Jarosław Biliński, Łukasz Jankowski: Największym sukcesem jest realny wpływ środowiska lekarskiego na kształt ustawy, która go dotyczy, porażką – zatrzymanie reformy w pół drogi.
Reklama
DGP
W sobotę wchodzi w życie długo wyczekiwana nowelizacja ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, reformująca m.in. system szkolenia przyszłych medyków. Dla kogo są te zmiany? Kto je w największym stopniu odczuje – obecni studenci, rezydenci będący na początku czy pod koniec szkolenia?
Jarosław Biliński: W największym stopniu odczują je obecni studenci, gdyż zmiany wchodzą w życie do 2022 r. oraz często dotyczą rozpoczynających dany etap kariery zawodowej. Mam nadzieję, że te, które zostały wprost skopiowane z rekomendacji zespołu w Ministerstwie Zdrowia, któremu przewodniczyłem, będą służyły lekarzom, gdyż pochodzą z konsultacji właśnie z nimi.
DGP
Łukasz Jankowski: Startowaliśmy z pracami zespołu ds. nowelizacji ustawy w momencie, w którym droga młodego lekarza do zakończenia szkolenia i zdobycia specjalizacji nie była, delikatnie mówiąc, usłana różami. Nabór na rezydentury był w znacznej mierze przypadkowy – można było wybrać tylko jedno miejsce w jednym województwie i w przypadku niepowodzenia kolejną próbę można było podjąć za pół roku, między województwami istniały istotne różnice w liczbie miejsc i progach punktowych. System całkowicie uniemożliwiał zmianę rezydentury nawet kandydatom, którzy nie odnaleźli się w danej specjalizacji. A o nadużyciach dotyczących rozliczania czasu pracy w kontekście dyżurów medycznych można byłoby długo mówić. Nie wszystkie zapisy promowane przez zespół weszły w życie, wiele zmian wypaczono, ale część trudności udało się zlikwidować, część niedostatków systemowych poprawić. Żeby nie było wątpliwości – nadal zdobycie w Polsce specjalizacji to często droga przez mękę i jeszcze wiele aspektów szkolenia pozostało do zmiany.
Które z nowych przepisów są z punktu widzenia środowiska najważniejsze?
J.B.: Pamiętajmy, że zespół obradował po to, żeby nowelizacja ustawy była spójna i całościowo reformowała szkolenie podyplomowe. Jednak propozycje zespołu poszatkowano, jedne zmieniono, a innych w ogóle nie ma. Uważam za bardzo ważne zmiany w stażu podyplomowym, zmianę naboru na specjalizacje, wprowadzenie wynagrodzenia dla kierowników specjalizacji, możliwość zdawania egzaminów na ostatnim roku studiów lub specjalizacji, niewielkie zmiany w dyżurach, prawie pracy.
Ł.J.: Wprowadzenie wynagrodzenia dla opiekunów specjalizacji to przełom – nareszcie zauważono rolę kierownika specjalizacji w szkoleniu, potwierdzono, że opiekując się specjalizantem i biorąc za niego odpowiedzialność, wykonuje on pracę. Mam nadzieję, że to krok w stronę powrotu relacji mistrz – uczeń w szkoleniu specjalizacyjnym.
Co jest z panów perspektywy największym sukcesem, a co największą porażką?
J.B.: Myślę, że za największy sukces należy uznać realny wpływ środowiska lekarskiego na kształt ustawy. Po porozumieniu z MZ, gdzie wymusiliśmy protestem wprowadzenie niektórych zapisów do ustaw (część niezrealizowanych), to jest druga tak duża zmiana wypracowana przez środowisko. Pamiętajmy, że wciąż projekty pojawiają się w przestrzeni publicznej bez konsultacji i mamy kilka dni na zaopiniowanie. Tutaj mieliśmy duży wpływ na przepisy i mam nadzieję, że jest to przykład dla kolegów i koleżanek, że to słuszna i skuteczna droga.
Ł.J.: W 2017 r., kiedy rozpoczynaliśmy głodówkę, nie wierzyliśmy, że kiedykolwiek uda się wprowadzić np. ogólnopolski nabór na specjalizacje, uregulować sprawę tzw. zejść po dyżurze czy wprowadzić wynagrodzenie dla kierowników specjalizacji. Te zmiany pozostawały jedynie w sferze marzeń. Dziś, po trzech latach, widzimy je w ustawie. To sukces. Za porażkę uznałbym zatrzymanie reformy w pół drogi. Tu dobrym przykładem jest Państwowy Egzamin Modułowy (PEM), którego sens – w mojej ocenie – jest niewielki. Była szansa, żeby dobre zmiany wprowadzić w całości, zgodnie z rekomendacjami zespołu – niestety do tego nie doszło.
