutyczny jednak odmówił zmiany zezwolenia i wpisania do niej nowej spółki, stwierdzając, że ma ona już ponad 1 proc. aptek w województwie. Tę decyzję podtrzymał Główny Inspektorat Farmaceutyczny, a potem też WSA i NSA. W tym czasie spółka, która sprzedała aptekę, przestała istnieć, choć nadal była wpisana w zezwoleniu. Wyrok NSA potwierdził, że nowa spółka nie może uzyskać zezwolenia na tę konkretną aptekę, a tym samym nie może jej prowadzić. Po wyroku NSA stan aktualny jest zatem taki, że spółka, która kupiła aptekę, nie może jej prowadzić, a ta, która może ją prowadzić, już nie istnieje. Trudno się dziwić inspektorowi, że w takiej sytuacji aptekę unieruchomił. Kwestią do rozstrzygnięcia pozostaje, czy wygaszenie zezwolenia w tej sytuacji nastąpiło automatycznie, czy również powinno być potwierdzone decyzją inspektora. Można być pewnym, że każde zaniedbanie inspekcji czy niejasna interpretacja przepisów będą wykorzystane przez prawników sieci. Problem w tym, że sytuacja ta jest bezprecedensowa i nie przewidział jej nawet ustawodawca, konstruując przepisy prawa farmaceutycznego. Sprawę więc jak zwykle rozstrzygnie sąd.