No właśnie – po co młodym lekarzom kolejny egzamin?
Ł.J.: Pomysł był prosty – przez 5–6 lat szkolenia lekarz nie otrzymuje żadnych dodatkowych uprawnień ani przywilejów związanych z tym, że zwiększają się jego wiedza i doświadczenie. Umiejętności rezydenta pierwszego i piątego roku istotnie się różnią, jednak obaj mieli dotychczas takie same uprawnienia i możliwości. Chcieliśmy to zmienić, wprowadzając pewien konieczny do zaliczenia etap – egzamin modułowy. Niestety, jeśli nie idą za nim żadne przywileje, to nie ma on istotnego znaczenia.
J.B.: Miał on służyć usamodzielnieniu się, możliwości zyskania uprawnień do wykonywania czynności medycznych samodzielnie, samodzielnego rozliczania się z NFZ, stania się opiekunem młodszych kolegów, ale i większym zarobkom. Obecny przepis nie daje żadnych przywilejów i jest bezsensowny. Niestety wprowadzanie zmian niespójnie z pierwotną koncepcją burzy cały zamysł.
Czy po wejściu ustawy w życie rezydent będzie bardziej niezależny? Będzie mógł śmielej wyrażać swoje zdanie, mając po swojej stronie prawo?
Ł.J.: Myślę, że jeszcze wiele czasu upłynie, zanim zajdą tu realne zmiany. Nawet nie tylko o niezależność chodzi, bo przecież nad rezydentem powinien zawsze być opiekun specjalizacji. Chodzi bardziej o modyfikację myślenia, postrzegania roli rezydentów. Skończenia z patrzeniem na osoby szkolące się jak na tanią siłę roboczą, a zapewnienie szkolenia w dobrych, przyjaznych warunkach, na zasadzie partnerskiej współpracy, oczywiście przy nadzorze specjalisty. To da się zrobić, ale mam wrażenie, że bardziej niż zmian prawnych potrzebujemy zmian w mentalności włodarzy systemu.
Czy teraz łatwiej będzie dostać się na wymarzoną specjalizację?
J.B.: Nie wiem, czy łatwiej, ale na pewno sprawiedliwiej. Choć łatwiej również, gdyż ktoś, kto ma dobry wynik z egzaminu, będzie miał większe szanse ze względu na uwspólnienie liczby miejsc specjalizacyjnych. Oczywiście zmiany te nie rozwiążą wszystkich problemów, a przede wszystkim nie „udostępnią specjalizacji na życzenie”. To zawsze musi iść w parze z interesem państwa. Oby tylko z takim interesem.
Ł.J.: Ogólnopolski system naboru jest nie tylko sprawiedliwszy, ale też zmniejsza wrażenie losowości przydziału. Cieszę się, że obecni studenci nie będą musieli przechodzić przez to, co jeszcze niedawno fundowano nam – dotychczas lekarze kalkulowali ryzyko związane ze składaniem wniosków o przyjęcie na tzw. wąskie specjalizacje (gdzie były dostępne w danym województwie góra dwa miejsca), wiedząc, że jeśli będą pod kreską, to czeka ich pół roku względnego bezrobocia. Towarzyszyło temu poczucie niesprawiedliwości, bo w jednym województwie, żeby dostać się na daną specjalizację, trzeba było mieć 60 proc. punktów, w innym na tę samą – 80 proc. System ogólnopolski to lepsze rozwiązanie, sprawiedliwsze i powodujące lepsze wykorzystanie dostępnych miejsc na terenie kraju.
Początkowo była planowana redukcja liczby specjalizacji – to nie doszło do skutku, choć resort był wstępnie „za”. Dlaczego się z tego wycofano?
Ł.J.: Można krótko podsumować – znów zatrzymano reformę w pół drogi. Szkoda, bo nie ma wątpliwości, że liczba i podział specjalizacji w Polsce (mamy ich niemal najwięcej w Europie) nie jest optymalny.
J.B.: Wycofano się ze względu na słabość samego ministerstwa. Pojawiło się dużo grup interesów, które nie chcą tego ograniczania. To jest konieczne, ale wymaga konsultacji. Liczę, że niedługo zostanie to wprowadzone według jakiegoś logicznego klucza, np. takiego, którego użyliśmy w zespole, i udało się ograniczyć specjalizacje z 77 do 50.
Dość kontrowersyjną zmianą, którą z kolei udało się przeprowadzić, jest jawna baza pytań egzaminacyjnych. Ale przy sprzeciwie m.in. dyrektora Centrum Egzaminów Medycznych. Są panowie pewni, że to nie odbije się na jakości?
J.B.: Osobiście, i mówię to oficjalnie, jestem przeciwny bazie pytań. Uważam, że odbije się na jakości. Chcieliśmy egzaminów opartych na przypadkach klinicznych, jak w modelu amerykańskim. Chcieliśmy budowania logicznego myślenia, mamy bazę. Ale tego chcieli lekarze i sam minister zdrowia. Wygrała większość. W mojej ocenie powinien decydować technokratyzm – specjaliści, którzy znają się na egzaminowaniu.
Ł.J.: A ja cieszę się, że baza pytań wchodzi w życie. Jej zastosowanie w przypadku LEK (Lekarskiego Egzaminu Końcowego) jest rzeczywiście dyskusyjne, bo to egzamin, który ma za zadanie różnicować lekarzy przed przydziałem na specjalizacje. Jednak wprowadzenie bazy do PES (Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego) oceniam bardzo pozytywnie. Gdyby udało się wzmocnić rolę opiekuna specjalizacji, aby rzeczywiście szkolił, ale i oceniał postępy specjalizanta poprzez przeprowadzanie cyklicznych sprawdzianów, to PES w ogóle przestałby mieć istotne znaczenie. Specjalistą nie staje się ktoś, kto tylko zda egzamin, ale ktoś, kto przez pięć lat nabierał doświadczenia klinicznego i wiedzy praktycznej, a opiekun, który go zna, ręczy za to, że może być on specjalistą w danej dziedzinie. Baza pytań to krok w dobrą stronę – celem PES powinno być wskazanie, co lekarz musi umieć, a nie egzaminacyjny odsiew.
Kto jako pierwszy skorzysta z nowych przepisów? Przykładowo: czy już lekarze będący w tej chwili na ostatnim roku specjalizacji będą mogli zdawać egzamin przed jej oficjalnym ukończeniem? Kiedy będzie pierwszy ogólnopolski nabór, kiedy pierwszy egzamin z pytaniami z bazy? Czy obecni rezydenci mogą zmienić specjalizację?
J.B.: Wprowadzono kilka dat wejścia w życie przepisów zawartych w nowelizacji – od dwóch tygodni po ogłoszeniu do stycznia 2022 r. Jako pierwsi odczują je m.in. kierownicy specjalizacji, którzy otrzymają wynagrodzenie, ale także już w najbliższej sesji można zdawać PES na ostatnim roku specjalizacji, choć czas zapisów na egzamin mija. Nie wykluczono obecnych rezydentów z możliwości zmiany rezydentury, mam nadzieję, że tak też będzie w praktyce. Niestety wiele regulacji odroczono do 2022 r. – to m.in. zmiany dotyczące dyżurów medycznych, ogólnopolski nabór na specjalizacje czy zmiany w stażu podyplomowym. Wynika to oczywiście z nieprzygotowania ministerstwa czy podległych mu instytucji do wprowadzanych rozwiązań, choć latencja jest tak duża, że boję się, że jest to też furtka do ewentualnego odwołania zmian.
Ł.J.: Rzeczywiście, data wprowadzenia niektórych zmian jest dość odległa, co budzi wątpliwości. Czy tak długo zajmie przygotowanie aktów wykonawczych? Zespół wraz z projektem ustawy opracoował również rozporządzenia – szkoda, że z tego kompletnego projektu nie skorzystano w całości.
W sobotę manifestacja środowiska medycznego
Narastająca frustracja, niedostatki systemu obnażone przez pandemię, a jako kropla przepełniająca czarę goryczy – zmiany w kodeksie karnym zaostrzające kary za błąd medyczny – to wszystko zaowocowało decyzją o ogólnopolskiej manifestacji nie tylko lekarzy, ale również pielęgniarek, ratowników i innych uczestników systemu ochrony zdrowia.
Protest rozpocznie się w południe przed Ministerstwem Zdrowia, jego uczestnicy przejdą przed Sejm. Jest to wspólna inicjatywa lekarzy, pielęgniarek, ratowników i całej grupy profesjonalistów ochrony zdrowia, skupionych wokół idei Porozumienia Zawodów Medycznych (wśród organizatorów są przedstawiciele Porozumienia Chirurgów Skalpel, Porozumienia Rezydentów, Stowarzyszenia Pielęgniarki Cyfrowe i Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych). Poparcia udzieliły m.in. Naczelna Rada Lekarska oraz Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy.
Postulaty demonstrantów to:
■ przyspieszenie wzrostu nakładów na ochronę zdrowia do minimum 6,8 proc. PKB (liczonego według prognozy na dany rok)
■ rozwiązanie problemów kolejek i braku dostępności świadczeń
■ natychmiastowe zajęcie się przez polityków kryzysem w ochronie zdrowia, który szczególnie uwidocznił się podczas epidemii
■ zmiana przepisów dotyczących medyków zawartych w tarczy antykryzysowej 4.0 ©℗